VrooBlog

VrooBlog

Po co nam wiedza o ewolucji?

środa, 12 lutego 2014 13:16

260px-VanityFair-Darwin2

Rozpętałem kiedyś na Facebooku dyskusję na temat home-schoolingu. Zamiast posyłać dzieci do zdegenerowanej szkoły, można je uczyć samodzielnie. Nie jest to opcja dla każdego, ale niektórych kusi.

No i tradycyjne argumenty przeciwko, jak choćby ten, że rodzice przecież nie wiedzą wszystkiego, no i jest ryzyko, że będą uczyć dzieci tego, czego nie powinni, co jest wręcz błędne.

O tak, pamiętam film „Jesus Camp”, w którym rodzice – ewangelikalni fundamentaliści z południa Stanów – ładują do głowy dzieci wszelkie argumenty za kreacjonizmem.

W Polsce to oczywiście wygląda inaczej. Zarówno katolicyzm jak i najważniejsze kościoły protestanckie nie mają specjalnego problemu z przyjęciem teorii ewolucji. Podkreślmy to słowo, bo nadal bardzo wiele rzeczy wymaga tam wyjaśnienia. Nie mam z nią problemu i ja. Bóg stworzył świat tak jak mu się podobało, a jeśli ktoś czyta Biblię dosłownie, nie biorąc pod uwagę gatunku literackiego pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju – to po prostu ją wypacza.

A jednak się zastanawiam, jakie to ma znaczenie, że uczy się dziecka o ewolucji, albo i nie? Praktyczne? Dla życia codziennego?

Wiedza o ewolucji (i genetyce) nie pomoże nam w 99,9% tego co robimy w życiu. Te 0,1% to sytuacja ludzi pracujących naukowo – i to w określonych dziedzinach, krzyżujących gatunki zwierząt/roślin – oraz uczestników teleturniejów.

Oczywiście, przegięciem byłaby postawa Sherlocka Holmesa, który gdy dowiedział się od Watsona, że Ziemia krąży wokół Słońca, starał się natychmiast o tym zapomnieć, bo to nie jest potrzebne w jego pracy. Ale jest różnica między świadomością, a wiedzą. Brak świadomości to ignorancja. Brak wiedzy to… brak wiedzy. Nie muszę znać struktury DNA czy zasad doboru naturalnego, ale wystarczy mi świadomość, że to jakoś tak mogło powstać.

Po co więc uczyć ewolucji?

Gdy myśli się o programach szkolnych, to przychodzi do głowy grono specjalistów z różnych dziedzin, którzy przeciągają między sobą kołderkę, próbując jak najwięcej wyciągnąć dla siebie. Przez setki lat panował model edukacji ogólnej, w której młody człowiek zdobywał podstawy wszelkiej wiedzy – potem szedł na uniwersytet i rozwijał wybrany obszar, choć nadal nie tracąc z oczu obrazu całej nauki. Dziś nie możemy uwierzyć, że taki Mickiewicz poza pisaniem poematów zajmował się też rachunkiem różniczkowym i teorią ekonomii.

Wszystko zawaliło się w drugiej połowie XX wieku.

  • Po pierwsze – wiedzy przybyło na tyle, że te „ogólne” podstawy zaczęły się powiększać – a programy szkolne stały się przeładowane.
  • Po drugie – tak jak wcześniej edukacja była elitarna, teraz stała się powszechna. Zaczęło się więc powszechne wyrównywanie do średniej. Jeśli absolwent szkoły ma iść do pracy przy taśmie, można dopuścić, żeby go uczyć po łebkach. Przez wiele lat tolerowano duży rozziew między zawartością programów i podręczników szkolnych – a faktyczną wiedzą absolwentów.
  • No i po trzecie – ostatnie lata sprawiły, że pamięciowy model nauki stał się mało praktyczny. Najlepsze odpowiedzi znajdą dziś nie erudyci – a umiejący zadać odpowiednie pytania Googlowi i wyciągnąć z nich wnioski. Mniej liczy się wykucie dat i faktów, bardziej – zrozumienie przyczyn i skutków, zamiast dokładnego opisu zjawiska – wyjaśnienie jego charakteru i znaczenia.

I tu dochodzimy do ewolucji. W szkole uczy się jej (a ściślej: uczyło się te 15 lat temu gdy sam chodziłem) jako niewielkiego fragmentu biologii zajmującego kilka miesięcy. Biologii nienawidziłem właśnie przez kompletny brak zastosowań poznanej wiedzy. Gdyby nie permanentne ściąganie, nie przeszedłbym chyba tych wszystkich mitoz, mejoz, motylic wątrobowych i tasiemców. Jedyne ciekawe zajęcia, z oczywistych powodów dotyczyły anatomii człowieka. Przez 8 lat nauki biologii nikt nie potrafił wyjaśnić, do czego nam wkuwanie tych wszystkich schematów. Przecież dla naprawdę zainteresowanych wszystko załatwi pierwsze pół roku na studiach.

Z drugiej strony – gdy na początku I czy II klasy liceum wkuwałem podstawy genetyki, nigdy nie spodziewałem się, że… ta wiedza przyda mi się, gdy kilka lat później sięgnąłem po „Genetykę kultury” Biedrzyckiego i zacząłem czytać o memetyce. Dziedzinę wymyślił Dawkins w jednym z rozdziałów swojej książki „Samolubny gen”. Stosował więc metafory genetyczne i bez podstaw nie dałoby się tego zrozumieć. Do czegoś mi się te notatki z liceum przydały.

Karykatura Darwina z pisma Vanity Fair w domenie publicznej.

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. RobertP

    ” nie przeszedłbym chyba tych wszystkich mitoz, mejoz, motylic wątrobowych i tasiemców.”

    Tu zgoda, biologię należy zaczynać od seriali BCC z narracją Davida Attenborough (choć Brian Cox też daje radę). Przyczyna, skutek, następstwa, wynikanie.

    „A jednak się zastanawiam, jakie to ma znaczenie, że uczy się dziecka o ewolucji, albo i nie? Praktyczne? Dla życia codziennego?”

    Może niektórzy zrozumieją, dlaczego nie warto łykać antybiotyków przy byle infekcji. Niektórzy będą wiedzieli, że każda żywność ma geny i związki chemiczne, a jak zjemy pomidora GMO to nie wyrosną nam pędy. No i to jest piękna teoria, a dzieci sobie z nią poradzą. Zanim Dawkins został papieżem ateizmu robił świetną robotę popularyzatorską
    http://old.richarddawkins.net/rdf_productions/guitu

  2. gszczepa

    Z tym guglem to jednak trochę tak, że wiedza jest i tak potrzebna – inaczej nie bardzo wiadomo o co zapytać i jak zinterpretować wyniki. Tak właściwie, wiedza bardziej jest potrzebna niż kiedykolwiek.

    Z każdego przedmiotu zostaje niewiele i niewiele wiedzy się używa. Różnica pomiędzy gruntownie wykształconą osobą, a osobą bez wykształcenia – jest jednak widoczna bardziej niż kiedykolwiek. Mam poczucie że jest to kwestia jakiegoś budowania masy krytycznej.

    Trudno zbudować masową organizację która będzie efektywna, dlatego efekt powszechnego szkolnictwa jest jaki jest. Rzecz która bardzo mnie bawiła w liceum, a teraz czuję zażenowanie kiedy sobie przypomnę: moja polonistka uczyła klasy również klasy zawodowe. Miała idealną metodę uspokajania niesfornej klasy: pytała z czytania.

  3. gmazur1

    Człowiek pochodzi od małpy, małpa od bakterii.
    Bakteria od związków chemicznych. Związki pochodzą od wolnych atomów. Wszystko pochodzi z kosmosu.

  4. jabarij

    Postępowanie wg zasady „nie będę zawracał sobie głowy zdobywaniem wiedzy, która mi się nie przyda” prowadzi w błędne koło. Jedyna wiedza, która nam się na pewno do niczego nie przyda, to wiedza, której nie posiadamy. Sama kreatywność niewiele znaczy, tylko posiadaną wiedzę można wykorzystać kreatywnie. Na tym opiera się rozwój ludzkości. U podstaw większości odkryć i wynalazków, bez których nie moglibyśmy żyć (przynajmniej wedle naszej oceny) leży wiedza, która wcześniej wydawała się nikomu niepotrzebna.

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: