VrooBlog

VrooBlog

Wiedźmin II – dużo frajdy i zawiedzione oczekiwania

sobota, 4 czerwca 2011 20:05

„Wiedźmin II – Zabójcy Królów” był pierwszą w moim życiu grą, którą kupiłem przed premierą. Co więcej, był też pierwszą, którą kupiłem w roku wydania! Bo dotąd z gier kupowałem głównie starocie, gdy były tańsze, no i gdy mój komputer był w stanie je uciągnąć.

Dlaczego kupiłem? No, bo w 2009 zaopatrzyłem się w Wiedźmina I, w edycji rozszerzonej – i kompletnie mnie zachwycił. Nie spodziewałem się, że tak dobrze można oddać realia świata Sapkowskiego, łącznie z jego kulturą i niełatwymi wyborami moralnymi, jakie czekały bohatera. To jedna z niewielu gier, która wciągnęła mnie na parę tygodni tak, że ignorowałem cały świat (poza konieczną pracą zawodową) i grałem, grałem, grałem – a z przechodzeniem misji pobocznych gra była bardzo długa.

Dlatego niewiele myśląc wysupłałem ponad 200 złotych na Edycję Kolekcjonerską drugiej części (wraz z dodatkowym poradnikiem), która tak oto prezentowała się po otwarciu:

Wiedźmin II na biurku

Czego tam nie było. Album, mapa, naklejki, karty, kości do gry, dodatkowe DVD z filmami i CD z muzyką, nawet trochę obtłuczona głowa Geralta.

No a sama gra miała być dla posiadaczy edycji kolekcjonerskiej aktywowana dzień wcześniej. Wszyscy czekali na północ… I nic się nie stało. Producent miał kłopoty i przez kilkanaście godzin zapowiadał że ruszy, a ruszyć nie chciało. Ja nie byłem tak napalony, ale troszkę się wkurzyłem. W końcu można się było zabrać za grę. Niestety roboty dużo, więc skończyłem dopiero dzisiaj, po 3 tygodniach.

Uczucia bardzo mieszane. Gra jednak krótsza od jedynki, może ze 2 razy, mało ciekawych misji pobocznych, no i fabuła, która mnie … nie wciągnęła. Niby powiązano ją z historią z pierwszej części, nawet dołożono wyjaśnienie, co się działo między książkową sagą i pierwszą częścią (gdy Geralt stracił pamięć), ale… nie przekonało mnie to. Opowieści brzmiały jak takie typowe historyjki fantasy, które w tego typu grach trzeba włożyć, żeby gracz mógł wreszcie przejść do machania mieczem. Słuchałem kolejnych ekranów z dialogami i … nie rozumiałem co sterowany przeze mnie Geralt właściwie w tym wszystkim robi. Fałszywą nutą brzmiały też inne dialogi z gry – znając Sapkowskiego niemal na pamięć wiem, w którym miejscu cytują jakiś fragment z Sagi, aby stwierdzić… że jest to miejsce kompletnie przypadkowe.

Grę można przejść dwa razy, bo pod koniec pierwszego aktu (chyba najbardziej klimatem przypominającego I część) podejmujemy decyzję, po stronie której z głównych postaci się opowiemy, no i wtedy inaczej wyglądają akt II i III. Ale to jednak nie zmienia faktu, że ja tej nielinowości nie czuję. Nie czuję wpływu na to co się dzieje w grze. Tak jakbym był łupiną rzucaną przez scenarzystów.

A przeszedłszy do szczegółów.

Co poprawili:

  • Bardziej realistyczne i użyteczne jest zarządzanie dobytkiem. Geralt może unieść tylko 250 jednostek (funtów? kilogramów, hehe?) różnych rzeczy, które swoje ważą, a powyżej staje się bardzo wolny.
  • Ułatwiono alchemię – nie trzeba się uganiać za odpowiednimi alkoholami i pilnować czy jakiś eliksir ma domieszkę rubedo, czy albedo.
  • Ułatwiono, czy raczej uporządkowano rozwój postaci – mamy mniej wyborów, ale łatwiej jest ich dokonywać.
  • Realistyczne walki w prologu i pierwszym akcie. Postać nie jest wtedy jeszcze rozwinięta, trzeba bardzo uważać, bo parę ciosów zwykłego żołnierza może nas zabić, szczególnie na początku gdy uciekamy z więzienia.
  • Wreszcie na coś przydają się inne znaki. Ostatnia część Wiedźmina I to nawalanie w przeciwników znakiem Igni, bo on załatwiał sprawę. Tutaj nie ma tak nudno. Bardzo przydaje się Quen czyli tarcza wokół Geralna, bez niej nie ma co podchodzić do niektórych przeciwników. No i dobrym pomysłem jest Yrden, czyli magiczna pułapka – to też pomaga. Znaki dają różne możliwości rozgrywania pojedynków. Gdy zechcemy rozwijać postać wg ścieżki czarodzieja – wtedy potężne znaki się przydają i nimi można załatwiać walki. Choć bez walenia mieczem i tak się nie obędzie. Ale patrzmy na sterowanie grą…
  • Miasta faktycznie tętnią życiem. Można chodzić i słuchać tylko dialogów, które anonimowe postaci prowadzą ze sobą.
  • Mniej chodzenia. To była jedna z wad Wiedźmina I, żeby się gdzieś dostać, trzeba było iść, iść i iść. Tutaj lokacje są mniejsze, a może po prostu Geralt szybciej chodzi.
  • Jeśli kompletnie sobie nie radzimy, można zmienić poziom trudności w trakcie gry! Trzy razy z tego skorzystałem.

Co popsuli:

  • Sterowanie grą. Wiedźmin wyjdzie w listopadzie na konsole, ale już teraz sterowanie nim wygląda jakby przygotowane pod pada. Najgorsze jest to, że w jednej chwili można mieć aktywny tylko jeden znak, czyli jak chcę się zabezpieczyć tarczą Quen, i chwilę potem postawić pułapkę Yrden, albo posłać przeciwnikowi Igni, to muszę się przełączać. Są teoretycznie skróty klawiszowe, ale one … działają jak chcą.
  • Grafikę!!! Parę razy grając w Wiedźmina I byłem po prostu zachwycony tym co widzę, szczególnie w scenerii wiejskiej. Tutaj razi „cyfrowość” tego świata, no i jego przegadanie. Grafiki jest po prostu za dużo, ona przytłacza i bynajmniej nie zachwyca, a przeszkadza w skupieniu się na grze.
  • Grę w kości – jest jeszcze bardziej denerwująca niż w pierwszej części. Odpuściłem więc sobie kompletnie misje z nimi związane.
  • Nierealistyczne sklepy – jak to jest że miecz mogę sprzedać każdemu napotkanemu handlarzowi? Tak samo, łatwo bardzo zarabiać pieniądze, choćby zbierając wszystko co się da i sprzedając komukolwiek bądź. Albo wyzywając paru przeciwników do walki na pięści, czy siłowanie na rękę.
  • Ucieszyłem się, zdobywając dość szybko porządne bronie. Ale brakowało właśnie tego, co w pierwszej części – żeby zdobyć naprawdę porządny miecz, trzeba było zarobić np. 1000 orenów (co było tam bardzo trudne i wymagało robienia misji pobocznych), albo trzeba było zakończyć też trudną misję. Tutaj miecze walają się niemal po ulicach, a żeby dostać najlepszą zbroję w grze trzeba … być jasnowidzem i zachować pewne składniki z poprzednich aktów. No, chyba że ktoś przeczytał poradnik i będzie pamiętał.
  • Kolorowy poradnik wydany przez Axel Springer rozczarował mnie – bo pod względem treści, jest to niemal to samo, co w poradniku dostępnym z samą grą, tyle, że dodano ilustracje.
  • Ta nagłaśniana niesamowicie „dorosła erotyka”, jaka miała zastąpić „kolekcjonowanie zdobyczy”, ograniczyła się do bodaj 2 scenek. To już wolałem rozwiązania z pierwszej części.

Było parę wieczorów, gdy dobrze się bawiłem. Ale generalnie czuję niedosyt i trochę żałuję, że kupiłem tę edycję kolekcjonerską, skoro Premium w Tesco za 80 złotych. Nie, żebym uważał, że gra jest zła. Ale nie przyniosła mi takiej satysfakcji jak pierwsza część. Twórcy wykonali mnóstwo świetnej roboty, ale skierowali ją nie tam gdzie należało. Pokomplikowano fabułę, zbytnio ułatwiono pewne rzeczy i popsuto satysfakcję z kończenia gry. No i samo zakończenie – widać, że już szykują się pod kolejną część. Za parę miesięcy przejdę grę jeszcze raz, choćby po to aby sprawdzić ile prawdy jest w tych „16 zakończeniach”. Z poradnika widzę, że niewiele.

Czy kupię Wiedźmina III? Kupię. Ale poczekam pewnie wcześniej na wydanie odpowiednich łatek, albo w ogóle na edycję rozszerzoną, porządny poradnik (pokazujący, co jeszcze fajnego można zrobić, a czego gra nie odkryła). I wtedy już bez specjalnych emocji usiądę i zobaczę, co tym razem wymyślili spece z CD Projekt.

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. Viatoro

    Nie grałem jeszcze w dwójkę, ale raczej ze względu na to, żeby mnie nie kusiła, a teraz nie mogę sobie pozwolić na granie. Niemniej trochę co do pierwszej części się nie zgodzę. Po pierwsze, tam 2 decyzje w czasie całej gry miały tylko wpływ na główną oś fabuły i obie były mniej więcej w 2/3 gry. Niezgodność z sagą też była widoczna dość mocno (echinopsy to nie rośliny!). Najpotężniejszy miecz w grze leżał na bagnach, strzeżony przez zwykłe potwory (jaskółka, miecz i jedziemy:). 1000 orenów kosztowała najdroższa kurtka, a pieniądze zdobyłem… grając w kości:) Bo pieniądze przeciwnika powracały co wyjście z lokacji, a stawki miał duże:) Misje na wsi mnie zawiodły graficznie i silnikowo, naprawdę uboga okolica, wciśnięta wręcz na siłę, ludzie przywiązani do tej małej osady. Miasto tętniło życiem, wieś to duży teren, który wyglądał jak wymarły, chyba najbardziej znienawidzona przeze mnie lokacja w jedynce.

    Nie można też zaprzeczyć, że po finale jedynki było widać, że szykuję się na dwójkę, więc nie zaskakuje mnie, że po finale dwójki widać, że robią trójkę (swoją drogą nieoficjalnie już zapowiadana:).

  2. Tomek

    11 lat temu po ukończeniu Diablo II zakończyła się moja przygoda z grami. Brak czasu i inne priorytety. Ale sentyment trochę został :)

  3. Kamilos D.

    @Viatoro
    Miecz Gwalhir, leżący na bagnach nie był potężny. Lepsza od niego była kosa z 3 kawałków czerwonego meteorytu, możliwa do zdobycia już w I akcie.
    Co do wioski Odmęty z aktu IV… Lokacja ta bardzo mi się podobała. Ten świetny klimat, ciekawe questy… :)

  4. VrooBlog » Wiedźmin 3 – łatwo, pięknie i z rozmachem

    […] cztery razy. Drugą kupiłem w edycji kolekcjonerskiej i potem przeszedłem trzy razy. Pisałem też o niej na blogu w 2011. Zawiodła mnie pod paroma względami, na trójkę postanowiłem więc poczekać i nie […]

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: