VrooBlog

VrooBlog

Kisielewski straszy po kościołach

poniedziałek, 21 lipca 2014 09:10

Ubiegłoniedzielna msza w olsztyńskim sanktuarium MB Fatimskiej przyniosła miłe zaskoczenie. Zamiast kazania proboszcz zapowiedział koncert, który rozpoczął się zaraz po liturgii.  Pan na kościelnych organach oraz pani na flecie poprzecznym. Niech będzie mi wybaczone, że nazwisk nie zapamiętałem.

Przekrój od muzyki dawnej, przez barok, klasycyzm, wyprawę do współczesności (o tym zaraz), aż do świetnie znanego mi z wykonania ELP „Jerusalem” Huberta Parry’ego. Muzyka dość przystępna – łatwo rozpoznać melodię, niektóre można i zanucić. Brzmienie nietypowe, ale atrakcyjne – w końcu organy w połączeniu z fletem rzadko się słyszy.

Uczta dla ucha i ogromna przyjemność.

Co jednak widziałem wśród współsłuchaczy to… znudzenie. Proboszcz prosił żeby zostać, głupio tak w trakcie wychodzić, więc siedzą. Dzieciak z tyłu co chwilę pyta mamę, czy podczas przerwy to jednak już wyjdą.

A jeszcze pojawił się utwór przedostatni – Impresja kapryśna na flet solo Stefana Kisielewskiego – rok  powstania 1982. Nie był to może szczyt awangardy, ale obecnych w kościele zaskoczył i zaszokował. Prawie że słyszałem szepty, co to za kocia muzyka! Tak to mózgi przeorało nam radio Eska, Polo TV i inni dealerzy muzycznego syfu, który wylewa się zewsząd. Z muzyką tzw. „poważną” można się już spotkać co najwyżej w minutowych fragmentach znanych utworów wykorzystanych przy jakiejś okazji.

Nie ułatwia tego szkoła. Do tej pory pamiętam debili od nauczania muzyki w podstawówce i liceum. Debil, który kazał nam wkuwać biografie kompozytorów. Debilka, która stawiała nam pały za to, że nie rozpoznaliśmy fragmentu utworu, który puszczała tydzień wcześniej. Nie wiem, czy miłości do muzyki można nauczyć się w szkole. Ale można się pewnie nauczyć tego, że wiemy z czym mamy do czynienia. Dzisiaj 95% Polaków to kompletni muzyczni analfabeci, nie tylko jeśli chodzi o tworzenie, ale i o odbiór muzyki.

I tylko żal tych ludzi, że siedzą jak na tureckim kazaniu i nie umieją się zachwycić.

Komentarz - jeden samotny

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. vero

    och, od razu debil i debilka?
    nie przesadzasz czasem?

    jest też coś takiego jak podstawa programowa, i tematy, które muszą być przerobione.
    ja w podstawówce miałam nauczyciela od muzyki, który był strasznym psiarzem, opowiadał nam niezliczone historie o napotkanych psach itp.
    większość czasu leczył jakieś rany po kolejnym ugryzieniu, ale facet był naprawdę spoko- co widzę z perspektywy czasu.
    na zawołanie każdą rzecz potrafił zagrać na pianinie i różne fajne rzeczy nam pokazać.
    mimo, że wtedy- ta muzyka z psami wydawała mi się udręką i stratą czasu- to właśnie temu gościowi zawdzięczam to, że w ogóle zaczęłam grać na flecie.

    dodam, że na samym początku u nas był tylko wymóg posiadania instrumentów, to na odczepnego kupiłam jakieś plastikowe coś w sklepie z zabawkami.

    a obecnie- nadal zdarza mi się grać, i mam niezłą kolekcję instrumentów.

    i do dzisiaj – nie wiem jak to się stało, że gdzieś między tymi opowieściami o psach, i różnymi innymi zdarzeniami- gość był w stanie zachęcić mnie do spróbowania, do grania.

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: