VrooBlog

VrooBlog

[52 książki] I jak tu nie biegać

niedziela, 13 kwietnia 2014 23:03

Wciąż trwa moje biegowe szaleństwo, które oznacza czytanie wszystkiego na ten temat i brak realnych efektów tej lektury. Fakt, w zeszłym roku zrezygnowałem z prenumeraty magazynów biegowych (tam jest non stop to samo), ale książki czytam.

Tak więc, gdy ukazała się książka „I jak tu nie biegać” Beaty Sadowskiej, rzuciłem się do Woblinka aby ją kupić. Po czym przyszło otrzeźwienie. Sadowska jest „znaną dziennikarką”. No cóż, ja jej nie znam, nie oglądam telewizji. Czy nie jest to po prostu próba podpięcia się pod popularny temat?

No niestety jest.

To książka osobista, bardziej o autorce niż o bieganiu. Sadowska po prostu uwielbia się chwalić. Rety, gdzie ona nie startowała – Nowy Jork, Tokio, Wenecja, wakacje na brazylijskiej wyspie. Czego to ona nie jadła, jakich ma wspaniałych przyjaciół. Ha, cieszę się, że ludzie mediów mogą sobie pozwolić na takie wojaże. Jeśli to ma jednak zachęcić do biegania, to chyba źle trafiono – przeciętna czytelniczka (bo to jednak książka głównie dla kobiet) pomyśli, że to całe bieganie jest celebryckim wymysłem. Z jednej strony opowieści o tym, że zwiedziła dzięki bieganiu cały świat i jak to się obkupiła na Expo w NY, z drugiej podkreślanie, że to przecież bardzo prosty sport…

Sadowska próbuje pisać dla początkujących, pyta trenerów, innych znanych biegaczy o rzeczy podstawowe, jednak sama będąc zaawansowana czasami przemyca stwierdzenia niezrozumiałe – czy np. wszyscy zrozumieją padające mimochodem określenie „bieg na agrafkę”?

Najfajniejsza część książki to kwestie dotyczące motywacji. Gdy autorka pisze o samym bieganiu – pozostaje najbardziej autentyczna, no nie można dla lansu biegać regularnie maratonu, widać, że ona to kocha i chce swoją pasją zarazić innych. Więcej autentyczności znajdziemy jednak na dowolnym blogu biegowym. Dla mnie książka jest wizytą w innym świecie, do którego nie aspiruję i który jest mi obcy.

Co jest najbardziej charakterystyczne – w pewnym momencie autorka wspomina o książce Murakamiego, „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” – że… nie dała rady jej przeczytać mimo paru podejść. A tymczasem dla mnie Murakami napisał – również w takiej blogowo/dziennikowej formie – jedną z najlepszych rzeczy na ten temat. O długich kilometrach z muzyką i myśleniem. O radości i smutku uzależnienia biegowego. O tym, jak bieganie ukształtowało go i zmieniło jako człowieka. Murakami się nie chwali. A jednak jego książka robi ogromne wrażenie i przeczytałem ją już ze trzy razy.

Ocena: 4/10.

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. t3d

    Hm, a ja dla odmiany z bieganiem idę na żywioł. Nic nie czytam tylko biegam. Uznałem że zanim bym przeczytał wszystko, co by „należało” minęłoby za dużo czasu, w którym mógłbym już biegać. I na razie czytać nie mam zamiaru. Kupiłem w miarę dobre buty, a jak mam jakieś wąpliwości to pytam się znajomych z AWFiS. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie planuję jakichś wspaniałych rezultatów, supermaratonów ani triathlonu ;)

  2. Vroo

    No ja jestem takim typem, że jak się czymś zajmuję, to muszę o tym wszystko wiedzieć, nawet jeśli mi się nie przyda. ;-)

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: