VrooBlog

VrooBlog

Ukraina

wtorek, 25 lutego 2014 00:09

Zacznę od tego, że patrząc na sytuację w jakimś kraju robimy zwykle kilka założeń:

  • Pierwsze takie, że poza anomaliami, które widzimy w TV czy prasie –  to jest normalny kraj – taki jak nasz – że istnieje jakiś stan normalności i spokoju, do którego można wrócić po naprawieniu wszystkiego i ukaraniu winnych.
  • Drugie takie, że jak w klasycznych baśniach są ci dobrzy i są ci źli. Wiemy na kogo postawić, wiemy kogo ukarać.

Jedno i drugie nie jest oczywiście prawdą.

Amerykanie (i wielu mieszkańców tzw. Zachodu) wierzą na przykład, że wprowadzenie demokracji jako ustroju pozwoli przybliżyć kraje ogarnięte chaosem do czegoś, co będzie wprawdzie biedniejsze, brudniejsze i zacofane – ale będzie przypominało „normalność”. Doświadczenia z Europy Wschodniej i państw islamskich pokazują, że nie da się wprowadzić od razu czegoś, co w Europie Zachodniej było budowane przez setki lat. Wyjdzie zawsze jakieś wynaturzenie. W Polsce zamiast demokracji mamy oligarchię polityczną – co przejawia się tym, że non-stop wybieramy tych samych polityków, oni zmieniają tylko hasła i barwy klubowe, a przeciętny człowiek chce się od tego syfu trzymać jak najdalej.

Z kolei podział na „dobrych i złych” dobrze pokazał ostatni temat Syrii, gdzie rebelianci nie są w żaden sposób lepsi od dyktatora. To wojna jest złem i to od wojny uciekają ludzie, którzy w tej dyktaturze jakoś wcześniej żyli.

W przypadku Ukrainy popełniamy wszyscy te same błędy. Czytałem niedawno książkę „Barszcz ukraiński”, napisaną przez Piotra Pogorzelskiego, korespondenta Polskiego Radia na Ukrainie. Czytałem i przecierałem oczy ze zdumienia.

Patrzyliśmy na organizację Euro i zakładaliśmy, że Ukraina może troszkę od nas odstaje, ale poza tym to niewiele się różni. Popularne stwierdzenie, że to taka „Polska z lat 90”, zresztą sam takie wrażenie wyniosłem z jedynego mojego tygodniowego pobytu 12 lat temu.

Tymczasem to jest błąd podstawowy:

  • Wyobraźmy sobie kraj, gdzie nikt nie przepuszcza karetek na sygnale – bo na sygnale to jeżdżą głównie „uprzywilejowani”, a tych nikt nie lubi.
  • Wyobraźmy sobie kraj, gdzie becikowe jest znacznie wyższe niż w Polsce, a jednocześnie… za wszystkie usługi medyczne trzeba płacić łapówki, na co idzie kasa właśnie z tego becikowego.
  • Kraj, którego co setny mieszkaniec zarażony jest wirusem HIV.
  • No i kraj o podzielonej tożsamości – w którym połowa ludzi mówi po ukraińsku, druga połowa po rosyjsku. To jest tak, jakby w Polsce zabory potrwały przez kolejne 100 lat i połowę narodu zrusyfikowano.

Nie chodzi o to, żeby wytykać coś tam jest inaczej niż u nas, co traktujemy jako ciekawostkę (np. że jedzą słoninę z czekoladą – jadłem, bardzo dobre).

Sami Ukraińcy czują, że to nie wygląda tak jak powinno być. Dzięki książce Pogorzelskiego odkryłem różne ukraińskie zespoły rockowe i stałem się m.in. fanem grupy Skriabin. Rok temu nagrali piosenkę „Ruina”, w której żalą się na to, że inne kraje mają się czym pochwalić – a Ukraina to jedna wielka ruina. I teledysk – na którym zespół jedzie przez zachodnie rubieża kraju i pokazuje jak to wygląda.

Inna sprawa, że to aż tak bardzo nie różni się od polskiej ściany wschodniej… Tak czy inaczej Ukraińcy jeżdżą po Europie i zadają sobie pytanie, dlaczego u nich tak nie jest – to zresztą pytanie, które i my sobie zadajemy. Skoro wiemy, że jest źle, to co zrobić?

Dla Ukrainy nie ma prostej drogi naprawy, a przynajmniej takiej jaką przechodziły inne kraje. Kiedyś popularny był nurt fantastyki socjologicznej – i tam tematem było często uzdrawianie całego społeczeństwa – co zrobić, aby odkręcić dziesiątki lat indoktrynacji i wyuczonej bezradności. Jak wprowadzić demokrację w kraju, który nigdy demokratyczny de facto nie był i takich tradycji nie ma? Jak odkręcić fakt, że państwo zostało sprywatyzowane wśród nielicznych grupek oligarchów – w stopniu znacznie większym niż Polska?

Jeśli ktoś jeszcze ma pytania o różnice między naszymi krajami – oto dwa wykresy, które niedawno krążyły – sprawdziłem, że dane są prawdziwe.

Pierwszy wykres to PKB na osobę w cenach stałych – widać, jak odjechaliśmy Ukrainie w latach 90. Mimo wzrostu po roku 2000 – nadal mają sporo do odrobienia.

Drugi wykres to udział majątku miliarderów w PKB. W Polsce kilka procent, na Ukrainie 20%.

Artykuł ten zacząłem pisać jeszcze w trakcie walk na Majdanie. Chciałem napisać o swojej bezsilności, o bardzo nieprzyjemnym uczuciu, że to przecież się dzieje za miedzą, niedaleko od nas, a tak naprawdę jedyne co możemy zrobić to puścić przelew na ukraiński Caritas czy inne organizacje pomagające ofiarom. Teraz już sytuacja się uspokoiła. Obóz rządzący się wycofał, Janukowycz uciekł, będą nowe wybory. I co dalej?

Chciałoby się patrzeć na ten cały konflikt wokół Majdanu jako starcie między złym Janukowiczem i „dobrym” narodem i opozycją, która wprowadzi wreszcie reformy. Ale oni mieli już szansę. Przecież Janukowycz przegrał pomarańczową rewolucję! Co z tego, skoro rządy Juszczenki i Tymoszenko nie przyniosły oczekiwanego przełomu, a tylko utrwaliły to co złe – i utorowały drogę Partii Regionów. Teraz mamy choćby Kliczkę, który na pewno ma ambicję przyciągnięcia Ukrainy do Europy (a już szczególnie do strefy niemieckich interesów), ale jestem przekonany, że aby coś zmienić, ci starzy-nowi politycy i tak potrzebują poparcia oligarchów. Więc zmieni się niewiele, choć integracja Ukrainy z Unią jest oczywiście i w polskim interesie.

Tyle, że czy za 10 lat, ci którzy dzisiaj opłakują ofiary konfliktu nie będą pytali – po co to wszystko? Ale o to pytają chyba bohaterowie każdej rewolucji.

Komentarz - jeden samotny

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. VrooBlog » „Pożyteczni idioci” i ich rodzaje

    […] Wydarzenia na Ukrainie z ostatniego roku nie mogą pozostać bez naszej reakcji. Oczywiście postawa „nasza chata z kraja” będzie wciąż się zdarzać, czasami jest to też rosnąca obojętność wobec sygnałów przekazywanych przez media. Podobnie jak przy konfliktach w Egipcie czy Syrii w pewnym momencie tracimy orientację, kto z kim i przeciw czemu, szczególnie gdy pozbędziemy się mitu o walce dobrego ze złym. […]

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: