VrooBlog

VrooBlog

Krajobraz po I turze

piątek, 15 maja 2015 21:55

wybory-prezydenta2015

Niespecjalnie obchodziły mnie obecne wybory prezydenckie. Nie sądziłem, że coś sprawi, że mnie zaczną obchodzić. Znów pojedynek kandydatów dwóch partii, które dawno straciły kontakt z rzeczywistością. Mogę wymienić wiele wad PO, jednocześnie wskazując na jeszcze większe oderwanie PiS, co jest jednak tematem na inny artykuł. Przekonany byłem, że Bronek zwycięstwo ma w kieszeni, bo nie ma sensownego kontrkandydata.

Ale moje podejście zmieniło się tydzień temu, gdy obejrzałem debatę prezydencką w TVP. Ładnie byłoby powiedzieć, że coś we mnie pękło – ale to nie tak. Bo złudzeń co do klasy politycznej nigdy nie miałem.

Prezydent w Polsce niewiele może. Były oczywiście postaci, które wykraczały poza skrojone ramy i próbowały bojem poszerzać swoje kompetencje – jak Wałęsa i Kaczyński, były też prezydentury spolegliwe i spokojne – Kwaśniewski i Komorowski. Tak czy inaczej – prezydent jest liderem państwa i musi być w stanie swoją osobowością wpłynąć na bieg zdarzeń. Od prezydenta oczekuję charyzmy, wizji, tego wszystkiego, dla czego idziemy za człowiekiem i pakietem poglądów które głosi.

Jak było na tej debacie? Nie było nikogo z odrobiną charyzmy! Nikt na sali nie wykraczał poza możliwości maksymalnie posła, bo ministra już nie. Duda, Jarubas, Wilk – ich wystąpienia były OK, ale nie porywały. Jako jedyny pozytywnie zaskoczył mnie Braun, którego widziałem bodajże pierwszy raz: luz, przekonanie i szczerość – no szkoda, że jego diagnozy pochodzą z innego wymiaru. Nieźle wypadł Palikot – no, 10 lat temu może dałbym się nabrać.

Co sądzę o kandydatach?

Podobnie jak wiele osób nie mam na kogo głosować.

Bronisław Komorowski – z nim jest taki problem, że trudno wymienić jakąś aktywność, z której jego kadencję będzie można zapamiętać. Współczuję przyszłym studentom historii. Po prostu klepał rządowe ustawy, pokazywał się w roli reprezentacyjnej, wyznaczonej przez konstytucję i nic więcej. Nawet podczas kampanii nie potrafił się zdobyć na jakąś bardziej wyrazistą propozycję. Jedyne, na co zwróciłem uwagę to projekt w sprawie rozstrzygania sporów podatkowych na korzyść przedsiębiorców. Zdroworozsądkowy, acz gdy ministerstwo zaoponowało, temat był zamknięty, aż do… drugiej tury, gdy okazało się, że trafi pod referendum. 

Andrzej Duda – na samym początku nie odróżniałem go od tego z Solidarności – ale gdy już miał tę inauguracyjną konwencję, to zrobił na mnie wrażenie. Sprawdzone amerykańskie metody – flagi, baloniki, podniosłe przemówienie i żona przy boku. Uśmiecham się, że to samo ujęło mnie 20 lat temu w kampanii KLD.

No, ale ważniejsze było to, że nagle kogoś z PiS jestem w stanie słuchać, że nie ma zawoalowanych, albo bezpośrednich oskarżeń, że jeśli Duda zdecyduje się zaatakować, to robi to wiarygodnie. Niestety, kolejne wystąpienia publiczne Dudy były już gorsze. Przede wszystkim – on się tak boi kontrowersji, zejścia z zaplanowanej linii – że staje się sztuczny. Bardzo mi się podoba to określenie, że to taki „chłopiec z Allegro”, produkt idealny. No, to się sprawdza, o czym wiedzą politycy w Stanach. I jak dotąd usłużne media nie wynalazły żadnego „spieprzaj dziadu”.

Po drugie – Duda obieca wszystko, a im więcej pytań o szczegóły, tym bardziej się zapętla w ogólnikach. System emerytalny upadnie niezależnie od tego czy wiek będzie wynosił 67 czy 65 lat – tak więc oczekiwałbym do cholery jakiejś wizji, jak tę bombę zegarową kiedyś rozbroić. Już nawet emerytura obywatelska (tyle samo dla każdego), o czym wspominał chyba Palikot jest jakąś propozycją.

Swoją drogą, tego PO nie wybaczę – mając stabilną koalicję w sejmie, pełnię władzy w senacie i prezydenta nie zrobili żadnych poważnych reform, np. emerytalnych – poza rozmontowaniem obecnego systemu.

Bezkrytyczne poparcie dla Dudy jest jednak jakimś obrażaniem inteligencji. Z drugiej strony – wierzę w zmianę, choćby wizerunkową polskiej polityki, jaką Duda może wnieść. Również słuszne spostrzeżenie, że to taki prawicowy Kwaśniewski, który przecież podbił Polskę w 1995 wyłącznie odróżniając się od Wałęsy, którego ludzie mieli dość. Może czas jednak odesłać na emeryturę ludzi pamiętających przewagi w walce o wolną Polskę – bo to już było 25 lat temu i dziś te zasługi już nic nie znaczą.

Paweł Kukiz – tutaj jest większy problem. Koleś jest amatorem, pokazuje to szczerze, a jego program to po prostu głośny sprzeciw wobec jakiejkolwiek polityki. Na Kukiza zagłosowało pokolenie „wkurwionych cyników”, o którym pisałem przy okazji sukcesu Palikota w 2011. Pokolenie jest o 4 lata starsze i ma coraz bardziej dość wszystkiego. Wyłączają telewizyjne wiadomości, nie czytają portali, skupiają się na swoim życiu i z polityką chcą mieć jak najmniej wspólnego, no chyba że podzielą się jakimś memem.

Kukiz w przeciwieństwie do Palikota przynajmniej nie mówi, że sposobem na problemy państwa ma być opodatkowanie Kościoła. No, on ma te JOW jako swoją idee fixe. Wbrew większości, akurat nie uważam, aby jednomandatowe okręgi były głupim pomysłem. Owszem, zabetonuje to podział polityczny, ale w okręgu nie będziemy mieli czasami 100 kandydatów, a tylko kilku lub kilkunastu i to jednego z jednej partii. Politycy nie będą więc mogli się przewieźć na tylnym siedzeniu, pociągnięci przez „lokomotywę”, będą musieli jakoś wyjść do ludzi. 460 kandydatów w całej Polsce. Tylko, że to najlepiej działa w krajach, gdzie ludzie i politycy mają zwyczaj rozmawiać. W Polsce politycy – czy to władzy czy opozycji są „onymi”, na nielubianych można co najwyżej pobluzgać, z lubianymi zrobić sobie selfie, ale trudno porozmawiać. 

Amatorka Kukiza jest jednak przerażająca, o ile myślałem przez chwilę, żeby nie zrobić psikusa i nie zagłosować na niego w I turze – to wyleczyła mnie jego odpowiedź w debacie na pytanie o gospodarkę – oj, to już, plose pana, zglasam niepsygotowanie. No kurna, są granice absurdu.

Janusz Korwin Mikke – nie ma co pisać, bo i po co.  Byłem jego fanem mając 15 lat, teraz jego fanami jest kolejne pokolenie. Ciekawi mnie tylko jak swoją szansę wykorzysta Wipler, który pewnie zostanie namaszczony na jego następcę.

Magdalena Ogórek – dla mnie tragiczna postać tej kampanii. Patrząc na jej wystąpienia zastanawiałem się, po co ludzie z SLD ją wyciągnęli? Po co każą jej grać rolę, w której ewidentnie się nie sprawdza? Porównajmy to co mówiła jako kandydatka, z tym co mówiła jako doktor teologii – np. w debacie oksfordzkiej na temat roli Kościoła. Tam mimo początkowego wolnego rozkręcania odpowiadała z pasją, widać było, że to jest jej działka, a nie jakaś polityka.

Co będzie z drugą turą?

Czy Komorowskiemu uda się przekonać wyborców, że Duda zjada na śniadanie młode lemingi, a zaraz po wyborach wypuści z kapelusza Macierewicza? To chyba w tym momencie jedyna jego szansa.

Bo jeśli zdecydowanie lewicowi znajomi deklarują że zagłosują na Dudę, jeśli nawet publicznie deklarują to aktywiści gejowcy – no to chyba już jakaś granica została przekroczona. Nie da się dłużej straszyć Macierewiczem, każda zmiana będzie lepsza niż stagnacja.

Właściwie to nie sądziłem, że internet będzie aż tak bezlitosny wobec różnych jego wpadek. Fala memów jest chyba nawet większa niż za czasów Kaczyńskiego. Nawet jeśli są wyimaginowane. Co złego w odpowiedzi młodemu człowiekowi (nieistotne że był podstawiony) – aby zmienić pracę i wziąć kredyt? Tzn wiem co: w skali mikro – decyzji jednej osoby – może to być optymalne rozwiązanie. W skali makro kiepskie, bo prezydent musi odpowiedzieć, co on, co system za którym prezydent stoi ma do zaoferowania młodym ludziom. 

Co będzie z dyskusją o polityce?

Wybory pokazują, w jakich banieczkach żyjemy. Wyniki wyborów w różnych częściach Polski różnią się diametralnie. 40% młodych i 2% starych za Kukizem pokazuje też zmianę pokoleniową. Patrzę na znajomych na Facebooku, wyborcy kandydata X przyjaźnią się z wyborcami X – niektórzy deklarują, że jak ktoś zacznie pisać takie głupoty jakie głosi Y – to won z kontaktów. Czasami w jakimś wątku udaje się zebrać zwolenników dwóch czy trzech opcji. Oj, wtedy się dzieje. Ale coraz mniej też umiemy rozmawiać bez argumentów ad hominem.

Boję się tych frustratów podpierających prawą ścianę, według których właściwie każdy jest zdrajcą i którzy umieją już tylko krzyczeć. Boję się lemingozy, dla której jest wszystko jedno, byleby PiS odsunąć od władzy. Boję się lewicy obyczajowej, która wprawdzie dziś marginalizowana, ale czeka aż minie kolejne pokolenie, które będzie można już wysłać na wojnę światopoglądową. Ale przede wszystkim boję się tego, że niedługo nie będzie można na spokojnie o polityce porozmawiać.

Powodów do podziałów jest coraz więcej. Smoleńsk, in vitro, lustracja, Kościół, umowy śmieciowe, podatki, emerytury, wolność gospodarcza, reprywatyzacja – tego przy rodzinnych stołach najlepiej nie poruszać. W efekcie dyskusję pozostawiamy krzykaczom.

PS. Pięć lat temu miałem wpis przed ówczesną II turą – Kaczyński, Komorowski i znowu mniejsze zło. Ale które?

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. Darek-

    A propos postaci tragicznej: http://magdalenaogorek.natemat.pl/142629,barwy-kampanii

  2. Janusz Kowal

    „Co złego w odpowiedzi młodemu człowiekowi (nieistotne że był podstawiony) – aby zmienić pracę i wziąć kredyt?”

    Tak, tylko dziewczyna szukała pracy 3 lata! Zrozumiałbyś, jak byś sam poszukał 3 lata. Obawiam się, że postawa taka jak twoja, czyli „let them eat cackes” doprowadzi do tragedii w Polsce. No cóż, podobno historia się powtarza…

  3. airborell

    Ale o tym Robert właśnie pisze. To nie jest rozwiãzanie w skali makro. W każdym społeczeństwie połowa bêdzie zarabiać poniżej mediany i nie powinno to oznaczać że jest skazana na mieszkanie pod mostem.

  4. VrooBlog » #ToSięUda czyli polska polityka – następne pokolenie

    […] pisałem po I turze – daleki jestem od bezkrytycznego popierania Dudy, pamiętając, że obietnice są […]

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: