VrooBlog

VrooBlog

Miejscówki w pociągach

sobota, 8 marca 2014 23:21

Jeżdżę sobie regularnie po Polsce pociągami. Jeśli tylko mogę wybrać pociąg zamiast autobusu, to wybieram – mimo że do takiego Olsztyna popularny Polski Bus kosztuje mniej niż 30 złotych, a pociągi Intercity dwa razy tyle. Ale wolę więcej miejsca na nogi i mniejszy tłok, chociaż to drugie spowodowane niewątpliwie ceną.

Kilka lat temu PKP Intercity wprowadziło obowiązkowe miejscówki dla pociągów TLK, czyli dawnych pośpiesznych. Chce się powiedzieć – nareszcie. Koniec z wsiadaniem do pociągu na stacji końcowej, koniec z nerwami: „będzie czy nie będzie”, koniec ze staniem na korytarzu, jeśli nie było. Gwarancja tego, że miejsce siedzące mamy zaklepane podnosi zdecydowanie komfort psychiczny jazdy pociągami w Polsce.

Zmiana ta ma jednak wielu przeciwników. Niektóre argumenty są sensowne – np. miejscówka zmusza do jazdy o określonej godzinie. Kiedyś kupowałem bilet na pospieszny – i czy pojechałem o 13 czy o 16 – bilet był ten sam. Teraz trzeba odkręcać, oddawać i kupować nowy bilet – no a jeśli nie zdążysz – to już przepadło. To można rozwiązać przez miejscówki bezpłatne, ale nieobowiązkowe.

Ale najbardziej zadziwia mnie argument, że oto miejscówka przywiązuje człowieka do miejsca, a przecież można trafić do przedziału z bandą kiboli czy pijaczków. Otóż ludzie naprawdę wierzą, że jak mają miejscówkę to MUSZĄ usiąść tam, gdzie ona wskazuje.

Czasami idę przez wagon, gdzie poszczególne przedziały mają takie obłożenie: 6, 7, 6, 8, 4, 2, 0, 0. Nieraz, aby trafić na pusty przedział, trzeba przejść o dwa wagony dalej. Bo system rezerwacji sadza ludzi stadami. Ma to swoją logikę, dzięki temu przed odjazdem można jeszcze kupić np. bilet dla pięciu osób obok siebie. Ale jeśli pociąg nie jest obłożony w 100% – to bez problemu znajdą się przedziały z jedną czy dwoma osobami, albo nawet i puste. No i takich przedziałów szukam, bo czemu nie jechać wygodniej? Konduktorzy czasami zwrócą uwagę, że miejsce mam gdzie indziej i wspomną, że miejsce będzie trzeba ustąpić, ale nikt nigdy nie kazał mi się przesiadać.

Pamiętam też taką podróż, bodaj ekspresem „Słowacki” z Wrocławia. Przejazd w środku dnia, wagon z kilkoma pustymi przedziałami i mijam przy WC przedział, w którym siedzi radosne męskie towarzystwo, rozpija flaszkę i rżnie w karty. Wciśnięta w róg przypadkowa pani z przerażoną miną – taki miała bilet. Ale godzinę później chyba przemyślała sprawę, bo spotkałem ją w przedziale obok. :-)

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. Cyfranek

    Ja z miejscówek generalnie jestem zadowolony, choć najczęściej kupuję bilet w ostatniej chwili. Bo to mogę nie zdążyć, albo pociąg ma 70 minut w plecy i może np. pojadę wcześniejszym Regio.
    Ale jednego nie mogę przeboleć (poza kosmicznymi podobno kłopotami z oddaniem biletu kupionego przez internety), że ludzie siadają nie na swoich miejscach a jak się upomnę o swoje to mają takie miny jakbym ich prosił co najmniej o dobrowolne oddanie portfeli z zawartością.
    Ale i bywało w drugą stronę. Kiedyś kupiłem bilet na miejsce, którego w wagonie zwyczajnie nie było (nie było miejsca o takim numerze). Przeszedłem do drugiego wagonu i pytam, czy wolne. Nie było problemu ale czułem, że przyglądano mi się uważnie, czy aby na pewno chcę po prostu usiąść czy też mam jakieś niecne zamiary skoro siadam w przedziale a miejscówki niet.

  2. Wikiyu

    Ciekawie z miejscówkami jest gdy pociąg jest zestawiony inaczej niż być powinien. Miałem taki przypadek – TLK Cegielski zamieniony składami z TLK Reymont – pierwszy jeździł na wagonach, drugi składem zespolonym… Jednocześnie znacznie zmieniona liczba miejsc siedzących [z bodaj 7 pudeł po 8 przedziałów na podwójny zespolony z 6 „pudłami”] i powrót starego czyli frekwencja równa dwukrotności ilości miejsc siedzących, podłogi zawalone ludźmi …

  3. Doman

    „(poza kosmicznymi podobno kłopotami z oddaniem biletu kupionego przez internety)”

    Chyba jakaś legenda miejska. Zwracałem bilet kupiony przez internet 2 razy. Raz w opcji z potrąceniem procentu wartości – to w ogóle jest kilka kliknięć i kasa wraca na kartę.
    Druga opcja – gdy wymieniamy biet na inny i chcemy odzyskać 100% środków – jest bardziej skomplikowana, bo zgodnie z regulaminem trzeba to zrobić przez reklamację. Ale PKP IC przyjmuje reklamacje również mailowo, u mnie wystarczył krótki list z opisem sytuacji i załączonymi oboma biletami. Następnego dnia roboczego przyszło potwierdzenie (napisane przez człowieka a nie automat), że reklamacja jest rozpatrywana. Minus taki, że kasa wróciła po ponad tygodniu, ale dla mnie to i tak wygodniej niż leźć specjalnie na dworzec do fizycznego okienka.

  4. Vroo

    Podobno jeśli wzięliśmy fakturę, to jest znacznie trudniej (nie ma automatycznego zwrotu, tylko reklamacja), ale akurat miałem tylko raz taki przypadek, a bilet był promocyjny za jakieś 30 zł, więc odpuściłem.

  5. vero

    podobno ;-)

    a mnie osobiście miejscówki zachwycają.
    zwłaszcza w weekendy, czy na specyficznych trasach,
    z miejscówką nikt nie dyskutuje ;-)

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: