VrooBlog

VrooBlog

Archiwum bloga na Lipiec 2020.

Znów przed wyborem mniejszego zła

czwartek, 9 lipca 2020 02:03

Przed żadnymi wyborami, które pamiętam z ostatnich lat nie byłem aż tak zrezygnowany jak teraz.

Ile jeszcze lat będziemy skazani na spory między PO, a PiS?

O mniejszym źle pisałem 10 lat temu, komentując drugą turę: Komorowski-Kaczyński. Zadeklarowałem się wtedy jako sierota po POPISie i do tej pory uważam, że to mógł być najlepszy z projektów, który popchnie Polskę do przodu. W roku 2005 został storpedowany – i teraz już wiadomo z prac historyków, kto jest za to odpowiedzialny: Donald Tusk, który nie mógł przeboleć przegranej w wyborach z Lechem Kaczyńskim, tak więc świadomie wepchnął PiS (i Polskę) w objęcia Samoobrony i LPR. Efektem było skompromitowanie rządów PiS, co okazało się skuteczne – w 2010 Tusk zdobył już pełnię władzy. Miał Sejm, Senat, prezydenta, poparcie większości mediów. Mógł zrobić wszystko. Ale… jego to nudziło, co doskonale pokazują choćby Michał Majewski i Paweł Reszka w książce „Daleko od miłości”. Polityka ciepłej wody w kranie oznaczała brak wyzwań i trwanie.

Wkrótce sam Tusk katapultował się na posadkę przewodniczącego Rady Europejskiej i stamtąd na emeryturę. Swoją partię na wybory w 2015 zostawił ludziom wyjałowionym z pomysłów, ot, zainteresowanym podtrzymaniem tego, co przecież dla nich się sprawdzało. Komorowski, który był uosobieniem takiej przaśnej kontynuacji przegrał. Przyszło nowe, z młodszym, dynamicznym prezydentem Dudą.

Pięć lat temu podwójna wygrana PiS mnie ucieszyła. W sumie nie tyle ucieszyła, co dała nadzieję, że coś się zmieni. Skoro PO nic się nie chciało, to PiS może się ruszy. Tym bardziej że schowali Kaczyńskiego i Macierewicza, będzie trochę młodszych ludzi, choćby Morawiecki, który wydawał się obiecujący. Wydawało się, że ma wizję rozwoju Polski innej niż montownia dla zagranicznych koncernów. No i naiwne to było. Jak pisałem w artykule przed wyborami 2019, oni dramatycznie nie mieli kim tej swojej polityki realizować, a jednocześnie jako podstawę zmian uznawali rewolucje kadrowe. A jaka tu była rola Dudy? Jak miał coś podpisywać, to podpisywał. Fakt, ewidentnie mu to nie nie pasowało i parę razy się zbuntował. Parę wet było. Ale to zostało już zapomniane, stulił uszy, aby drugą kadencję dostać.

A czy PO nauczyło się czegoś w ciągu ostatnich pięciu lat? Jak wystawili panią Kidawę, która wygląda jak mentalny bliźniak Komorowskiego – wydawało się, że niczego. No i wyborcy to ocenili jasno – ktokolwiek oferował jakąkolwiek alternatywę – Hołownia, Kosiniak, Biedroń czy nawet Bosak – miał w pewnym momencie wyższe notowania od Kidawy. PiS zlitował się, a może przestraszył Hołowni w drugiej turze i pozwolił na zmianę kandydata. PO wystawiło Trzaskowskiego i widać, czego się nauczyli. Że można obiecać wszystko, ale przede wszystkim trzeba jeszcze bardziej walić w PiS. To już są naprawdę lustra. Duda zrobił swoją parodię debaty? No to Trzaskowski zrobił swoją. Co z tego, że bardziej „wolną”, bo wpuścił więcej dziennikarzy z różnych opcji. Faktem pozostaje że po raz pierwszy od 1990 nie mamy w Polsce debaty prezydenckiej. I to świadczy o degrengoladzie demokracji w naszym kraju.

Trzaskowskiego miałem okazję oglądać raz na żywo. Jakieś 10 lat temu byłem na konferencji nt. dostępności, gdzie występował jako europoseł. I zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie – widać było, że się przygotował, mówił z sensem i konkretnie. Miałem tutaj wrażenie, że on jest takim prymusem z dobrej rodziny, który trafił do polityki, jako jednej z opcji na zrobienie kariery. Widziałem w nim przyszłego ministra. Jednak jak zobaczyłem go już w tej roli – jako ministra w rządzie Kopacz, odniosłem wrażenie, że on staje się coraz bardziej fighterem, którego PO wystawia na pierwszą linię.

OK, przyznam to wreszcie. W tym momencie mniejszym złem jest wybór Trzaskowskiego, bo daje to jakiś bezpiecznik przeciwko dalszemu psuciu prawa, choć jednocześnie ryzyko paraliżu państwa. Dziś mało kto pamięta, jak Kwaśniewski potrafił sabotować rządy AWS-UW, co rusz odrzucając im różne ustawy, choćby reprywatyzacyjną.

Ale największy powód, aby nie głosować na Dudę mam po włączeniu telewizji publicznej. Nawet nie chodzi tutaj o ilość propagandy, ale o jej styl, o świadome wychowywanie wyborców  jako idiotów, których wystarczy tresować paroma hasłami: ten dobry, ten zły, ten dobry, ten zły. Widzę w swojej rodzinie wyprane mózgi – ludzi, którzy powtarzają prawie słowo w słowo te slogany. To, że po drugiej stronie mamy TVN z niemal podobną propagandą niczego tutaj nie zmienia, bo TVP ma większy zasięg i powoduje większe szkody.

Z drugiej strony nie wiem, czy nie lepiej by było, aby Duda wygrał wyraźnie, ot choćby 56 do 44%, tak aby PO dostało kolejną lekcję, że nienawiścią i kopiowaniem oponenta wyborów się nie wygra. Że trzeba stworzyć nową jakość, a jeśli nie potrafią jej stworzyć, niech już wreszcie giną.  A kto wie, może podczas tej drugiej kadencji Duda wybije się na niepodległość i zacznie rzeczywiście recenzować pracę rządu? Jeden precedens już mamy – pan Banaś, któremu rząd podpadł i oto NIK zaczął wreszcie działać jak należy.

Smutne było oglądanie 13% dla Hołowni w pierwszej turze. Jedyny kandydat, który mówił konkretnie o swoim programie przegrał z politycznym harcownikiem, który swój program ogłosił… na dwa dni przed głosowaniem. Teraz też widzę w ruchu Polska 2050 jakąś nadzieję, że ktoś zaczyna mówić wreszcie o perspektywie długodystansowej. Może za 5 czy za 10 lat będzie miało to efekty. Choć ile osób skupionych wokół Hołowni było tam tylko dlatego, że widzieli szansę na „lepsze PO” i szybkie zdobycie władzy? Gdy zobaczą, ile jeszcze pracy – dadzą sobie spokój.

A może tak naprawdę to wszystko jedno? Robert Krasowski w swoich książkach pokazuje, jak wiele zmian w Polsce w ostatnich latach to po prostu efekt płynięcia z prądem. Nie weszliśmy do NATO oraz Unii dzięki wspaniałym politykom, tylko że był taki klimat na świecie. Dzisiaj też w tych wszystkich sporach zapomina się, że PiS i PO miały swego czasu podobne programy. Nie, Duda nigdy nas z Unii nie wyprowadzi, a sama Unia nas nie wyrzuci, bo jesteśmy zbyt ważnym rynkiem zbytu. Nie, Trzaskowski nie sprzeda nas Niemcom, bo ci już i tak kupili, co chcieli. Tak naprawdę rządy obu partii oznaczają parszywą stabilizację, w której widzimy dużo zła. Nie chodzi mi tutaj o prosty symetryzm „PiS-PO jedno zło”, bo zło, które wiąże się z rządami obu partii jest różne. Z drugiej strony obie są alternatywą dla opcji skrajnych. Rządy partii lewicowych albo Konfederacji mogłyby nie podobać się znacznie większej liczbie osób.

PS. Plakat z 2010 pasuje jak ulał i dziś. Autor: Większe Zło, CC BY-SA 3.0.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: