VrooBlog

VrooBlog

Internet a frekwencja wyborcza

sobota, 22 października 2005 16:21

Szef PKW, pan Ferdynand Rymarz twierdzi, że głosowanie przez internet nie zwiększy frekwencji w wyborach (link do newsa na Onecie).

Sądzę, że przeciwnie, internet mógłby zdecydowanie poprawić frekwencję. Bezpośrednio, bo jest trochę ludzi, którzy nie mogą się udać do lokalu. Ale przede wszystkim pośrednio. Może pomóc sprawiając, że nie będzie trzeba głosować w miejscu zameldowania.

Trudno ocenić ile osób w Polsce nie mieszka tam gdzie jest zameldowanych. Ale są to pewnie miliony. A więc:
– studenci,
– ci, którzy przeprowadzili się w poszukiwaniu pracy,
– ci, którzy są w delegacjach,
– ci, którzy sobie wyjechali na weekend,
– ci, którzy meldują się gdzie indziej tylko po to, żeby niższe ubezpieczenie za samochód płacić, albo aby zachować prawo do mieszkania kwaterunkowego…

I nawet taki polityczny zapaleniec jak autor bloga Gazeta Powyborcza, nie będzie wydawał 160 złotych na ekspres, żeby dojechać tam, gdzie ma prawo zagłosować.

Czy bardzo trudno o coś takiego? Przychodzę sobie w dniu wyborów do dowolnej komisji. Pokazuję dowód, członkowie komisji sprawdzają na specjalnej stronie www, czy już ten „numer PESEL” nie głosował, jeśli nie, wydają mi kartę i odhaczają na internetowej liście. Bez zabawy w regionalizację. Bez sprawdzania, czy mój blok jest na tej liście, czy na innej. Bez zabawy w odwiedzanie urzędu gminy, aby wziąć papierek, który mnie uprawnia do głosowania.

Infrastrukturę mamy: większość szkół, gdzie zwykle są punkty wyborcze ma już podłączenie do internetu, nie mówiąc o komputerach. Serwis, który wytrzyma obciążenie z tysięcy punktów wyborczych też można zrobić. W sytuacjach ekstremalnych (padło łącze lub kolejny system Prokomu), numery PESEL przekazuje się do centrali później, a te, które się powtarzają (co oznacza, że ktoś głosował dwukrotnie) oznacza jako głosy nieważne.

No to komu mam wysłać CV? :-)

Update z 26.10. Zapaleniec z Gazety Powyborczej, jednak stracił cały dzień na dojazd i zagłosował

Problemem zainteresowała się Rzeczpospolita.

Być może najwięcej szkód powoduje jednak zaniechanie przez posłów prac nad wprowadzeniem głosowania przez Internet. W Szwajcarii, gdzie wyborcy od kilku lat mogą przesłać swój głos listem poleconym lub przez Internet, frekwencja wzrosła o blisko 20 punktów procentowych.

Podobnie jak napisałem, stworzenie takiego systemu to nie jest ogromny wysiłek ani finansowy, ani organizacyjny. Opierają się głównie politycy, którzy sądzą, że podniesienie frekwencji obniży wyniki ich partii. Teraz za nowym sposobem agitują przegrani – czyli Platforma, PiS odpowiada – a po co się spieszyć?

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. liberus

    bardzo dobry pomysł, choć w gruncie rzeczy to rzecz oczywista :) ale fajnie,że o tym napisałeś

  2. BoBa

    A dla osób, które nie są aż tak otwarte na nowinki typu internet ;-), proponuję głosowanie listowne. W wielu krajach, np. w sąsiadujących Niemczech, każdy obywatel może nawet na dwa tygodnie przed właściwymi wyborami wysłać swój głos zwykłym listem pocztowym (koszty pokrywa państwo). Nie wiem, jak to jest technicznie zorganizowane, tzn. jak wykluczyć wielokrotne głosowanie, które w tym miejscu się samo narzuca, ale skoro takie kraje jak RFN czy USA taką możliwość dopuszczają, to pewnie i u nas byłaby do zrealizowania. Wtedy może również w Polsce byłaby do osiągnięcia frekwencja 80%, jak w ostatnich wyborach w Niemczech.

  3. malgo

    Yeah!!! The winner is DUCK;-)

  4. malgo

    Holender już sie nie ciesze!!! Jest mi smutno… Co będzie z tą Polską??? Politycy sa do bani… Tacy politycy… Czy kiedyś bedzie lepiej?

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: