VrooBlog

VrooBlog

Nasz polski Euro-kompleks

środa, 30 maja 2012 11:41

Na początku znany kawał.

Mąż dowiedział się, że gdy wyjeżdża do pracy, jego żonę odwiedza w sypialni „piękny Romek”. Pomyślał, że schowa się w szafie i będzie podglądał, aby przyłapać żonę na zdradzie. Faktycznie, przyszedł młody, wysoki, przystojny facet. Wreszcie jego żona też zrzuca swój szlafrok i w tym momencie mąż: „Boże, jaki wstyd przed Romkiem!”.

Mniej więcej takie jest podejście mediów do tematu Euro. Boże, jaki wstyd przed kibicami! Bo zobaczą, że inwestycje nieskończone i …tu dalsza litania tego co nam się w Polsce nie podoba.

Do Warszawy (bo tutaj przyglądam się tematowi) przyjedzie kilkadziesiąt tysięcy osób na 5 czy 6 meczów, które rozegrane zostaną na Stadionie Narodowym. I co z tego? Imprezy na taką liczbę ludzi są regularnie. Metallikę na Bemowie (czyli totalny wygwizdów, kilkanaście km od centrum!) obejrzało 30 tysięcy ludzi. Sting parę lat temu na Służewcu ściągnął podobno 150 tysięcy ludzi. Na msze papieskie przyjeżdżały setki tysięcy. Jakoś ci ludzie dojechali, zakwaterowali się, przeżyli kilka dni i od tego państwo się nie załamało. To taka wielka różnica, że przyjadą kibice i z innych krajów? Spokojnie, poradzą sobie.

Dlaczego takich kompleksów nie mają np. Włosi czy Hiszpanie? Wróciłem parę dni temu z Madrytu, gdzie w restauracjach niemal nie można się dogadać po angielsku, mimo że turystów jest tam mnóstwo. Czy to sprawia, że turyści nie przyjeżdżają i że bawią się gorzej? Czy media hiszpańskie mają kompleksy na tym punkcie? A przecież Polacy znają języki coraz lepiej, od paru lat nie spotkałem się z przypadkiem, że ktoś w restauracji nie został obsłużony po angielsku.

Oczywiście, możemy mieć kompleksy związane z tym, że wybraliśmy do władzy idiotów, budujących najdroższe autostrady i stadiony na świecie, albo dających korporacji UEFA przywileje, jakich nie dostała w historii IIIRP żadna inna organizacja. Choć oczywiście to kompletnie nie obchodzi odwiedzających nas turystów.

Tak jak w kawale, mąż zapomina o tym że żona go zdradza, tylko myśli o tym jak wypadła – tak samo zapominamy o tym, że rachunki za tych kibiców, stadiony, autostrady i UEFA zapłacimy w podatkach. Ale o tym cisza. Gdy tylko ktoś wspomni na absurdalność tych inwestycji, od razu jest uciszany, a daj spokój, przecież stadiony się przydadzą, kibice rozgłoszą dobre imię Polski, a wobec UEFA nie powinniśmy się wstydzić. I tak oto wstyd powraca jako lajtmotiw polskiego myślenia o Euro i staje się ważniejszy od zdrowego rozsądku.

PS. Jak dostałem informację na priv, z tym przepłacaniem za autostrady i stadiony nie jest do końca tak, jak piszę i jak donoszą media. Na pewno drogo wyszła Warszawa ze stadionem, inne miasta podobno jednak według standardów.

Komentarz - jeden samotny

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. rozalka

    Nie ukrywam, że Twój tekst jest jedynym pozytywnym głosem na temat Euro, jaki usłyszałam w ostatnim czasie. Coś w tym jest.

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: