VrooBlog

VrooBlog

Zarabiać za mało czy za dużo?

sobota, 10 października 2009 12:51

W tym roku minęło 10 lat od kiedy mniej czy bardziej regularnie pracuję zawodowo. Zaczęło się od pojedynczych zleceń na programowanie i projektowanie stron, choć dosyć szybko przeszło na stałą współpracę z różnymi firmami. Obecnie, bez fałszywej skromności uważam się za jednego z lepszych specjalistów w swojej dziedzinie.

Gdy zacząłem pracować, za każdym razem musiałem powiedzieć ile chcę zarobić. Określenie tego zawsze sprawiało mi duże trudności. Skąd to się brało?

Przede wszystkim błędne przekonanie na temat wartości swojej pracy. Uwierzycie, że gdy pierwszy raz wypełniałem formularz w agencji pracy tymczasowej – w roku 2000, to – szukając pracy jako webdesigner – wpisałem stawkę 7zł/godzinę? Mniej niż ma murarz i roznosiciel ulotek. A przecież miałem już w swoim portfolio choćby stronę WWW dla spółki giełdowej, która dostała nagrodę „Teraz Internet”… Dlaczego? Bo sądziłem, że przecież jest duża konkurencja, więc lepiej aby mnie wybrano.

A więc również obawa przed odrzuceniem. Zostałem wkrótce zatrudniony i choć zarabiałem więcej niż te 7 złotych, to i tak uważam te swoje pierwsze prace jako małe łupiestwo. Mogłem wtedy spokojnie żądać 5 razy więcej. Ale nie żądałem. Szczególnie teraz dziwi mnie paruletnia praca dla pewnej firmy, gdzie wprawdzie co jakiś czas negocjowałem trochę wyższe wynagrodzenie, to i tak było znacznie niższe niż dostawałby ktoś na etat, robiąc to co ja. Ludzie po drugiej stronie szybko zorientowali się, że mówienie o zarobkach jest dla mnie trudne, dlatego stanowisko mieli szczególnie nieugięte. :-) Zadaję sobie teraz pytanie – czemu nie powiedziałem wtedy że rezygnuję? Przecież byłem jeszcze na utrzymaniu rodziców, studiowałem, nie byłoby tragedii, gdybym sobie poszukał innej roboty, albo nawet nie znalazł przez jakiś czas, miałem zresztą jakieś oszczędności. Obawa, że się czegoś innego nie znajdzie jest irracjonalna, ale jednak strasznie wpływa na wolność negocjacji. Są dwie podstawowe zasady negocjacji:

  1. Jeśli nie masz wyboru, nie negocjuj, będziesz wtedy na łasce i niełasce drugiej strony
  2. Zawsze miej tzw. BATNA – czyli najlepszą alternatywę dla porozumienia. Alternatywą zwykle w takich przypadkach jest poszukanie sobie innej pracy.

A ja stawiałem się czasami w pozycji biednego studenta, który zaproponuje jakieś grosze, byleby go tylko zatrudnić. A to już nie czasy moich rodziców, gdy słyszało się wynagrodzenie i albo je brało, albo i tak nie miało wyboru.

Skończyłem studia, zacząłem pracować jako jednoosobowa firma i wreszcie zacząłem też wyciągać wnioski z wiedzy o marketingu i negocjacjach, jaką miałem ze studiów. Że cena produktu, jakim jest moja praca bardzo często nie ma wyraźnego związku z tym co jest efektem pracy. Widziałem wyceny podobnych prac różniące się od siebie nawet dwudziestokrotnie. Innym razem klient podczas parugodzinnej sesji doradczej za którą policzyłem jakąś kwotę (i uważałem że to całkiem dużo), stwierdził, że był wcześniej u mojego kolegi z branży i ten chciał ponad 3 razy tyle. Wreszcie nauczyłem się też, że jakość pracy w branży „usability”, bywa bardzo, bardzo różna, szczególnie jak zaczęli się do mnie zgłaszać ludzie, pokazujący raporty jakie otrzymali od czołowych firm za duże pieniądze i w sumie nie wiedzieli co z nimi zrobić.

Zacząłem się cenić wreszcie na ile się uważam. Nie jest to zresztą najwyższa wycena w branży (a branża swoją drogą nie jest aż taka droga, jak niektóre inne). Czasami wciąż robię coś taniej, jeśli klienta wyraźnie nie stać, ale uważam, że np. przy okazji mogę się sporo nauczyć. Nauczyłem się też radzić z odmowami. Czasami ktoś ma inną wizję. Czasami się nie wstrzelę z kwotą.

Z drugiej strony staram się nie przesadzić. W działach IT spotykam ludzi – takich jak ja 10 lat temu – mających 20 lat i żądających na początku swojej kariery sum ogromnych. Czasami uzasadnionych – bo ktoś jest cholernie zdolny. A czasami wynikających z przekonania, że i tak innych specjalistów się nie znajdzie.

Określenie swojej ceny jest wciąż dla mnie trudne, w pewnych sytuacjach wciąż brakuje mi tupetu, ale na ogół nie boję się proponować tyle ile uważam za słuszne. Wiem też, że im więcej się uczę i im wyższe zaufanie swoich klientów zdobywam, tym możliwości lepszych cen przede mną większe.

A przy okazji odkryłem coś, co potwierdza wielu freelancerów. Im mniej klient płaci, tym bardziej się czepia. Nie mam na myśli uwag merytorycznych, bo te są zawsze potrzebne, ale właśnie czepiania, stałej kontroli, kwestionowania kwot, żądania kosztorysów. Okazuje się, że w takich przypadkach „zwolnienie klienta” jest najlepszym wyjściem.  Żałuję tylko, że nie wiedziałem tego sześć czy siedem lat temu.

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. eternalquest

    Racja z tym czepianiem się mało płacących – mam dokładnie to samo. Nie jest webdesignerem ale spotyka się to w wielu branżach….
    jeśli chodzi o freelancerstwo trafiłem kiedyś na stronę http://www.avenueeast.com i przesłuchałem kurs Jennifer McCay – „17 avenues to solo success”.
    W każdym razie jeśli o mnie chodzi jakiś czas temu określiłem swoje minimum – w tej chwili będę przechodził na znacznie wyższe stawki.
    I święta racja – to jest zupełnie niepoliczalne jeśli chodzi o sprawy związane z webdesignem i np. marketingiem internetowym. U mnie jest trochę prościej:) Jednak są szczebelki które trzeba pokonywać
    Pozdrawiam

  2. sz-y

    vroo, z jednej strony muszę się z tobą zgodzić.

    a z drugiej: ostatnio obserwuję proces rekrutacji na różnych poziomach i etapach.
    rozwala mnie- jak przychodzą ludzie świeżo po studiach, zero jakiegokolwiek doświadczenia poza budką z hamburgerami- i wołają pensji prawie dyrektorskich…

    niby to takie koło zamknięte- że jak ktoś studiował, to nie ma doświadczenia, ale imho: to takie pitu pitu.
    naprawdę wiele można jak się tylko chce- sam powiedziałeś, że mimo studiów jakieś doświadczenie zdobywałeś.

    rozumiem, że należy cenić swoją pracę i siebie,
    ale ja ostatnio trafiam na wybitnych ignorantów, którym się wydaje, że sam fakt, iż łaskawie chcą pracować, powinni dostawać nie wiadomo jaką kasę….

  3. Vroo

    weronka, to chyba akurat się bierze z niewiedzy co do możliwych zarobków, a to z kolei z dziwnych układów polskiego rynku. Podawanie zarobków w ofertach pracy, co jest czymś normalnym na zachodzie, u nas wciąż jest ekstrawagancją. Głównie przez to, że albo liczy się że dobry pracownik będzie chciał mniej, albo jeśli będzie chciał więcej, to nie dowiedzą się o tym inni pracownicy…
    Ludzie więc podają kwoty opierając się na plotkach, własnych ułudach, czy pseudoraportach płacowych z gazet, które w większości nawet nie odróżniają kwot netto i brutto.

  4. sz-y

    a skąd się bierze coś takiego- że obecnie szukamy osoby ze znajomością j.angielskiego i niemieckiego,
    a dostaję np cv ludzi z dyplomem z serbsko-chorwackiego.

    wybacz- ale z taką osobą nie zamierzam nawet rozmawiać, ani odpowiadać, ani dziękować za nadesłanie aplikacji.
    bo tak jakby mój czas- na przejrzenie tej oferty też się liczy.

  5. sz-y

    i są portale w których w ofercie pracy należy podać stawkę.

    hm. widzisz, dużo tez zależy od trafienia na porządnego pracodawcę.
    ja na rozmowie- zostałam zapytana ile chcę- odpowiedziałam- podając kwotę wyższą, niż otrzymywałam we wcześniejszym miejscu pracy, bo na tyle oceniłam zyskane doświadczenie.
    i pracodawca nie zrobił wielkich oczu.
    ba- nawet w krótkim czasie- docenił faktycznie stan mojej pracy, i właściwie w trakcie trwania okresu próbnego- dostałam i podwyżkę i umowę na stałe.

  6. Vroo

    wiele wymagań w ogłoszeniach o pracę są specjalnie podrasowane, żeby ludzi odsiać, więc zgłaszający nie traktują ich poważnie… :) może napiszcie „NAPRAWDĘ potrzeba nam angielskiego i niemieckiego!”

    parę miesięcy temu rozmawiałem z pewną headhunterką, która szukała specjalisty do pracy gdzieś w Monachium. Wymagania były takie, że nikt w Polsce chyba ich nie spełnia, a pewnie i w Niemczech też, skoro zaczęła u nas szukać. Piszę jej o tym, a ona, no że tak, że wiadomo że trudno, więc jeśli spełniam tylko część to też się nadam… Nie skorzystałem jednak, nie wiem czy umiem udawać płynny niemiecki. :-)

  7. sz-y

    wiesz, gdybyśmy dodali PLUS EWENTUALNIE serbsko-chorwacki- zrozumiałabym takiego maila.

    to, że pewne rzeczy są weryfikowane w praniu- to rzecz jasna.
    ale pewne minimum wymagane trzeba spełniać.

    obecnie to i ja nie dam rady udawać płynnego niemieckiego.
    aczkolwiek pewni panowie w pewnym sklepie w jenie- do dzisiaj mnie pamiętają ;-)

  8. xxjthxx

    To może ja wypowiem się o freelancingu i aplikacjach web…

    Przy dyktowaniu lepszej ceny odrzuca to, że rynek inf. jest dość mocno nasycony (wrażenie subiektywne)… I do tego jest sporo młodych osób które hobbistycznie tak pracują (w końcu żeby zrobić dobrą stronkę nie potrzeba studiów)… Jeżeli pójść dalej i szukać pracy na stronach zagranicznych to pomimo tego, że w Polsce stawki są kilkukrotnie niższe od zachodnich to i tak zostaną przebite przez kogoś z Pakistanu, Indii czy Białorusi…

    Komputery stały się niewdzięcznym fachem, za dużo osób się nimi interesuje i generuje to dużą konkurencję… Takie odnoszę wrażenie…

  9. sz-y

    w końcu tym, którzy kończyli studia też nie zawsze udaje się zrobić dobrą stronę.

    studia to jeszcze nie wszystko.
    trzeba mieć jeszcze do tego wszystkiego jakiś dryg.

  10. eternalquest

    @xxjthxx
    Ja osobiście używam odeska (www.odesk.com) do znajdowania programistów. Publikuję projekt, otwarty dla każdego, zwykle zgłasza się 20-30 osób. Stawki zaczynają się od ok $4/h i idą do ok. $30. Ostatnio specjalista jaki dla mnie pracował kosztował mnie $27/h. Na dokładnie 22 oferty, wybrałem osobę ze stawką w górnej końcówce skali. Pakistańczyków, Chińczyków etc – odrzucam z góry. Nawet nie myślę nad tym, żeby pracować z kimś kto bierze poniżej $15, bo zdaję sobie sprawę, że będzie to kiepski interes. Poza tym jeszcze jedna ciekawostka. Spytałem osoby która kasuje ok. $15 o zrobienie tego samego co facet za $27. Pierwszy powiedział, że zmieści się w 5h, drugi, że zrobi to w 2…:) Tak więc wszystko może być tutaj względne prawda?
    Pozdrawiam

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: