VrooBlog

VrooBlog

Mój PRL

sobota, 9 maja 2015 17:42

Od końca PRL minęło już 25 lat, obficie w ubiegłym roku fetowane 25 lat wolności. Niektórzy chcieliby tę wolność przehandlować za więcej równości – przecież kiedyś żyło się lepiej, mówią, człowiek miał pracę, miał pieniądze – i dodajmy jeszcze, że miał więcej sił do życia. Ludzie pamiętający PRL w pełnej krasie są dzisiaj co najmniej w wieku średnim, a wtedy przecież byli młodzi.

Co ciekawsze – za PRL-em nostalgicznie patrzą też ci urodzeni już w wolnej Polsce. Z jednej strony: są urzeczeni opowieściami pokolenia rodziców lub dziadków, o tej paskudnej, ale jednak stabilizacji. Z drugiej: pewnym rodzajem minimalizmu, który wymuszała tamta rzeczywistość. Życie było ciężkie, ale prostsze, gdy do wyboru mieliśmy jeden gatunek mleka i jogurtu, a pomidory dostępne tylko latem. Jaka to musiała być radość, gdy wiosną pojawiły się nowalijki? Albo gdy w uniwersamie rzucili banany?

PRL upadł gdy miałem 10 lat, dlatego moje wspomnienia są fragmentaryczne, uzupełnione zresztą przez zdobytą później wiedzę historyczną. Ale jeśli ktoś mówi o PRL, to ja zawsze przypominam sobie kolejki.

Mam może 4 lata, z babcią idę do Merkurego na Żoliborzu i tam w długiej kolejce stoimy po to, aby mi kupić rajtuzy. Narzekam bardzo, bo to jest nudne, jak to dla dziecka. Uciekam babci, ktoś mnie łapie i przyprowadza do niej.

Mam może 8 czy 9 lat – i sam już stoję w rannej kolejce po pieczywo, przed piekarnią na ulicy Letniej na Pradze. Jest zima, mają być chyba święta, każdy kupuje po 3-4 chleby, trzeba się ustawić rano, bo inaczej zabraknie.

piekarnia-letnia

Źródło zdjęcia: Warszawa78.blox.pl

Zabraknie. To jest słowo, którego już właściwie nie znamy. No, zabraknąć może zawsze pieniędzy, chęć zaoszczędzenia sprawia, że ci weterani PRL-owskich kolejek ustawiają się dziś posłusznie w ogonku do karpia, albo promocyjnej kurtki w Lidlu.

Ale że idziesz do sklepu – i nie ma chleba?

Takie wspomnienie, jak to z kolegą z klasy biegaliśmy po całej Pradze Północ w poszukiwaniu sklepu, w którym był chleb. Nie wiem, dlaczego go nie mieliśmy, chyba to była jakaś poświąteczna niedziela, już ten czas, gdy kilka sklepów w niedzielę było czynnych, ale tylko kilka. Kolega zadowolił się tostowym, ja jednak szukałem dalej i nie pamiętam nawet czy mi się udało, chyba nie.

Dzisiaj nawet w największe narodowe weekendy zawsze jakiś paczkowany się znajdzie. Mimo, że przed wolnymi dniami parkingi marketów są pełne – to kupowanie na zapas chyba pozostało już w genach.

Ci, którzy dziś nostalgicznie patrzą na dawne czasy, coraz też częściej stoją w kolejkach do lekarzy – wszak służba zdrowia to ostatni relikt PRL, którego żaden rząd nie umiał naprawić. Wspominają wtedy porządek w PRL, gdy nie musieli chodzić do lekarza i pomstują na kolejne rządy. Ale kto chce pamiętać, że wtedy wszystkiego brakowało? To była gospodarka fantastycznego niedoboru. I odbierającego siły szamotania się w załatwianiu rzeczy, które powinny być oczywiste. Odnoszę wrażenie, że to dlatego ludzie emigrowali, że to był kraj, w którym nawet powietrze było gęstsze.

Tak, jak mogę III RP zarzucać wiele niesprawiedliwości – to tym 25 latom jestem wdzięczny, że przywróciły taką zwykłą codzienność. Jasne, odwiedzamy dziś inne kraje – widzimy jaka przepaść cywilizacyjna jest w pewnych kwestiach. Widzimy, że inne kraje są po prostu bogatsze od Polski. Ale jednocześnie nie wolno nam zapominać o drodze, którą przeszliśmy.

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. qasx

    Cześć, rocznik ’92 tutaj – nie neguję, że są moi rówieśnicy, którzy zerkają nostalgicznie na czasy słusznie minione, ale gdzie ich spotykasz? Skąd to odczucie?

  2. lavinka

    To raczej typowe, że się swoją młodość pamięta w samych superlatywach. Pamiętam kolejki, pamiętam niedobory, najbardziej chyba jednak pamiętam opryskliwych lekarzy i inne panie z okienek, na poczcie, w sklepie, w urzędzie, w szkole. Tego prawie już nie ma, jeszcze się zdarza, ale nie jest nagminne. Ludzie są dla siebie milsi, choć oczywiście nadal nam brakuje typowej życzliwości francuskiego chłopa czy niemieckiego przypadkowego przechodnia, czy ukraińskiego turysty, bo to nie tylko na zachodzie jest pod tym względem lepiej. I nie winiłabym PRLu za pewne sprawy. Polacy i przed wojną bywali straszni dla siebie nawzajem, czego osobiście nie pamiętam, ale znam z opowieści rodzinnych. Myślę, że to właśnie przez to przez jakiś czas nie było nas na mapie Europy.

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: