VrooBlog

VrooBlog

Co się stało z naszą klasą?

piątek, 14 października 2005 23:08

Nic się nie stało. Wszyscy się rozeszli w swoje strony i dobrze się mają.

Wybór liceum był jednym z głupszych w moim życiu. Choć była to decyzja całkowicie własna i samodzielna. (a może dlatego?) Nie wiem, co mnie omamiło, czy bardziej opis szkoły, czy łatwość dojazdu (rzekoma). Zamiast do normalnego liceum w Śródmieściu, poszedłem do LILO w Rembertowie. Właściwie nie żałowałem tego wyboru. Trafiłem na paru nauczycieli, którzy przygotowali mnie bardzo dobrze do egzaminów na studia. Dopiero na studiach zorientowałem się, jak głupią decyzję podjąłem. Jak – o całe lata świetlne – odstaję intelektualnie od ludzi z Rejtana, Reja czy innego Staszica.

Koleżanka na gg informuje: po 7 latach zlot naszej klasy. Uczucia: ciekawość, a jak wyglądają, a kto co robi, ile małżeństw, ile dzieci. Jednocześnie właściwie obojętność. Nie byłem z większością tych ludzi emocjonalnie związany, ani oni ze mną.

Przyszło 20 osób. Nie poznałem dwóch dziewczyn, resztę tak. Sześć małżeństw, pięcioro dzieci. Kariery standardowe. Najczęściej własne biznesy, albo koncerny. Moja dawna miłość (platoniczna) zmieniła kolor włosów, zaokrągliła się, jest szczęśliwą mamusią.

Jedyne autentyczne zdziwienie, to kolega, który wykonał niesamowitą woltę. Już w liceum handlował programami i sprzętem komputerowym, na studiach rozwijał to dalej. A teraz mówi, że razem z żoną założyli gabinet psycho-cośtam, pomagają ludziom w poprawieniu ich odporności na różne choroby. Z pasją opowiadał o walce z rakiem, no i powtarzał, że warto robić to, do czego ciągnie serce. Chyba najjaśniejszy punkt dzisiejszego spotkania.

Poniżej: Andrzej Kwiatek, nasz wychowawca i wspaniały człowiek, zaraz dostanie łyskacza od jednego ze swoich uczniów. :)

Whisky dla Kwiatka :)

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. Marjo

    Z moją klasą nie chciałbym się spotkać.Składała się z 33 kompletnie niezgranych bab, dwóch chłopaków i A.W, co do którego płci były spore wątpliwości. Większość z nich powychodziła za mąż, mają dzieci.Z moich najbliższych koleżanek jedna siedzi we Francji(o ile się jeszcze nie przeprowadziła do Włoch), druga ma męża i dziecko, a trzecia jeszcze bardziej zdewociała i w ogóle nie da się z nią już pogadać.Zresztą wszyscy powyjeżdżali….

  2. Vroobelek -> Marjo

    no to jest właśnie różnica między ludźmi w tym samym wieku, a w różnych miejsach Polski. Tam gdzie mieszkałaś wszystkie ganiacie w poszukiwaniu męża. A mi tutaj koleżanka z klasy mówi, że w sumie to jej się nie spieszy, bo są rzeczy ważniejsze.

  3. Marjo

    Wiesz Vroo, ja pochodzę ze wsi, gdzie nie ma lepszych propozycji na spędzenie życia niż małżeńśtwo.Wszystkie moje koleżanki z podstawówki wyszly już za maż, ja chyba jestem jedną z bardzo nielicznych które zostały.
    Z drugiej strony widzę co się dzieje- im dłużej się czeka, tym szybciej maleją szanse na znalezienie męża, tym bardziej ,że jeśli kobieta jest wykształcona i niezależna ma duze wymagania.Niby są ważniejsze rzeczy, ale jeśil chce się mieć rodzinę lepiej nie czekać, bo w moim wieku jest cieżko kogoś sobie znaleźć, nie mówiąc o małżeństwie.

  4. Vroobelek

    Ale Marjo, z tego co wiem, ty nie chcesz spędzać życia tak jak te twoje koleżanki z klasy, a może się mylę? Dlatego poszłaś chyba na jedne i drugie studia, żeby mieć jakiś wybór, prawda? I teraz mówisz, że jako wykształcona i niezależna nie będziesz mogła znależć faceta? Bez sensu. To może lepiej było po maturze wyjść za jakiegoś 30-latka z okolicy i teraz mu chować drugie czy trzecie dziecko?

    Właśnie dzisiaj rano gadałem z kimś na gg o takich małżeństwach, które w wieku 25 lat się rozwodzą. Albo gdzie kobieta musi tolerować różne wybryki faceta, bo bez pracy i z dzieckiem nie ma możliwości manewru.

  5. bartold

    Żeż Kurcze, Vroo, nasi rodzice wstępowali w związek w wielu 22-21 lat i trzymali/ją się doskonale, w czym rzecz? Może raczej w tym, że współczesne pokolenie nie dorasta do czegoś tak poważnego jak małżeństwo? Być może raczej zachowujemy się (i nie czynię tu wyjątku w odniesieniu do siebie) nieco jak rozkapryszone dzieci? Wykształcenie nijak tu nie pomaga, być może wręcz czasem opóźnia faktyczne emocjonalne dorastanie… I na pewno nie pomaga w znalezieniu partnera, skoro każdy/a kandydat/ka jest potencjalnie nie dość wysublimowany/a. Wykształcony człowiek przy takim odrzuceniu szansy ma gotową właśnie taką wymówkę: „w sumie to mi się nie spieszy, bo są rzeczy ważniejsze.” I tak już takiej osobie zostanie. :)

    Nie znajduję w takim opóźnianiu kompletnie nic praktycznego albo „uszlachetniającego”. Dostrzegam jedynie porażkę.

    Z wychodzeniem za trzydziestolatka z okolicy to jest troszkę chwyt erystyczny, sam przyznasz. :)

    pozdrawiam,
    b.

  6. Anonim

    Wroo czytałeś w Newsweeku o samicach alfa?

  7. malgo

    To byłam ja – malgo – u góry… Heheh co to znaczy doskać łyskacza?

  8. Vroobelek -> Malgo

    no, to co kolega trzymal w butelce. Żółta, obrzydliwa, anglosaska wóda. Ale niektórzy lubią :)

    dawno Cie tu nie widziałem Malgo :))

  9. Vroobelek

    Artykulik o którym wspomina malgo jest tutaj:
    http://tiny.pl/qvrl. Bart, dzięki za podesłanie :)

  10. Aska

    A ja skonczylam to samo liceum, i z wynikami znacznie gorszymi niż autor, i  nie odstawalam ani nie odstaje w zaden sposob od osob ktore ukonczyly Reja, Rejtana czy innego Staszica. Moze problem tkwi w czyms innym . . .

  11. of-mice-and-men

    a ja coraz bardziej wierze w hrabalowy poglad na malzenstwo

  12. Domena

    Zdjecie calkiem, calkiem, a i aktorzy wygladaja na Zdrowych Wolnorynkowcow i to jeszcze przy kominku z kielichem. I dzieki Ci moj autorze Macieju Rybinski, za ciekawy zbior felietonow pt. „Jestem, wiec pisze”. Jam samotrzec, do zdobywania swiata na emigracji.

  13. Vr.

    aaaaaaaa, ktoś zinterpretuje powyższy komentarz?

  14. malgo

    hehehe Wroo you mean łiskiej = whiskey hehehe… Załapałam…
    W tym roku piłam drinka… Myślałam że umrę… Coś na kształt szkockiej (bo nie była oryginalna hehehe- jakas 2ga klasa)z colą… Po 3 szklaneczkach nie spałam do 3,4 nad ranem… Mam zazwyczaj wysokie ciśnienie i to mnie doprawiło. Nigdy wiecej… hehehe

  15. kama

    Vroo, wyszedł z Ciebie warsiawiak. A nawet warsiafka :P
    pfuj :P
    W zasadzie, to przeważnie bronię ‚tutejszych’, ale nie dziwią mnie komentarze ‚innych’, gdy na pozór inteligentny gość potrafi jednym zdaniem zepsuć całokształt. Nawet swój własny.

  16. Vroobelek

    Kamyczko, to znaczy? Może napiszesz co masz na myśli?

  17. kama > vroo

    Nie chodziło mi o notkę, a o dyskusję w komentarzach…
    „no to jest właśnie różnica między ludźmi w tym samym wieku, a w różnych miejsach Polski. Tam gdzie mieszkałaś wszystkie ganiacie w poszukiwaniu męża. A mi tutaj koleżanka z klasy mówi, że w sumie to jej się nie spieszy, bo są rzeczy ważniejsze.”
    Generalizowanie, podział na tu i tam. A ja bym dzieliła – jeśli już – na dojrzałych i doświadczonych i tych, co ani nie dojrzeli, ani doświadczeń zbyt wiele nie mieli.
    Gdy na 3 roku studiów zerwałam zaręczyny, wszyscy TU pukali się w czoło: dziewczyno, co robisz? Ostatni gwizdek, kto Cię zechce? I tego typu mądre myśli. Ponadto dlaczego oceniać, co jest ważniejsze? Każdy ma inne priorytety. I jeśli ktoś uważa, że chce być spawaczem i takie są jego ambicje, w tym się spełni – jakim prawem oceniać? A ślub? (w sensie bycia ze sobą i kochania się, bo jednak w Pl nadal miliony uważają, że miłość bez ślubu nie jest ‚prawdziwa’ i psy wieszają na konkubinatach).
    Ot i co. Tyle tylko – w skrócie ;) Chyba, że źle Cię zrozumiałam, to moja culpa ;) Tym bardziej, że i ja podzieliłam na tu i tam, z tym, że odwrotnie.

  18. bartold > kama

    bycia sobą… oj…

    „bo jednak w Pl nadal miliony uważają”

    Istotnie, to jest kwestia systemu priorytetów, mniej lub bardziej rozwiniętego.

    „że miłość bez ślubu nie jest ‚prawdziwa’ i psy wieszają na konkubinatach”.

    To napawa otuchą. Co zaś się tyczy tzw. prawdziwej miłości, to wiele definicji ujmuje ją jako coś innego niż przelotna znajomość… Wiąże też z nią tzw. „wytrwałość”, „cierpliwość”, „gotowość do tzw. poświęceń”, „pokładanie nadziei”, etc.

    „jakim prawem oceniać?”

    ;) Jeżeli uczestniczę w jakimś społeczeństwie i korzystam ze wszelkich udogodnień jakie wynikają z samego istnienia tegoż społeczeństwa (lokalnego lub ponadlokalnego, ze społeczeństwem globalnym włącznie), to poczuwam się do obowiązku dbałości o jego biologiczne i gospodarcze dobro. Czuję przez to dostateczną legitymację, żeby oceniać dokładnie wszystko. Nie myślę w związku z tym używac jakiejkolwiek przemocy, ale też nie mam zamiaru dawać komukolwiek do zrozumienia że wszystko jest OK, jeżeli nie jest.

    b.

  19. Batkocz

    A to takie małe uzupełnienie do tesktu o samicach alfa.
    http://tiny.pl/qbf5

  20. bartold > Batkocz

    coś w tym jest:

    „jednostka jest bez przerwy konfrontowana z potężną kulturową produkcją nieosiągalnych ideałów.”

    b.

  21. jan

    szukam swojego dawnego przyjaciela,
    nazywa sie… andrzej kwiatek…
    czy moglbys mi powiedziec cos wiecej o nim,
    andrzej „pochodzi” z rawy mazowieckiej…
    ostatnie informacje o nim (prawie 30 lat temu),
    studiowal folozofie na uniwersytecie warszawskim,
    dzieki,
    Jan

  22. NAtalka

    JA,mam koleżnki,i kolegow ale mało i chciałambym jeszcze kogos poznac

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: