VrooBlog

VrooBlog

Archiwum bloga w kategorii Polityka:

III RP, IV RP, politycy, niebieskie ptaki i boląca głowa

„Pożyteczni idioci” i ich rodzaje

środa, 4 lutego 2015 21:31

bots2

Wydarzenia na Ukrainie z ostatniego roku nie mogą pozostać bez naszej reakcji. Oczywiście postawa „nasza chata z kraja” będzie wciąż się zdarzać, czasami jest to też rosnąca obojętność wobec sygnałów przekazywanych przez media. Podobnie jak przy konfliktach w Egipcie czy Syrii w pewnym momencie tracimy orientację, kto z kim i przeciw czemu, szczególnie gdy pozbędziemy się mitu o walce dobrego ze złym.

Jakoś nie mam ochoty popierać obecnych władz Ukrainy, czyli oligarchów i ich ciemnych sprawek. Wcale nie jestem przekonany czy „niezależna” Ukraina będzie lepsza niż Ukraina na pasku Rosji. Gra się jednak toczy nie o Ukrainę, tylko o sposób rozwiązywania sporów terytorialnych w całej Europie Wschodniej.

A w internecie zadziwia mnie całkiem spora liczba ludzi, którzy… politykę Kremla w zasadzie popierają.

Można ich krótko podsumować jako „politycznych idiotów”, choć różnią się oni dość mocno między sobą i mają różne motywacje.

1. Miłośnicy putinowskiej Rosji

Ci idą w zasadzie po linii rosyjskiej propagandy. Na Krymie nic takiego się nie stało, przecież półwysep był i tak de facto rosyjski. No a na Ukrainie nie wiadomo co się dzieje, władzę przejęły ciemne siły, do głosu dochodzą faszyści. Wschód Ukrainy jest ukraiński sztucznie, bo przecież tam mieszkają sami Rosjanie. Noworosja jak znalazł. Argumenty identyczne, jakie w roku 1938 miała III Rzesza w stosunku do z czeskich Sudetów zamieszkałych przez Niemców.

Miłośnicy Putina zapominają, że przecież brak siłowych rozwiązań konfliktów terytorialnych jest największym powojennym osiągnięciem Europy. Oczywiście – osiągnięciem, którego Europa nie bardzo chce bronić, gdy jej się to nie opłaca, Grecja i Turcja nadal są w stanie zimnej wojny w sprawie Cypru, siły ONZ do byłej Jugosławii wprowadzono o wiele za późno, a i tak nie pomogły we wszystkim. Tego co się dzieje na Bliskim Wschodzie Zachód woli nie zauważać. Ale zdecydowanie wolę status quo polegające na tym, że w Europie Środkowej pogodziliśmy się ze zmianami terytorialnymi, niż zmianę statusu tego regionu na podobny Bliskiemu Wschodowi.

Miłośnicy idą dalej. Putin jako trzeźwy mąż stanu w przeciwieństwie do zdegenerowanej Europy. On przynajmniej wie czego chce, podczas, gdy europejskie rady starców się wahają. To akurat prawda, ale nie wiem co ma mieć wspólnego z  usprawiedliwianiem jego działań.

2. Anty-Ukraińcy

Ci głównie podkreślają, jaka to Ukraina jest zła, że dochodzą tam do władzy banderowcy, którzy wciąż nie przeprosili nas za Wołyń. Dochodzi tu też takie złośliwe założenie – im gorzej mają na Ukrainie, tym lepiej będzie dla nas. Nie wiem skąd wywiedzione. Bo jest przecież całkowicie na odwrót.

W tej grupie znalazło się sporo miłośników Kresów, którzy zerkają nostalgicznie na Lwów, podobnie jak pani Steinbach na nasze ziemie zachodnie. Nie rozumieją, że jedyny dla nas sposób, aby wrócić na Ukrainę to robić to samo, co Niemcy w stosunku do Polski – wytworzyć tam klimat, który sprawi, że polskie firmy będą mogły na Ukrainie inwestować, a Polacy kupować ziemię i jeździć turystycznie. I już, drodzy duchowi następcy Potockich,  możecie sobie te wasze latyfundia odtwarzać. Naprawdę chętnie pojadę kiedyś do polskich pensjonatów w Gorganach czy Czarnohorze.

Haczyk taki, że obecność Rosji na Ukrainie uniemożliwiać będzie zaangażowanie się tam polskiego kapitału – tak samo jak trudno nam wejść choćby do okręgu kaliningradzkiego. Ogromna korupcja, pogmatwane prawo i niepewność. Znośne warunki inwestowania może zapewnić tylko Ukraina ciążąca ku Europie i cywilizująca swoje stosunki gospodarcze. Tylko wejście Ukrainy w strefę wpływów europejskich (nawet jeśli stanie się to za cenę uczynienia jej niemiecką półkolonią) sprawi, że będzie to kraj przewidywalny i stabilny, a to umożliwi tam wejście naszych firm.

Oto rzecz trudna dla nas do przyjęcia: że dla wielu Ukraińców, to Polska ze swoimi ZUS-ami, US-ami i sprzecznymi przepisami jest oazą stabilności.

3. Anty-Amerykanie

Ci zadają pytania – jak to jest, że jeśli Ameryka napada jakiś kraj, to nie nikt ma z tym problemu, a nagle unosimy się nad Rosją i Ukrainą. Przykładów sporo da się znaleźć – ostatnio Irak, Afganistan, Libia. Amerykanie trzymają wszędzie swoje wojska, a jak już Rosja chce jakieś wprowadzić, to się robi wielkie halo.

Z tym podejściem często trudno właściwie sensownie polemizować, bo przyczepia się do niego wszelkiego rodzaju lewactwo, dla którego wszystko, co robi Ameryka będzie złe. To duchowi spadkobiercy wszystkich walczących o pokój w latach 60. i 70. którzy w dobrej wierze robili dużo dobrego dla Związku Radzieckiego.

Fakt, że Rosja nie jest tamtym Związkiem Radzieckim, a dzisiejsze Stany nie są tamtymi Stanami. Jeszcze raz – nie ma walki dobra ze złem. To jest polityka, w której Stany mają swoje określone interesy. Pytanie tylko, gdzie jest tam Polska i co nam się bardziej opłaca. Siedzieć cichutko i mieć nadzieję, że dobry wujek Putin odda wrak i kupi nasze mięso czy jednak stanąć wobec tej prawdy, że Polska zawsze będzie dla Rosji przeszkodą i że w naszej sytuacji możemy być jakimś partnerem dla Amerykanów.

4. Wiedzący lepiej

Tutaj mamy rozmaite teorie geopolityczne, od których kręci się w głowie. Że to wszystko walka Europy o to, aby zepchnąć Rosję na boczny tor i że Putin działa w samoobronie! Że on został tak naprawdę zmuszony do akcji na Ukrainie, bo kraje zachodnie podpuszczone przez Stany naruszają ich przestrzeń bezpieczeństwa. Coś jest na pewno na rzeczy – można przyjąć, że Ukraina to tylko widoczny fragment większej gry. Ale ponownie – skąd wniosek, że mamy usprawiedliwiać Putina?

Łapią się tez tutaj rozmaici prorocy nadchodzącej apokalipsy – wg której mamy po prostu kolejne symptomy upadającego świata.  Ci odczuwają satysfakcję zgodnie z założeniem „im gorzej tym lepiej”. A może od razu wykopać to zbierane przez lata złoto i wyemigrować do Szwajcarii, póki można?


Skąd się biorą „pożyteczni idioci”? No, część jest prawdopodobnie opłacana przez Kreml. Wobec pewnego lewicującego bloger padły konkretne oskarżenia, wyjaśnione nic nie zostało. Ale udowodnione jest, że Rosja opłaca różnej maści internetowe trolle (link do Niebezpiecznika) .

Ale jest też wielu takich, którzy uważają, że zawsze warto mieć swoje zdanie, nie ufać mediom – i jeśli w telewizji mówią, że Putin jest zły, to na pewno jest odwrotnie. Zasada ograniczonego zaufania nie jest zła – ale negowanie wszystkiego nie zawsze działa i zawsze trzeba zadać pytanie o to, jakie są czyje interesy.

Zdjęcie z niewiadomego źródła, niektórzy podają sobaka.ru

Kiedy Polaków będzie stać na lewicę?

sobota, 6 grudnia 2014 09:36

Sławomir Sierakowski w wywiadzie dla magazynu Gazety Wyborczej zastanawia się nad kolejnymi porażkami polskiej lewicy w kolejnych wyborach. No i słusznie. SLD nie może wyjść poza ramy partii starych komuchów, czego symbolem był zresztą powrót Leszka Millera. Lewicowe tezy gospodarcze wypożycza sobie w dowolnej konfiguracji PiS – choć jak się okazało przy okazji ich rządów, to akurat oni wprowadzili kilka nielewicowych zmian w systemie podatkowym. Pozostaje skierowanie się w kierunku tzw. nowej lewicy czyli troski o roślinki, zwierzątka, prawa prześladowanych przez Kościół kobiet i gejów, bo przecież los robotników to zbyt trudny temat i lepiej ich (poza paroma wyjątkami) zostawić Ikonowiczowi. Co jednak zrobić, skoro kolejni propagatorzy tych nowych ruchów dokonują tzw. samozaorania, kompromitując się na różne sposoby? Pokładano nadzieję w Palikocie, nie zauważając, że to tylko chwilowe odejście elektoratu, który miał dość PO i PiS – a już w kolejnych wyborach ci sami mogli głosować na Korwina.

Sierakowski zauważa jednak bardzo ważną rzecz, z którą nie sposób się nie zgodzić.

Lewica w Polsce będzie wtedy, gdy wybierze ją mieszczaństwo drugiego pokolenia. Pierwsze pokolenie po 1989 r. jest strasznie liberalne, było uczone – każdy jest kowalem własnego losu, każdy gryzł ziemię, żeby się dorobić. Dziś jeszcze myśli: „Jak mnie się udało, inni też powinni sobie sami radzić”.

Dopiero drugie pokolenie będzie mogło sobie pozwolić na coś więcej. Pierwsze mieszczaństwo jest materialistyczne, drugie jest wolnościowe.

A zatem – Polacy muszą się po prostu w tym pierwszym (liberalnym) pokoleniu wzbogacić, aby później stwierdzić „mnie się udało”. Postulaty lewicy są czymś, co kosztuje, dlatego potrzeba dla nich bogatego państwa. Te wszystkie zielone i tęczowe ruchy powstały na sytym Zachodzie, gdzie już od paru pokoleń ludzie nie mieli realnych problemów, a jeśli mieli, to zamiatali je pod dywan.

Ale prawdziwa lewica wróci w momencie, w którym robi się znowu źle.  Czy w dzisiejszej Hiszpanii z ich rekordowym bezrobociem młodzieży i Grecji, gdzie system bankowy zamknął kurek, na pewno do władzy dojdzie nowa lewica z postulatami jak najfajniejszego wydawania publicznych pieniędzy? Czy jednak wrócą stare socjalistyczne hasła o redystrybucji dochodów i to w jak najbardziej populistycznych wariantach?

Żyjąc w kraju JKM

czwartek, 22 maja 2014 11:11

Z dużym rozbawieniem widzę rosnące słupki Nowej Prawicy. I rosnące przerażenie mediów. Dopuszczenie do szerszego mówienia o JKM było takim pomysłem na urwanie punktów PiS. Jednak, co przypuszczam, jego ugrupowanie stało się klasyczną „partią protestu” i przenieśli się tam „wkurwieni cynicy”, którzy głosowali wcześniej np. na Palikota.

Oczywiście libertarianizm uprawiany przez KNP ma poziom gimnazjalno-studencki, o czym świadczy wspaniale ten klip wyborczy:

To jest naprawdę zabawne.

Proponuję dalszy ciąg historii w kraju bez podatków, gdzie ludzie zarabiają więcej, a życie jest tańsze:

  • jadą tym samochodem, po czym wpadają w dziurę, fakt, mogli wybrać drogę prywatną, gdzie płaci się 3 zł za kilometr, na publiczną nie ma pieniędzy, bo niby skąd.
  • po odzyskaniu przytomności wskutek rozwalenia głową przedniej szyby jeden jest na tyle sprawny, żeby wezwać karetkę, uświadamiają sobie jednak, że wzięli niższy pakiet ubezpieczenia zdrowotnego, gdzie ubezpieczyciel nie zwraca za dojazd karetki poza miastem – w tej sytuacji pytanie, czy stać ich będzie na 2000 zł opłaty za przejazd karetki.
  • gdy czekają mimo wszystko na tę karetkę, napada ich gang zredukowanych policjantów, którzy nie chcieli pracować w firmach ochroniarskich po 2,50 zł za godzinę. Ubezpieczenie od takich napadów też oczywiście można wykupić.

I tak dalej. Ja byłem fanem JKM pod koniec podstawówki, przeszło mi już dawno.

Odnośnie eurowyborów – teraz już naprawdę czuję się jak widz Polsatu. 90% kandydatów nawet nie próbuje podawać merytorycznych argumentów, a jeśli podaje – nie są one kompletnie związane z możliwościami posła w europarlamencie. Oczywiście z mediów się nie dowiemy jak bardzo ograniczone są uprawnienia Parlamentu Europejskiego – np. brak inicjatywy ustawodawczej, że to nie jest coś takiego jak nasz Sejm, bo w UE rządzi nominalnie i faktycznie kasta urzędników. Nasz głos ma znaczenie o tyle, o ile jakiegoś polityka lubimy i chcemy mu zafundować porządną emeryturę.

Michnik, lewica, dialog (wciąż)

środa, 19 marca 2014 08:36

Fantastyczny wywiad z Adamem Michnikiem w dzisiejszym wydaniu Gazety Wyborczej. Pokazuje, jak bardzo wszyscy się podzieliliśmy przez ostatnie lata. Symboliczne, że robi to właśnie Michnik, który odpowiadał za wiele polskich podziałów.

Dwie redaktorki pytają w dość napastliwy sposób głównie o Kościół, którego w GW kreuje się na głównego wroga postępu w Polsce. A Michnik odpowiada spokojnie… i tak, że trudno się z nim nie zgodzić.

Są dwie lekcje religii w tygodniu, już od przedszkola. Państwo płaci katechetom. Obowiązuje najbardziej restrykcyjna ustawa antyaborcyjna w Europie. Kościół odzyskał majątek na mocy specjalnej ustawy, a teraz państwo chce mu zapewnić dość wysoki odpis podatkowy.

– Biskupi widzą, jak zlaicyzowała się Europa. Polska też może pójść tą drogą. Dlatego mają podobny syndrom lęku jak przed epoką oświecenia czy rewolucji francuskiej, gdy niszczono kościoły, wykorzeniano religię z życia publicznego.

Boję się odrzucenia Dekalogu i odwrócenia od tradycji, boję się, że uczniowie nie będą wiedzieli, kim był Jezus. To nieusuwalny składnik naszej tradycji i oś europejskiego systemu wartości.

Wcześniej podkreśla:

Kościół wciąż robi wiele wspaniałych rzeczy, nie chodzi tylko o pomoc biednym i odrzuconym. To jedyne miejsce, do którego zwykły Polak przychodzi co niedziela i dowiaduje się, gdzie jest dobro, a gdzie zło.

W kilku miejscach Michnik odróżnia siebie od współczesnej „lewicy”, a gdy już padną nazwiska, to pada też krytyka:

Prof. Magdalena Środa czy Janusz Palikot uważają, że poza Kościołem i religią można zbudować system wartości.

– To niech budują, ale nie na pogardzie dla katolicyzmu, który jest dla milionów ludzi czymś świętym. Gdy wyobrażę sobie Polskę bez Kościoła, to mam czarny obraz. Nasze życie byłoby o wiele uboższe w sferze etyki.

Jedni mówią językiem katolickiego fundamentalizmu, inni – fundamentalistycznego antyklerykalizmu. Gdy czytam teksty Magdy Środy, którą skądinąd lubię i szanuję, to widzę, że dla niej to, co katolickie i związane z Kościołem, z definicji zasługuje na potępienie i pogardę. Otrzymywałem teksty autorów, którzy nie widzieli żadnej różnicy między Rydzykiem a Wojtyłą.

I uwaga na stanowisko wobec aborcji:

– W Sejmie kontraktowym głosowałem przeciwko ustawie antyaborcyjnej. Katolicy uważają jednak, że to jest od początku życie ludzkie. Można się z tym nie zgadzać, ale trzeba szanować. Nie wolno tego punktu widzenia kompletnie odrzucać jako ciemnogrodu i bredni. […]

Ja się nie zgadzam z Markiem Jurkiem, ale nie mogę mu mówić: „Pan nie ma prawa kierować się swoim sumieniem”. Jeśli uważa aborcję za zabicie człowieka, no to jak może głosować za liberalnymi przepisami? Czasami demokracja jest przeciwko wyznawanym przeze mnie zasadom w sferze obyczajowej.

Michnik to jeden z ostatnich ludzi, którzy wierzą, że między obozami lewicy i prawicy można jeszcze prowadzić dialog. Oczywiście na jego zasadach – on przez całe życie eliminował „ekstremistów” – i stawiał na „ludzi dialogu”, nie rozumiejąc, że stawia na ludzi o przetrąconych kręgosłupach i elastycznych zasadach moralnych. Michnik trzyma się tego, do czego doszedł jeszcze w latach 70. – że z ludźmi wierzącymi trzeba się dogadać i co więcej, trzeba ich traktować poważnie. Ale od tego czasu minęło 40 lat. Lewica już nie zajmuje się biedą (z wyjątkami takimi jak Ikonowicz) i nie jest zainteresowana jakąkolwiek dyskusją. Zresztą sam Michnik gorzko w pewnym momencie stwierdza, że Kościół też już z nim nie chce rozmawiać.

On wartości lewicowe – wciąż jako jeden z ostatnich – rozumie tradycyjnie – jako walkę z biedą, a nie walkę z wykluczeniem, co sprowadza się do wściekłych ataków na Kościół i wszelkie konserwatywne wartości. Charakterystyczne, że spytany w końcu bezpośrednio o gejów wyraża w zasadzie brak zainteresowania tematem – no wiedzieliśmy że oni byli gejami, ale nikt tego nie roztrząsał. I niespodzianka dla fanów parad równości:

Dla mnie to był w pierwszej chwili szok, że homoseksualiści wychodzą z tym na ulicę, bo mam mentalność trochę konserwatywną. Sam całe życie uprawiałem seks pozamałżeński, ale nigdy bym z tym nie wychodził na uliczną demonstrację.

„Co ty bredzisz Adamie” – początek jednego z komentarzy. Jeszcze resztki szacunku wobec „Redaktora”, ale zero refleksji nad tekstem. Czytelników to sobie Wyborcza wychowała już znacznie bardziej ekstremalnych niż jej redaktor naczelny. Zastanawiam się, czy Michnik nie będzie jeszcze musiał za ten wywiad przepraszać.

Ukraina: czas się bać – tylko o co?

wtorek, 4 marca 2014 12:26

Pojawiają się oczywiste analogie z końcem lat 30.

Putin ma apetyt na Ukrainę, tak jak Hitler miał na Czechosłowację, nawet argumenty są podobne – ochrona mniejszości i tak dalej. Świat nie ma ochoty umierać za Krym, tak samo jak nie chciał umierać za Gdańsk w 1939 roku. I też argumenty były podobne. Gdańsk był i tak niemiecki, a Krym jest też w zasadzie rosyjski, kiedyś Rosja go Ukrainie podarowała. Zabranie z powrotem prezentu jest wprawdzie nieeleganckie, ale nie jest grabieżą.

Najważniejsze życzenie jest jednak takie: NIECH TO SIĘ WSZYSTKO JAKOŚ UŁOŻY, dobra Włodek, weź ten Krym, ale no daj spokój, nie rób siary. Takie uspokajanie pijanego wujka na imprezie rodzinnej, na którego nikt nie ma ochoty krzyczeć, a nie da mu po gębie, bo wujek ma dwa metry wzrostu i kumpli w policji. Daj spokój Włodek i pozwól nam sobie spokojnie żyć w tym naszym pierwszym świecie! Bo nas bardziej interesuje niedługa premiera iPhone 6, niż jakieś kraje na wschodzie. Pozwól, aby okulary Google służyły do rozbierania dziewczyn, a nie namierzania żołnierzy wroga!

Jak nie chcesz się zainteresować polityką, to polityka przyjdzie do ciebie. Pouczające jest porównywanie dzisiejszych mediów, z tymi z lata 1939 roku. Owszem, sytuacja międzynarodowa była napięta, ale ludzie jeździli na wakacje, przygotowywali się do roku szkolnego, prowadzili normalne życie. Mądrzy komentatorzy uspokajali, że Hitler tylko blefuje, że ma wystarczająco dużo problemów w zajętej Austrii i Czechosłowacji, że po co mu właściwie iść dalej. Mądrzy komentatorzy analizowali jego armię, że owszem, jest sporo nowoczesnej techniki, ale jakby to puścić na polskie drogi, to się rozleci i zapadnie w błoto po tygodniu. Nie było dnia bez jakiejś karykatury w prasie – dziś rolę tą przejmują memy. Cała przerażająca prawda była znana tylko elitom – choć i te się straszliwie myliły. O ile w 1933 roku można było Hitlera straszyć wojną prewencyjną, to sześć lat później państwa europejskie były wobec niego bezbronne. A nawet Stany Zjednoczone wychodzące dopiero z wielkiego kryzysu ekonomicznego miały zredukowaną armię, o wielkości zbliżonej do polskiej.

No i teraz też czytamy, że flota czarnomorska jest przestarzała, że gdyby odjąć surowce, to PKB Rosji jest zbliżone do Polski, że większość Rosjan nie popiera Putina (jakby to miało znaczenie w III Rzeszy). Obama ma mnóstwo kłopotów wewnętrznych, Unia zmaga się z kryzysem i ciężarem własnej urzędniczej dekadencji. Kto ma czas na wojnę?

Boję się, że my się wszyscy mylimy. Że ten skurwysyn nie zatrzyma się na Krymie. Że on ma określony plan – najpierw odbudowy całego ZSRR w granicach sprzed 1939 roku, a potem odbudowy bloku wschodniego. I ukarania odpowiednio tych, którzy porzucili jego naród.

W tym scenariuszu na razie bezpośrednio nam nic nie grozi. Poza ogromnym kryzysem ekonomicznym, który zafunduje nam Rosja przykręcając kurek z gazem, jeśli dalej będziemy brykali i wysyłali polityków do ich strefy wpływów. Oni tym gazem są w stanie zwasalizować sobie wiele państw – co zresztą widać po przykładzie Białorusi. Mądrzy komentatorzy mówią, że nie, że Rosja potrzebuje tych naszych pieniędzy, bo ich eksport ropą stoi. A mnie się wydaje, że eksport eksportem – ale armia i partia zawsze się w państwie sowieckiem wyżywiły.

Tak więc Putin zajmie Ukrainę i Białoruś, może i kilka państw południowych, co akurat nie jest dla niego najważniejsze. Potem wyciągnie ręce po państwa bałtyckie. Oznaczało to będzie natychmiastowy rozpad Unii – bo jest to struktura, która potrafi hodować swoich urzędników, ustalić normy krzywizny ogórka i walczyć o prawa gejów – ale nie jest w stanie zrobić niczego, co istotne. Tym bardziej, że rozgrywającym w Unii są od dawna Niemcy, które będą cały czas liczyły na dogadanie z Władymirem. I mogą się doczekać. W miejsce Unii powstaną więc dwie strefy – jedna uzależniona od Niemiec, druga od Rosji. Gdzie będzie granica i czy przypadkiem nie na Wiśle? Soll ich mein Deutsch wiederholen, ili bukwy?

Na tym już zakończę tę fantazję. Historia bywa nauczycielką życia, ale niekoniecznie musi się powtarzać.

PS. Kilka tygodni temu zawsze neutralna Szwajcaria ograniczyła imigrację z Unii Europejskiej. Oczywiście zupełnie przypadkowo.

Ukraina

wtorek, 25 lutego 2014 00:09

Zacznę od tego, że patrząc na sytuację w jakimś kraju robimy zwykle kilka założeń:

  • Pierwsze takie, że poza anomaliami, które widzimy w TV czy prasie –  to jest normalny kraj – taki jak nasz – że istnieje jakiś stan normalności i spokoju, do którego można wrócić po naprawieniu wszystkiego i ukaraniu winnych.
  • Drugie takie, że jak w klasycznych baśniach są ci dobrzy i są ci źli. Wiemy na kogo postawić, wiemy kogo ukarać.

Jedno i drugie nie jest oczywiście prawdą.

Amerykanie (i wielu mieszkańców tzw. Zachodu) wierzą na przykład, że wprowadzenie demokracji jako ustroju pozwoli przybliżyć kraje ogarnięte chaosem do czegoś, co będzie wprawdzie biedniejsze, brudniejsze i zacofane – ale będzie przypominało „normalność”. Doświadczenia z Europy Wschodniej i państw islamskich pokazują, że nie da się wprowadzić od razu czegoś, co w Europie Zachodniej było budowane przez setki lat. Wyjdzie zawsze jakieś wynaturzenie. W Polsce zamiast demokracji mamy oligarchię polityczną – co przejawia się tym, że non-stop wybieramy tych samych polityków, oni zmieniają tylko hasła i barwy klubowe, a przeciętny człowiek chce się od tego syfu trzymać jak najdalej.

Z kolei podział na „dobrych i złych” dobrze pokazał ostatni temat Syrii, gdzie rebelianci nie są w żaden sposób lepsi od dyktatora. To wojna jest złem i to od wojny uciekają ludzie, którzy w tej dyktaturze jakoś wcześniej żyli.

W przypadku Ukrainy popełniamy wszyscy te same błędy. Czytałem niedawno książkę „Barszcz ukraiński”, napisaną przez Piotra Pogorzelskiego, korespondenta Polskiego Radia na Ukrainie. Czytałem i przecierałem oczy ze zdumienia.

Patrzyliśmy na organizację Euro i zakładaliśmy, że Ukraina może troszkę od nas odstaje, ale poza tym to niewiele się różni. Popularne stwierdzenie, że to taka „Polska z lat 90”, zresztą sam takie wrażenie wyniosłem z jedynego mojego tygodniowego pobytu 12 lat temu.

Tymczasem to jest błąd podstawowy:

  • Wyobraźmy sobie kraj, gdzie nikt nie przepuszcza karetek na sygnale – bo na sygnale to jeżdżą głównie „uprzywilejowani”, a tych nikt nie lubi.
  • Wyobraźmy sobie kraj, gdzie becikowe jest znacznie wyższe niż w Polsce, a jednocześnie… za wszystkie usługi medyczne trzeba płacić łapówki, na co idzie kasa właśnie z tego becikowego.
  • Kraj, którego co setny mieszkaniec zarażony jest wirusem HIV.
  • No i kraj o podzielonej tożsamości – w którym połowa ludzi mówi po ukraińsku, druga połowa po rosyjsku. To jest tak, jakby w Polsce zabory potrwały przez kolejne 100 lat i połowę narodu zrusyfikowano.

Nie chodzi o to, żeby wytykać coś tam jest inaczej niż u nas, co traktujemy jako ciekawostkę (np. że jedzą słoninę z czekoladą – jadłem, bardzo dobre).

Sami Ukraińcy czują, że to nie wygląda tak jak powinno być. Dzięki książce Pogorzelskiego odkryłem różne ukraińskie zespoły rockowe i stałem się m.in. fanem grupy Skriabin. Rok temu nagrali piosenkę „Ruina”, w której żalą się na to, że inne kraje mają się czym pochwalić – a Ukraina to jedna wielka ruina. I teledysk – na którym zespół jedzie przez zachodnie rubieża kraju i pokazuje jak to wygląda.

Inna sprawa, że to aż tak bardzo nie różni się od polskiej ściany wschodniej… Tak czy inaczej Ukraińcy jeżdżą po Europie i zadają sobie pytanie, dlaczego u nich tak nie jest – to zresztą pytanie, które i my sobie zadajemy. Skoro wiemy, że jest źle, to co zrobić?

Dla Ukrainy nie ma prostej drogi naprawy, a przynajmniej takiej jaką przechodziły inne kraje. Kiedyś popularny był nurt fantastyki socjologicznej – i tam tematem było często uzdrawianie całego społeczeństwa – co zrobić, aby odkręcić dziesiątki lat indoktrynacji i wyuczonej bezradności. Jak wprowadzić demokrację w kraju, który nigdy demokratyczny de facto nie był i takich tradycji nie ma? Jak odkręcić fakt, że państwo zostało sprywatyzowane wśród nielicznych grupek oligarchów – w stopniu znacznie większym niż Polska?

Jeśli ktoś jeszcze ma pytania o różnice między naszymi krajami – oto dwa wykresy, które niedawno krążyły – sprawdziłem, że dane są prawdziwe.

Pierwszy wykres to PKB na osobę w cenach stałych – widać, jak odjechaliśmy Ukrainie w latach 90. Mimo wzrostu po roku 2000 – nadal mają sporo do odrobienia.

Drugi wykres to udział majątku miliarderów w PKB. W Polsce kilka procent, na Ukrainie 20%.

Artykuł ten zacząłem pisać jeszcze w trakcie walk na Majdanie. Chciałem napisać o swojej bezsilności, o bardzo nieprzyjemnym uczuciu, że to przecież się dzieje za miedzą, niedaleko od nas, a tak naprawdę jedyne co możemy zrobić to puścić przelew na ukraiński Caritas czy inne organizacje pomagające ofiarom. Teraz już sytuacja się uspokoiła. Obóz rządzący się wycofał, Janukowycz uciekł, będą nowe wybory. I co dalej?

Chciałoby się patrzeć na ten cały konflikt wokół Majdanu jako starcie między złym Janukowiczem i „dobrym” narodem i opozycją, która wprowadzi wreszcie reformy. Ale oni mieli już szansę. Przecież Janukowycz przegrał pomarańczową rewolucję! Co z tego, skoro rządy Juszczenki i Tymoszenko nie przyniosły oczekiwanego przełomu, a tylko utrwaliły to co złe – i utorowały drogę Partii Regionów. Teraz mamy choćby Kliczkę, który na pewno ma ambicję przyciągnięcia Ukrainy do Europy (a już szczególnie do strefy niemieckich interesów), ale jestem przekonany, że aby coś zmienić, ci starzy-nowi politycy i tak potrzebują poparcia oligarchów. Więc zmieni się niewiele, choć integracja Ukrainy z Unią jest oczywiście i w polskim interesie.

Tyle, że czy za 10 lat, ci którzy dzisiaj opłakują ofiary konfliktu nie będą pytali – po co to wszystko? Ale o to pytają chyba bohaterowie każdej rewolucji.

Ikonowicz

sobota, 8 lutego 2014 22:05

Piotr Ikonowicz to jeden z niewielu polskich polityków wiernych swoim poglądom, ideowych w tym co robią i raczej uczciwych.

Jeśli jakimś objawem uczciwości jest niedorobienie się przez 20 lat w polityce swojej willi, firmy i pozycji w radach nadzorczych – to kryterium Ikonowicz spełnia.

Niekoniecznie mi po drodze z tym co głosi, ale podziwiać mogę jego zaangażowanie, choćby w obronie  eksmitowanych mieszkańców. Wspominałem w poprzednim wpisie o największej niesprawiedliwości III RP. Ikonowicz jest jednym z niewielu, którzy tę niesprawiedliwość eksponują, piętnują i z nią walczą.

Niestety, walka to skazana z góry na porażkę. Ikonowicz się z tym godzi, nie ma złudzeń, że dużo zmieni – jednak nie potrafi już inaczej żyć.

Najgorszy jest chyba brak ludzkiej wdzięczności.

Fragment bardzo gorzkiego wywiadu dla Dużego Formatu, którego sam polityk wrzucił też na Facebooka.

Zapytałem kiedyś na posiedzeniu klubu SLD, dlaczego nie zajmujemy się biednymi. I uzyskałem od Krzysia Janika bardzo treściwą odpowiedź: „Bo oni nie głosują”.

Prawdę powiedział.

– Prawdę. […] Biedni chętnie brali ode mnie pomoc, ale nie było to wystarczającym powodem, żeby szli na wybory. Pamiętam takie osiedle bloków zakładowych, kilka tysięcy ludzi sprzedanych prywaciarzowi, oni byli w kompletnej dupie. Sporo dla nich zrobiłem. Dostałem tam dwa głosy.

Nie licz, polityku na zrozumienie ludu.

Dla prostego człowieka będziesz nadal tylko jednym z „onych”, z tej elity, której celem jest wyzyskanie ciebie.

To w sumie znana prawda – cechą wielu ludzi jest to, że im bardziej im pomagasz, tym bardziej cię nienawidzą. Bycie skazanym na czyjąś pomoc, brak możliwości odwdzięczenia się – a także – może przede wszystkim wieloletnia mentalność niewolnika sprawia, że nie wierzą w bezinteresowność. Ty musisz mieć w tym jakiś interes. Nawet jeśli dajesz jałmużnę, wtedy poprawiasz sobie ego czyimś kosztem – to wystarczający powód, aby cię nie lubić. Rozwiązanie dla pomagających jest takie – jeśli uważasz, że pomaganie jest twoim obowiązkiem, rób to – ale nie oczekuj niczego w zamian, a już tym bardziej wdzięczności. I tak ewangeliczny cytat „niech nie wie twa lewa ręka, co czyni prawa” staje się ponadczasowo prawdziwy.

Czy dopiero 6-latki obalą rząd?

środa, 13 listopada 2013 22:42

Przeciętny Polak jest w stanie znieść wiele bzdur, jakim karmi go nasz rząd.

Działo się tak w zasadzie od zawsze, niezależnie czy rząd był z prawej czy lewej, człowiek oglądał te komisje śledcze i inne kabarety, machał na to ręką.

Pewien wyłom został stworzony przy okazji katastrofy smoleńskiej. Jak pisałem w artykule o lemingach i frustratach, sporo ludzi zorientowało się, że jednak są okłamywani i to perfidnie, w sprawach kluczowych dla naszego państwa. Oczywiście nic za tym nie poszło, ci pożal się Boże eksperci od Macierewicza wielokrotnie się skompromitowali, dziś przeciętny człowiek też już ma odruchy wymiotne na wspomnienie o temacie.

Ale wyłomy są dalsze. Minister finansów robi skok na kasę w OFE, nacjonalizując składki emerytalne i ubijając w praktyce system emerytur kapitałowych. Zauważyli to zagraniczni dziennikarze, polscy położyli uszy po sobie i debatują dziś azaliż to mniejsze zło czy większe dobro i czy zostać przy OFE, gdy staną się wyłącznie agresywnymi funduszami akcyjnymi. Tak, media pokazały tutaj brak i kompetencji i chęci do samodzielnego myślenia. Jak można poważnie porównywać zwrot z rynku kapitałowego do obietnic zwrotu jakie daje nam ZUS? Mogą i 100% obiecać, to nic nie kosztuje.

O tym, jak rządzący traktują mechanizmy demokratyczne można się było przekonać przy okazji warszawskiego referendum. To już niemal powrót do czasów PRL. Tam niby wybory były tajne, ale nawoływano do głosowania bez skreśleń, dlatego każdy kto tylko udał się z kartą wyborczą za kotarę, pokazywał publicznie, że kwestionuje władzę ludową. W Warszawie posunięto się o krok dalej – tu sam udział w referendum należało interpretować jako akt wrogi wobec władzy. Ktoś słusznie skomentował, że teraz Państwowa Komisja Wyborcza dysponuje listą osób nielubiących PO z marginesem błędu 5%. Czy były naciski na armię urzędników, żeby nie iść na referendum? A który dziennikarz odważy się to sprawdzić?

No i wyłom ostatni. 6-latki w szkołach.

Państwo Elbanowscy rozwinęli akcję, która z protestu sfrustrowanych rodziców rozwinęła się w wielki ogólnonarodowy protest przeciwko obecnemu stanowi szkoły, która dzieci wyłącznie ogłupia. Postulaty referendum to już nie tylko wycofanie reformy z 6-latkami.  To także likwidacja bezsensownego wynalazku jakim były gimnazja. To rewolucja w polskiej edukacji.

I zmasowany kontratak. Rządu – który z jednej strony demontuje reformę emerytalną Buzka, a jednocześnie trzyma się twardo jego reformy edukacyjnej. No i mainstreamowych mediów – codziennie w Wyborczej czytałem po 2 artykuły o tym, dlaczego pomysł referendum jest nieodpowiedzialny i że Elbanowscy manipulują opinią publiczną. Sejm zachował się zgodnie z oczekiwaniami – co tam milion podpisów, liczy się bieżący polityczny interes.

Ale czytam też na Facebooku komentarze znajomych, którzy mają dzieci w wieku szkolnym, widzę, że miarka się przebrała. A przecież to jest typowy elektorat PO, młodzi, wykształceni itd. Tyle, że teraz decyzja rządu uderza nie w ich przyszłe emerytury, nie w panią prezydent, którą i tak mają gdzieś, ale w ich własny interes. Widzą, co się dzieje z dziećmi.

Ci ludzie zaczynają być tak wkurzeni, że zagłosują na kogokolwiek innego niż Tusk i reszta. Nawet jeśli to będzie Kaczyński z kolegami.

PS. W jednym Tuska podziwiam. 49 minut na 10 kilometrów. Jeśli uzyskam kiedykolwiek taki czas, będę szczęśliwy.

Wpis pozornie o TV Trwam, a tak naprawdę o disco polo

wtorek, 12 marca 2013 14:43

Nie przypominam sobie, żebym w ciągu ostatnich paru lat oglądał TV Trwam dłużej niż minutę. Czasami na nią natrafiam i przełączam dalej – albo gadające głowy, albo modły, albo koncert życzeń. Wszystko w jakości z głębokich lat 80. Telewizja Rydzyka jest budżetowa i amatorska, ale w obliczu zawieszenia religia.tv jest jedyną telewizją religijną w Polsce. Mimo tego od dawna nie może się wepchnąć do nadawania cyfrowego. Nie mam wątpliwości że decyzja odpowiedniej Rady Tego Czy Owego jest nacechowana politycznie. W końcu jak można przyczepiać się do kondycji finansowej fundacji prowadzącej telewizję i… jednocześnie przepuszczać inne firmy, które właśnie powstały, albo mają gigantyczne długi?

Wiadomo. Rydzyka mało kto lubi i poza zdeklarowanymi prawicowcami te odmowy dla TV Trwam są zwykle odbierane ze złośliwym uśmieszkiem. Na uśmieszku często się nie kończy i jest jeszcze komentarz – no dobrze, dosyć tej propagandy. Odnoszę jednak wrażenie, że na potencjalną obecność TV Trwam na multipleksach cyfrowych narzekają najwięcej ci, którzy i tak od dawna mają telewizję cyfrową – czy to z kablówki, czy to z satelity.

Gdyby tak przyszło im skorzystać z naziemnej cyfrowej telewizji, byliby zaskoczeni, widząc co tam w tym momencie tak naprawdę jest.

No tak. Sprawdźmy listę programów z Wikipedii, bo na oficjalnej stronie o cyfryzacji jej nie znajdziemy…

  • Jest parę głównych kanałów – TVP1/2/Info, TVN, Polsat i parę dodatkowych: TV4, TVN7.
  • Oferta Telewizji Polskiej jest najmocniejsza (przynajmniej tam gdzie dociera MUX3, bo chyba nie wszędzie) – wreszcie można powiedzieć, że multiplex realizuje misję publiczną – znajdziemy m.in. TVP Kultura i Historia. Jak sobie kiedyś kupię telewizor to w dużej części dla nich. Ale dlaczego nie ma rzekomo publicznej TVP Sport? To jakiś układ z dostawcami TV, żeby dalej opłacało się brać kablówkę?
  • Jeśli chodzi o kanały sportowe widzimy wyłącznie Polsat Sport News. Dlaczego nie ma głównego Polsatu Sport? No, jakoś trzeba zachęcić do kupna Cyfrowego Polsatu, to rozumiemy.
  • Mamy cuda zwane Puls 2, ATM Rozrywka, TV6 albo TTV – złożone z powtórek programów rozrywkowych i seriali.
  • Mamy też dwa kanały muzyczne – Eska TV, czyli taki polski odpowiednik VIVY i …Polo TV, czyli disco-polo przez całą dobę.

Tak więc poza paroma głównymi kanałami są stacje, których przeciętny klient takiego UPC czy CP nogą nie rusza.

Jak pierwszy raz zobaczyłem Polo TV to prawie wybuchłem. Nie ma chyba zjawisk których w kulturze masowej tak nienawidzę jak disco polo. Wpływ tego czegoś na wrażliwość muzyczną mogę porównać tylko do puszczania przez całą dobę filmów porno w ogólnodostępnych kanałach. Ale tutaj nikt nie protestuje, że oto za publiczne pieniądze promuje się syf. No ba, Krajowa Rada Tego i Owego powołuje się nawet na badania, że Eskę i Polo TV ogląda więcej ludzi niż Trwam, przy czym to jest 17 tysięcy vs 6 tysięcy. Proponuję sprawdzić ile osób ogląda Showup.tv – założę się że wygrają nawet z Eską. Może ich też wrzucić na multiplex? Rodzice przynajmniej zobaczą wieczorem, co w swoich pokojach robią ich dzieci.

Wszystko rozbija się o to, co decydować ma o obecności na multipleksach. Dlaczego urzędnik ma decydować, że klipy Weekendu są ważniejsze niż transmisje modłów? Jak o tym czytam, to niczego nie rozumiem. Na razie mamy 3 multipleksy po 8 kanałów. Czy nie może być ich więcej? Czy nie może być tak, że każdy kto chce nadawać darmowy program, załatwia sobie to finansowo z właścicielem multipleksu, a Krajowa Rada sprawdza tylko czy nie ma treści nielegalnych? Wtedy nawet jeśli nikt nie ogląda TV Trwam, to ojciec Rydzyk może zrobić ogólnopolską zbiórkę na wykupienie miejsca. W tym jest dobry.

Lemingi i frustraci

poniedziałek, 14 stycznia 2013 14:38

Grupa lemingów

„Lemingi”, to jedna z niewielu rzeczy, która polskiej prawicy wyszła pod względem kształtowania dyskursu publicznego. Te przemiłe zwierzątka, które każdy trzydziestolatek pamięta z gier komputerowych stały się symbolem tego, czego polski prawicowiec nienawidzi i jak określa swoich przeciwników.

Kim jest leming? Według Miejskiego słownika slangu: ktoś, kto przyjmuje wszystko bezkrytycznie, bez zastanowienia wierzy w to co usłyszy w mediach. Uważa się przy tym za mądrego i zorientowanego. Czy można powiedzieć, że leming to synonim głupka i naiwniaka? Myślę, że będzie to zbytnie uogólnienie. Lemingi to często ludzie inteligentni i ze sporą wiedzą. Stworzyli sobie jednak taką konstrukcję świata, w której nie ma miejsca na wątpliwości. Są tej konstrukcji gotowi bronić, bo wszelkie niewłaściwe pytania naruszają ich miłość własną i poczucie wartości.

A skąd się biorą frustraci? Otóż dnia pewnego leming dokonuje odkrycia godnego Neo z Matrixa – że świat nie wygląda tak jak go przedstawiają media. Niewiele ma takich okazji, bo przecież bycie lemingiem oznacza zamykanie się na inny punkt widzenia. Są jednak katalizatory zmian. Sytuacje, w których rzeczywistość wbija się do lemingowego mózgu i go przepiera na nowo.

Najważniejszym była chyba katastrofa smoleńska, po której sporo się zmieniło. Tym razem część mediów się wyłamała. Czy to dla sensacji, czy to dla wyśmiania innej strony, argumenty „spoza głównego nurtu” pojawiały się właśnie w gazetach czy programach oglądanych na co dzień. Część lemingów zorientowała się, że skoro są okłamywani w tak ważnych sprawach jak katastrofa lotnicza, być może jest też tak w innych. I w ten sposób rodzą się frustraci.

Frustrat, który kiedyś chłonął jak gąbka teksty Gazety Wyborczej, Newsweeka i Polityki, dziś nadal czyta te media. Tyle, że teraz czyta świadomie, z pełnym wyższości przekonaniem, że on zna ich drugie dno. Gotowy do demaskowania kłamstw i uproszczeń, pokaże „salonowe” manipulacje każdemu kto chce go posłuchać. Tu dobrodziejstwem jest internet. Frustrat może założyć swojego bloga, albo konto na Facebooku i tam cytować wszystko, czym salon ogłupia lemingi.

Jeszcze zanim nastał Salon24 i inne platformy blogowe, istniała sobie gazeta „Najwyższy Czas”, która skupiała frustratów klinicznych, tych od Korwina-Mikke. Jej styl przejęły różne Gazety Polskie, Nasze Dzienniki, a w ostatnich czasach Uważam Rze. Co charakteryzuje te publikacje, to ZERO programu pozytywnego. Świat jest zły, siły rządzące światem są złe, panuje cywilizacja śmierci, zaś apokalipsa nadchodzi. To zabawne, jak podobne do siebie są gazety libertarian, konserwatystów i narodowych katolików.

[Dygresja: Odróżnijmy jednak dwie rzeczy – brak programu pozytywnego nie oznacza braku racji. Jak słusznie zauważył Przemysław Wipler, niektóre korwinowe tezy zostały w końcu zrealizowane, np. likwidacja służby wojskowej, w praktyce liniowy podatek. Zresztą w połowie lat 90. UPR miał momentami bardzo sensowny program, np. tego jak zlikwidować ubezpieczenia społeczne – miało być to stopniowe wygaszanie „obowiązków państwa”. W formie bardzo wykoślawionej robi to system OFE, o czym już pisałem.]

Drugie spostrzeżenie – bycie frustratem to domena albo młodych gniewnych, albo starych …sfrustrowanych, którzy często niepowodzenia życiowe przenoszą na swoje podejście do świata. Bo przecież każdy ma swoje życie, pracę, różne zajęcia, którymi wypełnia swój dzień. Jeśli decyduje się podgrzewać co chwilę swoją frustrację, choćby przez wrzucanie linków na Facebooka – to oznacza, że ma aż za dużo czasu.

No – ale ktoś powie, do zmian mogą nas przekonać tylko ci „boży szaleńcy”, którzy decydują się w jakiś sposób poświęcić swoje życie uświadomieniu ludziom, że żyją w matriksie. Tylko że jeśli brakuje programu pozytywnego – to o jakie zmiany może chodzić? Że zamiast PO będzie rządził PiS? Dziękuję, wolę zająć się swoim życiem.

PS. Zdjęcie w domenie publicznej.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: