VrooBlog

VrooBlog

„To MOJE miasto, MOJE i MOJEGO samochodu.” Naprawdę?

poniedziałek, 8 października 2012 15:38

Wczoraj miała miejsce kolejna edycja Biegnij Warszawo. Wystartowałem i ja, poprawiając wynik sprzed roku o 4 minuty i zajmując wśród niecałych 10 tysięcy osób, zaszczytne 8691 miejsce. :-)

Ale chciałem o czym innym. To był druga pod rząd niedziela z biegaczami w centrum miasta, tydzień wcześniej odbył się Maraton Warszawski. I znów po różnych forach pojawiają się narzekania. Oto przykładowe – nie tak napastliwe, jak inne:

Wszystko wspaniale, jest jedno ale – dlaczego przy wytyczaniu trasy, organizatorzy robią to tak, że przesadnie utrudniają życie mieszkańcom Warszawy. Trasa „Biegnij Warszawo” zamknęła w kotle na kilka godzin spory kwartał Śródmieścia.

Nikt nie podnosi głosu w interesie mieszkańców a na forach przytyka się przeciwnikom tych utrudnień, że są lenie, że przykleili się do samochodu, że to raz w roki na kilka godzin i  można przeżyć bez samochodu.

To bardzo niepokojące – w imię sportowej kultury ignoruje się sporą liczbę mieszkańców miasta, dając im to zrozumienia, że ich protesty to zamach na zdrowo żyjących sportowców amatorów, co w samo sobie jest co najmniej nie na miejscu.

Rozumiem konieczność takich imprez sportowych. Żądam jednak, aby organizatorzy naprawdę postarali się sprowadzić utrudnienia do minimum. W Warszawie można wytyczyć trasę tak, aby uniknąć kotła i zapewnić odpowiednie objazdy. Dlaczego nie biegnie się bulwarami nad Wisłą? Warszawa ma lasy, łąki i pola. Czy część trasy maratonów nie może przebiegać właśnie przez nie?

Domyślam się, że chodzi o reklamę. Pytanie czy przedkładanie interesu reklamodawców i sponsorów nad interes mieszkańców, zwłaszcza tych rzeczywiście odciętych przez utrudnienia, jest słuszne?

No właśnie. Czy naprawdę mieszkańcom dzieje się krzywda?

Faktycznie, jeśli bieg jest w pętli, to przez pewien czas fragment miasta zostanie „odcięty” na godzinę czy dłużej, choć zwykle policja szybko otwiera ulice, przez które ludzie już przebiegli.

Ale przecież istotą większości imprez biegowych na świecie jest to, że biegacze „przejmują” miejsca, które do tej pory zawsze były zajęte przez samochody – czyli właśnie  centra miast. Zresztą i tak nie w całości. Podczas wczorajszych 10km, jedna jezdnia Czerniakowskiej, Marszałkowskiej czy alei Ujazdowskich była wolna i tam ruch odbywał się normalnie. A że trzeba trochę było poczekać na przejazd – no trudno, można było sobie inaczej zaplanować niedzielę.

A może by tak na 3 godziny imprezy biegowej przesiąść się do komunikacji miejskiej, albo na własne nogi? Bo liczba miejsc, do których nie można dojechać była naprawdę niewielka.

Poza tym – kto powiedział, że ulice są tylko dla samochodów? Sorry, ja nie mam samochodu, a też płacę podatki, z których się buduje i remontuje te ulice. Dlaczego ktoś nas wysyła na pola i lasy? Równie dobrze biegacze mogą spytać, dlaczego samochodziarze nie pojadą w weekend na rower do Kampinosu…

Owszem, Warszawa ma problem różnych blokad ulic. W piątek wielka dziura na budowie metra, zamknięta znów Marszałkowska, ale… panie pielęgniarki musiały zrobić swoją demonstrację!

Ale cały czas wraca pytanie – do kogo należą ulice i czy na pewno wyłącznie do posiadaczy samochodów. Organizacja biegu jest okazją, żeby z ulic mogli skorzystać także inni.

Masowe biegi są też okazją do świętowania – zebrania się ludzi przy ulicach i kibicowania. Na Maratonie było sporo kibiców. Wczoraj – pojedyncze osoby. Choć to sprawiało, że jak jakaś pani machała z okna, to kilkadziesiąt osób jej odmachiwało i klaskało. Atmosfera była nadal sympatyczna.

A jako dokładka, trochę zdjęć z Maratonu tydzień temu (byłem kibicować na Ursynowie), z finiszem na Stadionie Narodowym.

Więcej na Google+.

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. marjolaine

    Takie maratony to naprawdę paraliż niektórych rejonów miasta. Z własnego doświadczenia wiem, że taka Czerniakowska i Gagarina były zamykane dla ruchu na cały dzień. To nie była godzina, dwie, ani nawet trzy. Zamykali dużo wcześniej, żeby zatrzymać ruch i dopiero jak wszyscy przebiegli otwierali znowu. I teraz wyobraź sobie, źle się czujesz, ale nie na tyle, żeby przyjechało pogotowie i musisz drałować trzy przystanki na Belwederską do najbliższego autobusu (po Chełmskiej już prawie nic nie jeździ). To naprawdę nie fair. Biegajcie sobie po lasach i bulwarach nad Wisłą, dotlenicie się, a nie utrudnicie ludziom życia.

  2. slawek

    Niektórym widać marzy się to: http://www.theatlanticcities.com/neighborhoods/2013/01/america-walking-disaster/4409/ Trzeba to zwalczać póki czas.

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: