VrooBlog

VrooBlog

Liderzy

poniedziałek, 23 maja 2005 00:39

Brian Tracy w książce „Eat That Frog” używa takiej definicji:

Only about 2 percent of people can work entirely without supervision. We call these people „leaders.”

Tylko 2 procent! To są ci ludzie, którzy zawsze się podniosą po upadku. Nie zatrzymają ich opinie innych, słabości fizyczne czy złe przypadki. 2 procent. To podstawa – oni nadadzą tempo zmianom, wcielą w życie nowe pomysły, będą zatrudniali innych.

Reszta z nas potrzebuje kogoś, kto stanie nam nad głową, skontroluje, powie jaki następny krok. Może i będziemy samodzielni – ale na wyraźne polecenie!

Paradoks okrutny. Aby dostać się do pracy w większości korporacji, trzeba być:
– kreatywnym,
– proaktywnym,
– nastawionym na sukces,
– itp.

Ale gdy już do takiej korporacji trafisz, znaczysz niewiele więcej od zera. Kreatywność idzie na boczny tor, liczy się wypełnianie planów i trzymanie procedur. Profesjonalizm i sztywność. Z własnej inicjatywy nie wolno ci się nawet odezwać. Znam parę osób z dużych firm, które próbowały wypowiadać się na grupach dyskusyjnych. W wolnym czasie, bez wynagrodzenia chcieli pomóc ludziom w dziedzinie, na której się znają. Nie ukrywali swoich personaliów. Po jakimś czasie telefon od szefa lub z działu marketingu. Najłagodniejsze zakończenie – reprymenda, najgorsze – zwolnienie dyscyplinarne. Liderem możesz być, ale u siebie w garażu.

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. ang

    mam pytanie:
    „can work” – oznacza, że mają odpowiednie cechy charakteru? czy znaczy, że tylko dla 2% ludzi są miejsca pracy o stylu pracy leadera „without supervision”.

  2. Vroobelek --> Ang

    To pierwsze: chodzi o cechy charakteru. Dalej Tracy pisze o samodzielności, niezależności, stawianiu sobie samemu celów, bez czekania na kogo innego.

    Oczywiście z tym co napisałem Tracy by się nie zgodził, bo wg niego gdziekolwiek jesteśmy (nawet w najbardziej sztywnej korporacji), możemy być „liderami” dla samego siebie.

    Cały wstęp do jednego z rozdziałów:

    ‚THE WORLD is full of people who are waiting for someone to come along and motivate them to be the kind of people they wish they could be. The problem is that no one is coming to the rescue.

    These people are waiting for a bus on a street where no busses pass. As a result, if they don’t take charge of their lives and put the pressure on themselves, they can end up waiting forever. And that is what most people do.

    Only about 2 percent of people can work entirely without supervision. We call these people „leaders.” This is the kind of person you are meant to be.’

  3. ang

    No więc ja się zgadzam z Tracy’m:)
    Bycie liderem w korporacji zawsze będzie wiązało się z pewną sztywnością, na początku bardzo dużą, w miarę awansu – coraz mniejszą. Właściwie to dopóki nie jest się top-chief-executive, zawsze trzeba liczyć się z opinią innych. A nawet taki CEO i tak często słucha innych, zanim podejmie swoje decyzje.
    Być liderem w ramach swoich kompetencji – zawsze można. Być liderem na zadany temat:) – to doprawdy sztuka. I w ramach swoich kompetencji.
    Zawsze można budować w sobie cechy lidera, aby w razie potrzeby móc przejąć większą odpowiedzialność. Czasami potrzeba do tego cierpliwości. i mądrości.
    Amazingly enough, gdy nagle jest jakaś obsuwa i potrzeba, aby ktoś „młodszy” przejął odpowiedzialność, albo „coś” wymyślił na konkretny temat, to nagle liderów brak:) i wtedy właśnie widać, że trudno znaleźć te 2%. i masz rację, że duża reszta „potrzebuje kogoś, kto stanie nam nad głową, skontroluje, powie jaki następny krok”. no niestety, ostatnio przykład z mojego życia, ludzie się tego wręcz domagają:)

    Lider – to także nie oznacza, że każdy jego pomysł zostanie zrealizowany. Może na początku żaden. potrzeba czasu, cierpliwości i – uwaga – zdobycia zaufania „starszych”.

    Wsłuchiwać się w to, czego się ode mnie oczekuje, niekoniecznie oznacza, że nie jestem ważny. Można kserować z zacięciem lidera. (czasami kserowanie dokumentów robione jest tak bez głowy, że szkoda mówić:)

    ale oczywiście. Jeśli ktoś przeszedł jakiś etap, i chce przejąć większą odpowiedzialność, i mieć większą swobodę podejmowania decyzji i wdrażać swoje pomysły na życie, i korporacja nie jest w stanie mu tego zapewnić, i dusi się, no to wtedy musi faktycznie szukać innego miejsca pracy. Albo założyć swoją firmę i tam się realizować. bo nie mogę obrażać się na szefa, że nie realizuje mojego pomysłu, jeśli to nie jest moja firma.
    Nie mogę tez osądzać korporacji o to, że hamuje mój rozwój. Jeśli tak myślę, to muszę zmienic pracę. Chyba że z analizy SWOT wychodzi, że warto mi jeszcze zostać:)

    Bo ciągle wychodzę z jednego punktu: to jest moja decyzja, że pracuję tu i tu. Ja podpisuję umowę. Nikt na siłę mnie nie trzyma. Wolność decyzji:)

    a jeśli chodzi o  przykład o grupach dyskusyjnych: czy te osoby wypowiadały się na forum dyskusyjnym zamkniętym dla w swojej firmy, czy otwartym dla wszystkich takim netowym forum? i podawały z jakiej firmy pochodzą? jeśli to drugi przypadek, to się nie dziwię reakcji….

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: