VrooBlog

VrooBlog

Archiwum bloga w kategorii Fotoblog:

Zdjęcia robione przy różnej okazji

Farben Lehre i Closterkeller w Wesołej

poniedziałek, 5 września 2011 23:30

Jakby 10 lat temu ktoś mi powiedział, że jednym z moich ulubionych polskich zespołów będzie kapela, jakby nie było punkowa, to bym się popukał w głowę… ;-)

A jednak Farben Lehre należy do mojej czołówki w ostatnich paru miesiącach. Bo jak tu się nie uśmiechnąć przy tak pozytywnych piosenkach?

Pierwsze 4 płyty to faktycznie punk, taki momentami polsko-siermiężny, choć ciekawych pomysłów trochę było. Potem rewolucja w zespole, zostaje lider, który dobiera sobie nowych muzyków, no a muzyka staje się bardziej rozrywkowa, dużo reggae, grania do przodu i przystępnie. No i od jakiegoś czasu Farbeni są jednym z najlepiej przyjmowanych koncertowo zespołów w Polsce.

Miałem o tym okazję przekonać się przedwczoraj – wystąpili w Wesołej na festiwalu Rock On. Ludzi dużo nie było, można było porobić zdjęcia, choć barierka daleko od sceny:

Farben Lehre w Wesołej

Farben Lehre w Wesołej

Farben Lehre w Wesołej

Farben Lehre w Wesołej

Farben Lehre w Wesołej

Farben Lehre w Wesołej

Po Farbenach było ogłoszenie wyników konkursu na najlepszy zespół wcześniejszego konkursu i koncert Closterkeller. Tutaj nie wytrwałem do końca, mimo paru kompozycji które uwielbiam (Władza, Ogród półcieni, W moim kraju), propozycja Anji i kolegów nie odpowiada mi aż tak bardzo. Ale zdjęcia mi się podobają. :-)

Closterkeller w Wesołej

Closterkeller w Wesołej

Closterkeller w Wesołej

Closterkeller w Wesołej

Closterkeller w Wesołej

Moje księżyce

środa, 10 sierpnia 2011 10:05

Jedną  z radości posiadania teleobiektywu jest to, że można go podłączyć do aparatu, aparat zamontować na statywie i próbować trzasnąć księżyc.

Ja do swojego canona podłączam budżetowy 55-250 i mimo naprawdę zadowalającej mnie jakości, tę budżetowość widać. Ustawienie ostrości w trybie manualnym, żeby coś na tym księżycu było widać,  to praca iście benedyktyńska. Pół milimetra przesuniętego pierścienia ostrości (a więc: lekkie muśnięcie) moze nam tę ostrość skasować.

Po przerzuceniu na komputer można czasami załamać ręce, gdy z kilkunastu zdjęć nadaje się może jedno lub dwa. Ale wtedy w ruch wchodzi Photoshop Elements, dzięki któremu można na przykład wyróżnić szczegóły.

I tak zdjęcia „moich księżyców” bardzo mi się podobają. :-)

Moon again

Full Moon right after midnight

Moon as usual

Cloudy moon eclipse...

Trochę więcej na Flickrze.

Lubelskie podwórka

sobota, 6 sierpnia 2011 21:56

Lublin ostatnio staje się całkiem modnym miastem, choćby na weekendowe wypady z Warszawy. Na Starym Mieście i w okolicach mnóstwo knajpek, a miasto coraz piękniejsze. Ceny niestety poszły w górę przez ostatnie lata, a chyba taksówkarzy-naciągaczy więcej. Ale w wielu miejscach po prostu widać unijne pieniądze, które powodują ich metamorfozę.

Jednak wystarczy na Starym Mieście wejść w dowolną bramę, a zobaczymy inny świat, podwórka i klatki schodowe, które się nie zmieniły od wielu lat.

Lubelskie podwórka

Lubelskie podwórka

Lubelskie podwórka

Lubelskie podwórka

Lubelskie podwórka

Więcej w galerii na flickrze.

Helsinki w kwietniu

piątek, 10 czerwca 2011 23:31

Do Helsinek trafiliśmy dość przypadkowo. Wiedzieliśmy, że z Tallina kursują tam promy przez Zatokę Fińską, ale że decyzję podejmiemy na miejscu. W porcie okazało się, że owszem, bilety tam i z powrotem są, jedzie się w każdą stronę dwie godziny i przyjemność ta kosztuje 50 euro. Sarkałem trochę na cenę, ale Ewa przekonała mnie, że w końcu taka okazja się nigdy nie zdarzy. I miała rację, bo po co miałbym jechać specjalnie do Finlandii?

Tu trzeba powiedzieć, że prom jest jednym z dwóch sposobów dostania się z Estonii do Finlandii. Jest jeszcze samolot, bo droga lądowa wymagałaby dłuuugiego objazdu przez Rosję. Prom jest tańszy, więc ludzie podróżują nim masowo. Pierwsze promy odpływają rano, ostatnie wracają o północy, prawdopodobnie więc niektórzy Estończycy dojeżdżają w ten sposób do pracy w Helsinkach, nie jest to bardziej uciążliwe niż np. podróże z Łodzi do Warszawy. Z kolei cel podróży Finów to zakupy. Koło portu w Tallinie roi się od sklepów z alkoholem, który kosztuje mniej więcej tyle co u nas, ale jest znacznie tańszy niż w Finlandii. Niektórzy więc przyjeżdżają, na wózeczek ładują parę kartonów wódki (do 80%), no i godzinę później są znowu na promie. :-)

Pierwsze wrażenie, gdy wpływamy: tu się ciągle coś buduje! Tak oto kawałki morza są wyrywane i powiększany jest port.

Port sam wita nas zapewnieniami, że chce być dobrym sąsiadem.

Potem kilkanaście minut spaceru po placu budowy (nie bierzemy autobusu) i wreszcie jakaś cywilizacja.

Helsinki są miastem uporządkowanym, sterylnym, idealnie pasującym do naszego wyobrażenia o skandynawskich porządkach.

Świątynie – jak ta Katedra na placu Senackim – monumentalne. Jednocześnie w środku puste i mało zajmujące. Protestantyzm.

A przed katedrą pomnik cara Aleksandra II – którego my dobrze nie wspominamy, ale Finowie może i lepiej. W końcu to carowie ufundowali też katedrę.

Wielu mieszkańców…

Najzabawniejsze są te sowy, prawda? ;-) Szliśmy sobie ulicą, zaczepia nas jakiś facet i pokazuje na dach pobliskiego budynku.

Po całym dniu zwiedzania wracamy na prom, można sobie wygodnie usiąść, wziąć coś do picia i przeglądać zdjęcia…

Więcej zdjęć w albumie na Picasie.

Park Miniatur w Kowarach

sobota, 12 marca 2011 17:58

Jeśli będziecie w okolicach Karpacza i Szklarskiej Poręby, warto odwiedzić Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska. Zgromadzono w nim zamki, pałace, kościoły, klasztory i inne budowle z miast dolnego Śląska.

Ja byłem tam pod koniec sierpnia ubiegłego roku, choć zdjęcia obrobiłem dopiero… miesiąc temu. :-)

Czasami wydaje się nam, że naprawdę zostaliśmy przeniesieni do świata Guliwera.

A momentami wieże rzeczywiste mieszają się z modelowymi.

W drodze do kolejnych modeli mijamy różnych dziwnych mieszkańców tego parku:

Wszystkie zdjęcia w albumie Park Miniatur w Kowarach na Picasie.

Foty sylwestrowe

środa, 5 stycznia 2011 19:05

No i mamy nowy rok. Znów trzeba dołożyć jedną linijkę w archiwum na górze. :-) Przełom 2010 i 2011 spędziłem w leśniczówce niedaleko Nowego Tomyśla. Zjazd z autostrady i po paru kilometrach znajdujemy się poza światem. :-)

Ambony myśliwskie we mgle

Bałwanek o groźnym spojrzeniu

Poranne drzewa i ostre słońce

Dzięcioł siedzący na patyku

Więcej zdjęć na Picasie.

Zimowe ZOO

wtorek, 21 grudnia 2010 11:42

Nigdy nie byłem zimą w ZOO i ostatniej niedzieli postanowiłem to nadrobić. No niestety, zwierzęta nawet jeśli były na zewnątrz, to jakoś nie kwapiły się do wychodzenia, a lew (na którego miałem największą chrapkę) uciekł zanim zdążyłem mu zrobić zdjęcie. No, ale trochę pozowało, nie tylko na zewnątrz ale też w środku. :-)

Całość jak zwykle na Picasie.

Kwietniowe uroki Torunia

sobota, 18 grudnia 2010 23:26

Mój perfekcjonizm w dziedzinie fotografii pokazuje się nie tym, że robię perfekcyjne zdjęcia (gdzie tam), ale że zwlekam jak najdłużej z ich obróbką. W efekcie dopiero dzisiaj obrobiłem ostatni dzień fotek z Torunia, które wykonałem jeszcze w… kwietniu! Pierwszą część załatwiłem szybko, m.in. były tam pokazywane już gołębie, a reszta czekała.

Więcej w galerii na Picasie.

Maraton 2010 w Starej Miłosnej – fotorelacja

sobota, 23 października 2010 19:22

Dzisiaj w lasach mojego osiedla miał miejsce maraton, w którym wziąłem udział jako kibic i fotograf. Rozważałem wprawdzie start w tzw. „minimaratonie” czyli biegu towarzyszącym na dystansie 7km, ale w końcu nie pobiegłem, co wyjaśnię w III części „Vroo biega”. Do minimaratonu zgłosili się jednak dwaj koledzy, więc poszedłem kibicować i focić.

W galerii na Picasie umieściłem sporo zdjęć, właściwie wszystkie które mi wyszły. Udało mi się ująć prawie wszystkich uczestników, ponieważ to impreza bardzo kameralna – niecałe 50 osób na każdy bieg.

Tutaj mały wybór. :-)

Przygotowania – podstawa to dobra rozgrzewka.

W tle czuwa straż i karetka, całe szczęście potrzebni nie byli.

Ruszają!

Zacięte finisze minimaratonu.

I medal dla każdego startującego.

No, tę panią bym pewnie wyprzedził, bo jako jedyna przeszła trasę minimaratonu z kijkami. :-)

Komisja czuwa i rejestruje czasy:

Zwycięzcy minimaratonu i ich dekoracja. Hmm, nie wiem czy ten starszy Pan po lewej na podium faktycznie biegł. :-)

Tutaj czołowe panie.

Dla maratończyków pętla 7 kilometrów była zaledwie pierwszą, czuwali wolontariusze z piciem, czekoladą i bananami. :-)

Gdy szliśmy na zasłużoną pizzę, maraton trwał…

Format RAW i dylematy perfekcjonisty

sobota, 19 czerwca 2010 18:31

Kiedyś sprawa była prosta. Wracałem z jakiejś wyprawy, podłączałem aparat do komputera, zdjęcia się przerzucały, otwierałem je w picasie, parę skasowałem, parę wyprostowałem czy doświetliłem i tyle. Jeśli zdjęcie wyszło to wyszło, a jak wyszło w zasadzie takie było, nie miałem wyboru.

Teraz korzystając z formatu RAW mogę zrobić znacznie więcej. RAW to półprodukt, który mogę przekształcić w ostateczne, dobre zdjęcie. No i fotka, którą zrobiłem w parę sekund bez specjalnego zastanawiania się, teraz może być obrabiana do woli. No i siedzę czasami, kombinuję tymi suwakami i żałuję, że nie mam tylu suwaków co specjaliści (Photoshopa twardo nie kupuję, choć nad Photoshop Elements się waham).

Perfekcjonista nie może się pogodzić z tym, że coś jeszcze można poprawić i że obecny stan odbiega od możliwego ideału. No a zdjęcia czasami mnie męczą, zamiast dawać radość tworzenia. Nad 1500 zdjęciami z Lizbony, gdzie byłem miesiąc temu siedzę nadal.

No, a niezależnie od tego wpisu, galeria z pikniku lotniczego w Góraszce tydzień temu. Wśród fotografów byli posiadacze takich luf, że chyba parę metrów w Śródmieściu możnaby za nie kupić, ale na swojego zooma też nie narzekam, po otwarciu na komputerze byłem naprawdę zadowolony i poprawki poszły tym razem w miarę szybko.

Reszta na Picasie.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: