VrooBlog

VrooBlog

Helsinki w kwietniu

piątek, 10 czerwca 2011 23:31

Do Helsinek trafiliśmy dość przypadkowo. Wiedzieliśmy, że z Tallina kursują tam promy przez Zatokę Fińską, ale że decyzję podejmiemy na miejscu. W porcie okazało się, że owszem, bilety tam i z powrotem są, jedzie się w każdą stronę dwie godziny i przyjemność ta kosztuje 50 euro. Sarkałem trochę na cenę, ale Ewa przekonała mnie, że w końcu taka okazja się nigdy nie zdarzy. I miała rację, bo po co miałbym jechać specjalnie do Finlandii?

Tu trzeba powiedzieć, że prom jest jednym z dwóch sposobów dostania się z Estonii do Finlandii. Jest jeszcze samolot, bo droga lądowa wymagałaby dłuuugiego objazdu przez Rosję. Prom jest tańszy, więc ludzie podróżują nim masowo. Pierwsze promy odpływają rano, ostatnie wracają o północy, prawdopodobnie więc niektórzy Estończycy dojeżdżają w ten sposób do pracy w Helsinkach, nie jest to bardziej uciążliwe niż np. podróże z Łodzi do Warszawy. Z kolei cel podróży Finów to zakupy. Koło portu w Tallinie roi się od sklepów z alkoholem, który kosztuje mniej więcej tyle co u nas, ale jest znacznie tańszy niż w Finlandii. Niektórzy więc przyjeżdżają, na wózeczek ładują parę kartonów wódki (do 80%), no i godzinę później są znowu na promie. :-)

Pierwsze wrażenie, gdy wpływamy: tu się ciągle coś buduje! Tak oto kawałki morza są wyrywane i powiększany jest port.

Port sam wita nas zapewnieniami, że chce być dobrym sąsiadem.

Potem kilkanaście minut spaceru po placu budowy (nie bierzemy autobusu) i wreszcie jakaś cywilizacja.

Helsinki są miastem uporządkowanym, sterylnym, idealnie pasującym do naszego wyobrażenia o skandynawskich porządkach.

Świątynie – jak ta Katedra na placu Senackim – monumentalne. Jednocześnie w środku puste i mało zajmujące. Protestantyzm.

A przed katedrą pomnik cara Aleksandra II – którego my dobrze nie wspominamy, ale Finowie może i lepiej. W końcu to carowie ufundowali też katedrę.

Wielu mieszkańców…

Najzabawniejsze są te sowy, prawda? ;-) Szliśmy sobie ulicą, zaczepia nas jakiś facet i pokazuje na dach pobliskiego budynku.

Po całym dniu zwiedzania wracamy na prom, można sobie wygodnie usiąść, wziąć coś do picia i przeglądać zdjęcia…

Więcej zdjęć w albumie na Picasie.

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. Tomek Sz.

    Dwa lata temu byłem i w Tallinie, i Helsinkach. Tallin – Praga północy, równie urocza tyle że mniej zatłoczona. Piękne, średniowieczne centrum, uliczki, kamieniczki, mury obronne. Chciałbym tam jeszcze raz pojechać, może znowu trafi się jakiś pretekst. Helsinki – bo ja wiem, czy takie znowu ‚sterylne’? Faktem jest, że pod wieczór robi się w centrum pustawo, ale miasto jakich wiele. Przy pięknej pogodzie (a taką miałem i tu, i tu) widok białej katedry na tle błękitnego nieba robi wrażenie. Pomnik cara Aleksandra też uchwyciłem na zdjęciu – z tym, że na głowie samodzierżawcy przysiadła wdzięcznie mewa. Wygodnie jej tam musiało być bo siedziała dobre 20 minut…:)

  2. Vroo

    No ja o Helsinkach myślę trochę w kontekście Yes w listopadzie :) Podobno też mają tam wystąpić, choć na Yesworld jeszcze nie ma daty.

  3. ewa777

    Okropnie drogo w tej Finlandii. Chyba najciekawsze jest południe. W Helsinkach ciekawy kościół podziemny.

  4. Nictowujek

    bo zajrzalem to cos napisze. Helsinki to wioska przy reszcie Skandynawii. Nastepnym razem wybierzcie sie koniecznie do Sztokholmu tak jak przybyliscie do HEL. Poczujecie zasadnicza roznice :) W cenach rowniez. Ja z Helsinek najbardziej lubie Stockmana – moj ulubiony dom towarowy. Najwiekszy w calej Skandynawii :) No i te sklepy Ittalla, Artek czy Marimeko. U nas tego nie ma nigdzie :(

  5. Łukasz

    Ładnie jest w Helsinki, super zdjęcie z sowami.

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: