VrooBlog

VrooBlog

[52 książki] Rozważny inwestor – Maciej Rogala

piątek, 12 kwietnia 2013 23:19

rozinwPierwsza w tym cyklu książka ekonomiczna to  „Rozważny inwestor” Macieja Rogali.

Poradniki dotyczące finansów osobistych grzeszą najczęściej albo spłycaniem tematu, albo oferowaniem gruszek na wierzbie. Przeglądam ich sporo i zastanawiam się, jaką wiedzę ma się z nich wyciągnąć. Jak działa giełda i rynek kapitałowy? No i co da ta wiedza? Chyba tylko to, że ktoś stanie się uczestnikiem tego rynku, znanym inaczej jako „dawca kapitału”.

Bo prawdą jest, że większość ludzi w starciu z rynkiem kapitałowym przegrywa. Rogala opisuje ten mechanizm uzasadniając go… strachem. Ale nie strachem przed stratą pieniędzy, tylko wizją utraconych korzyści.

Weźmy sobie rok 2006 – na giełdzie hossa od paru lat i jak ktoś trzyma pieniądze na lokacie, to zaczyna się czuć coraz bardziej głupio. Szczególnie kiedy pogada z sąsiadem, który chwali się, że na funduszu akcyjnym zarobił już na nowy samochód. Fundusze inwestujące w akcje reklamują się coraz intensywniej. 30, 40, 60 procent rocznie. Bohater nie jest idiotą, wie że po hossie następuje bessa. Ale poczucie straty wynikające z tego że nie zarobił, jest tak wielkie, że w końcu kupuje ten fundusz akcyjny.

Desperacka decyzja o kupnie akcji na samym szczycie hossy ma niewiele wspólnego z żądzą zysku. Jest wynikiem doznania bolesnych strat na lokacie bankowej (wynikających z utraconych korzyści) i obaw, że straty będą kontynuowane (że koniunktura na giełdzie utrzyma się jeszcze bardzo długo).

Wkrótce zaczynają się pierwsze spadki. Tu myślenie – pewnie to tylko korekta, zaraz odbije w górę. A tu dalsze spadki. O 30, 50, 70 nawet procent.  Codzienne sprawdzanie notowań, wreszcie poddanie się i sprzedanie. Często właśnie na dole. Jeśli ktoś nie sprzeda, to tylko trzyma kciuki, żeby w końcu dojść do zera. Oj, mam takie momenty w swojej biografii. :-)

Rogala udowadnia w pierwszej części książki, że przeciętny człowiek nie bardzo ma szansę wygrać z rynkiem i… ze swoimi emocjami. W ciągu 18 lat istnienia warszawskiej giełdy, były zaledwie 4 „prawdziwe okazje” do zainwestowania – czyli dołki, po których już tylko rosło. Ostatni w 2009. Polowanie na dołki może się równie dobrze okazać łapaniem spadających noży.

Zadaje też pytanie – czy faktycznie powinniśmy uczyć się rynku, śledzić serwisy giełdowe, czytać profesjonalną prasę – skoro przecież to samo robią analitycy w wielkich funduszach i bankach. Oni z nami zawsze wygrają pod względem dostępu do informacji, a jednocześnie oni… też się straszliwie mylą.

I co twierdzili w 2007 roku fachowcy? Że Polskę czeka jeszcze kilka lat hossy, co najmniej do 2012 roku, czyli do Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. Skoro Polska ma być współgospodarzem ME, to czekają nas gigantyczne inwestycje i tym samym zapowiada się utrzymanie wzrostu gospodarczego przez kolejnych kilka lat, co oczywiście przyczyni się do kolejnych wzrostów na giełdzie.

Co powinien zrobić zwykły człowiek? Tak naprawdę to określić sobie cel i wybrać w miarę automatyczny plan jego osiągnięcia. Hasłem jest – zacznij inwestować, nie tracąc pokory wobec praw rynku, a najważniejsze chyba zdanie książki to:

Jedynym skutecznym narzędziem pokonania zgubnego strachu może być tylko obawa przed poniesieniem innych, bardziej bolesnych strat.

Jeśli celem jest emerytura, to trzeba sobie zdać sprawę, że spadki naszych oszczędności są nie tylko możliwe, ale całkowicie pewne. W ciągu kilkudziesięciu lat będzie kilka hoss i bess. Jeśli nie zaryzykujemy (mądrze), to po prostu nic nie zarobimy. Ponieważ nie jesteśmy w stanie niczego przewidzieć, jedyne co możemy zrobić, to zacząć regularne wpłaty, najlepiej w momencie bessy. Można np. inwestować nie nasz kapitał, a tylko to co zarobiliśmy przez rok na lokacie – czyli np. te 4% rocznie. To pozwoli nam ten nóż… łapać mądrze.

Pamiętaj, że wybierając jedną ze strategii stopniowego wchodzenia w rynek do wysokości 20%, de facto godzisz się z ryzykiem, iż nóż może spadać jeszcze niżej, i to przez wiele lat, a jednocześnie jesteś zabezpieczony przed innym, o wiele poważniejszym w skutkach ryzykiem — niespełnienia się tych pesymistycznych prognoz.

Po tych 20-30 latach taka strategia ma się opłacić. Rogala wyjaśnia też zalety podatkowe IKE, choć to oczywiście wróżenie z fusów, kto wie, co nasz rząd wymyśli za 20 lat.

Gdy nasz cel jest bardziej ambitny, np. słynna „wolność finansowa”, trzeba różnicować inwestycje, zabezpieczając każdy z trzech poziomów tej wolności, który uda nam się osiągnąć. Tu powoli dochodzimy do science-fiction, ale autor uczciwie ostrzega, jakie są założenia takiego modelu.

Co mi się w książce nie podobało, to dość oczywiste zachęcanie do funduszy akcyjnych, bez zwrócenia uwagi na ich wady, przede wszystkim ogromne prowizje. Autor nie pisze ani razu o alternatywie, którą mogą być tańsze fundusze indeksowe (ETF),. Niestety na polskim rynku jest ich wciąż niewiele. Sam autor przyznaje się do gry na giełdzie i jest to również pouczająca historia. Zyskiwał często przypadkowo – np. wyjechał na wakacje i sprzedał wcześniej akcje, żeby się nimi nie przejmować – a tu przyszła bessa. Po wielu latach sukcesów, tak uwierzył w swoją nieomylność, że… zaczął popełniać błędy. Pikanterii dodaje tu fakt, że Rogala pracował od lat 90. w branży finansowej i wspomina wiele nietrafnych rad, których udzielał…

Podsumowując – jeśli chodzi o psychologię „Rozważny inwestor” prezentuje dość świeże podejście, podobnie jeśli chodzi o strategię postępowania. Do konkretnych symulacji można się przyczepiać, ale ja jestem trochę innym typem inwestora, bo interesuję się trochę bardziej rynkiem, a jednocześnie próbuję określić czy mi się to opłaci, czy jednak lepiej wrócić do mniejszego zaangażowania – takiego jakie sugeruje autor.

Książka do kupienia w Helionie, ja mam e-booka – link do porównywarki.

Ocena: 7/10.

Brak komentarzy (na razie)

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: