VrooBlog
Iluzja nadmiaru
Dzisiejsza Polska wygląda pod wieloma względami jak marzenie ludzi żyjących w czasach PRL, który był gospodarką permanentnego niedoboru. A teraz? Co krok mamy kolorowy sklep! Pełne półki! Mnóstwo produktów i w każdym markecie dwadzieścia rodzajów sera. Zachód!
Wydaje się, że można kupić wszystko i zawsze. Są jednak momenty, gdy przekonujemy się, że to wyłącznie iluzja – iluzja nadmiaru.
Pamiętacie upalne lato 2019? Już w czerwcu kilka gorących dni sprawiło, że ze wszystkich sklepów zniknęły wentylatory. Małe, duże, stołowe, podłogowe, tanie, drogie. Obsługa rozkładała ręce i twierdziła, że w hurtowniach też nie ma. Hurtownie – że są zamówienia, ale zanim to wszystko z Chin przyjedzie, potrwają miesiące.
No, a teraz – zagrożenie koronawirusem – wiele osób rzuca się po maseczki (pomijam brak sensu stosowaniach ich przez osoby zdrowe). W aptekach już nie ma, w hurtowniach nie ma, a sprzedawcy na Allegro robią interes życia, sprzedając ongiś tanie produkty z tysięcznym przebiciem. Maseczek nie ma i nie będzie, bo Chińczycy produkują je teraz na własne potrzeby, a w Polsce się ich nie robi, przynajmniej nie na taką skalę.
Leki? No, tu już wiele razy ostrzegano, że uzależnienie od kilku producentów na świecie sprawia, że Europa może w ciągu paru tygodni być pozbawiona ważnych leków. Ludzie nie zaczną umierać od wirusa, który nie wiadomo jeszcze jakie zbierze żniwo, ale od tego, że po prostu skończą im się lekarstwa na istniejące choroby.
Nadmiar jest iluzją, bo opiera się na niewielkich stanach magazynowych, dostawie „just in time” i założeniu, że każdą partię można wyprodukować. Tę iluzję opłaca się podtrzymywać, bo składowanie kosztuje, a produkcja w Chinach i transport są tanie. Ale przyjdzie czas, gdy współczesny świat może się mocno na tym przejechać.
Źródło zdjęcia: freeimages.com, autor: Bartosz Wacławski
Komentarze
Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS
Ciekawe podejście, ale ma sens. Na co dzień rzeczywiście mozna mieć wrażenie, że wszystkiego jest aż za dużo – półki sklepowe pełne, galeria handlowa na galerii, ale jak przyjdzie co do czego i z jakiegoś powodu ktoś za głośno krzyknie „omatko trza kupić!” i wszyscy się rzucają na to, jak sępy na padlinę, to wychodzi brak elastyczności rynku.
Dobrze to było widać właśnie z maseczkami i rękawiczkami jednorazowymi po ogłoszeniu pandemii – każdy chciał, każdy potrzebował, a nie było, bo fabryki nie wyrabiały – nawet te w chinach.
Chociaż koronawirus trwa już dwa lata, sytuacja nie uległa zmianie – teraz mamy problem z częściami samochodowymi i materiałami budowlanymi…