VrooBlog

VrooBlog

Vroo biega – część III: kolejne zmagania

czwartek, 11 listopada 2010 22:30

No i pięć miesięcy minęło. Jest listopad, a ja zacząłem na początku czerwca. Sam się sobie dziwię, że tyle wytrzymałem.

58 biegów, ponad 200 kilometrów. Buty się już mocno zużyły. :-)

Jednak endorfiny po każdym bieganiu robią swoje. Gdybym wychodząc mógł jedynie oczekiwać potu i trudu, nie zawsze bym się przekonał, bo motywacje takie jak „schudnę” są wprawdzie szczytne, ale i wiotkie. A tymczasem nie muszę się przekonywać, wiem że samo bieganie da mi wiele radości, że samo bieganie jest nagrodą za bieganie. Endorfiny czekają.

W poprzedniej części pisałem o tym, jak to po raz pierwszy bez zatrzymywania przebiegłem 30 minut. Potem wyjechałem na wakacje. Powrót po 2 tygodniach nie był łatwy i nastąpiło to, czego mogłem się spodziewać – nie byłem w stanie ponownie zrobić 30 minut. Tragedia? No nie, biega się dalej. No i „dalej”, dosłownie, bo zacząłem się bawić w tak zwane „wycieczki biegowe”. Bardzo tak zwane, bo prawdziwa wycieczka biegowa trwa do 4 godzin, moje trwały 1:00 – 1:20. Zaczynałem jakimiś 20 minutami biegu, gdy się zmęczyłem, szedłem, potem znowu biegłem i znowu maszerowałem. W efekcie zacząłem przekraczać już 10 kilometrów, a kilka razy trafiłem w rejony, gdzie wcześniej docierałem tylko na rowerze.

Mijały tygodnie i stopniowo zacząłem znów się poprawiać. Skarżyński proponował 6-tygodniowy plan dochodzenia do ciągłego biegu godzinnego. Jeszcze nie udało mi się go zrealizować, choć mniej więcej trzymam się jego głównych ram. Robię np. tzw. przebieżki, czyli po biegu 20-25 minutowym 30-sekundowe odcinki przyspieszeń, które wystarczają, żeby doprowadzić moje tętno powyżej 180.

No właśnie, mówiąc o tętnie, stałem się trochę niewolnikiem pulsometru, bo gdy mnie ostrzegał że mija 178 (95% maksymalnego), to wiedziałem że już nie wytrzymam więcej, muszę zwolnić lub przerwać (gdy bardziej zwolnić się nie da). Podobno po paru miesiącach poprawia się już wydolność i np. tętno po wysiłku szybciej spada. Ja od lipca tego jednak u siebie nie zauważyłem. Czyżbym więc biegł dłuższe dystanse tylko dlatego, że robię to wolniej i później się poddaję? :-)

Na razie mój najdłuższy ciągły bieg to 7,5km w 50 kilka minut. Ustawiłem sobie w zegarku tzw. „wirtualnego partnera”, który miał mnie prowadzić w tempie 7:15 / km. Oczywiście, ruszyłem za szybko i Wirtualnego miałem już po chwili 30 metrów za sobą. No, ale potem już się tych 30 trzymałem i cud – gdy biegnie się spokojnie, bez zrywów, biec można znacznie dłużej. Inna sprawa, że wirtualny partner wyłącza śledzenie pulsu, dopiero w domu sobie zobaczyłem, że pod koniec i tak przekroczyłem maksima.

Zastanawiam się, czy ktoś to dalej czyta. ;-)

Jeszcze napiszę o swoich startach w biegach, a właściwie tym, dlaczego nie wystartowałem. Najpierw 3 października było 10km „Biegnij Warszawo”. Nie myślałem nawet o starcie, bo wtedy nie przebiegłem jeszcze nigdy 10km. No, ale tego samego dnia wyszedłem do lasu i tą swoją marszobiegową metodą zrobiłem 10 km w czasie 1:20. Nie imponuje, ale jak sprawdziłem w wynikach… wyprzedziłbym z tym czasem ze 300 osób. :-) Co z tego ze po 70-ce, albo z małymi dziećmi.

Potem był wspominany w poprzedniej notce Minimaraton Stara Miłosna. 7 kilometrów już biegam i powinno być w moim zasięgu. Nie wystartowałem, bo cały tydzień wcześniej byłem przeziębiony, no i …nie chciałem być przedostatni. To już nie jest bieg masowy, ci co biegną, mają jakąś kondycję, więc z czasem rzędu 50-52 minut wyżej bym nie był.

Ktoś powie: ale przecież liczy się start, po co przykładać taką wagę do miejsca? Niby tak. Ale wiem, że jeśli wystartuję, to złapie mnie duch rywalizacji. Nie pobiegnę na te 7:15, tylko szybciej, no i szybko zabraknie mi sił. Wtedy dobiegnę do końca siłą woli i na granicy zawału :-) albo też bieg ukończę marszem, wtedy na ostatnim miejscu (pani z kijkami nie liczę). No i nie chcę mieć takiego doświadczenia, wolę wystartować gdy będę gotowy.

Z drugiej strony pamiętam swoje pierwsze występy w turniejach Scrabble (dla zainteresowanych: moje statystyki), gdy przez cały dzień udawało mi się wygrać jedną partię, a przegrywać z 12-latkiem i facetem po porażeniu mózgowym. ;-) Miałem wtedy totalnego doła i chciałem sobie dać z tym spokój. No, ale praktyka robiła swoje, potem zdarzało mi się zajmować niezłe miejsca i okazjonalnie wygrywać (z dużą pomocą przypadku) nawet z mistrzami Polski. Inna sprawa, że w bieganiu taki mistrz Polski musiałby chyba usnąć na trasie, żebym go dogonił. ;-)

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. marcinr

    Robert,

    Zastanawiam się jak można wygospodarzyć czas na bieganie. Ja jakieś 2-3 lata temu dość regularnie biegałem i nawet doszedłem do biegu ok. 1h (bardzo wolnego, ale zawsze), a zaczynałem tak jak Ty od programu 30min. Od dłuższego czasu się nie ruszam i przyznam, że brakuje mi tego. Z drugiej strony po pracy mam też inne zajęcia (od kilku miesięcy intensywna nauka j. niemieckiego). Do tego dochodzi „uzależnienie” od seriali i wiadomości ze świata. Teoretycznie można z tych ostatnich dwóch rzeczy zrezygnować, ale w takim razie gdzie tu czas na odpoczynek, zabawę i relaks?

    Zastanawiam się z czego musiałbym zrezygnować, żeby mieć na to czas. Na pewno nie chcę ograniczać snu, bo szkoda mi zdrowia.

    Takie bieganie to czas ok. 1h-1,5h co drugi dzień. Wiadomo, że sam bieg może za długi nie jest, ale zawsze czas schodzi na przygotowanie się do biegu, prysznic i rozwieszenie lub wypranie spoconych rzeczy.

    Masz jakieś sugestie? Jak to wpłynęło na twój dzienny harmonogram? Z czegoś rezygnowałeś?

  2. Vroo

    Marcin – ja pracuję w domu więc jest łatwiej, bo nie muszę zrywać się o 5 rano, albo biegać wieczorem. W lecie najczęściej wychodziłem rano przed śniadaniem, jakoś koło 6:30-7:00. Teraz biegam najczęściej przed obiadem, jakoś 14-15:00, na razie tylko raz biegałem po 18-ej przy latarniach.

    No ale ostatnio coraz częściej wchodzi w paradę jakiś deszcz czy spotkanie na mieście i nie zawsze mogę się wbić w ten termin przedobiadowy. Zaczynam więc trochę rzadziej i nie wiem jak będzie. Powiedziałem sobie, że nie zamierzam być hardcorem i będę biegał do pierwszych śniegów i mrozu. Może więc problem się sam rozwiąże. :)

  3. marcinr

    Za mną dwa biegi po długiej przerwie. Wielkim minusem jest to, że mieszkam teraz w dzielnicy blisko centrum, gdzie nie ma pod ręką terenów do biegania, dlatego wypuszczam się o 5 przed pracą żeby nie wchodzić ludziom w paradę co samo w sobie jest wyzwaniem.

    Obrałem sobie ten plan 10-tygodniowy. Startuję od 4 tygodnia.

    Jestem ciekawy czy starczy mi motywacji jak przyjdą mrozy. Wychłodzony pot przy takiej pogodzie nie należy do najprzyjemniejszych.

    PS. Jeżeli nie poddam się to za dwa miesiące odezwę się, może pomógłbyś mi wybrać pulsomierz? W tej chwili nie ma sensu żebym go kupował jeżeli zapał okaże się słomiany.

  4. marcinr

    Aha, jeszcze jedno. Czy kiedy zacząłeś biegać dłużej niż 30 min. nie zacząłeś mieć problemów z nogami? U mnie przy godzinnych biegach zdarzały się lekkie kontuzje, ale może to kwestia złych butów.

  5. Vroo

    Najlepiej załóż jakiegoś excela ze wszystkimi biegami i sobie podliczaj, to motywuje. :) Na mrozy to najważniejsze pewnie dobre ciuchy oddychające. Przy +5 wystarcza mi koszulka oddychająca z decathlonu + bluza też oddychająca kalenji (przez pierwsze 5 minut jest zimno, a potem już OK), pewnie koło zera jeszcze wrzucę polar.

    Pulsomierz czy GPS mogą być zbędnym wydatkiem, a mogę też motywować. Ja kupiłem po 1,5 miesiąca biegania i bardzo mi pomógł.

  6. Vroo

    Co do nóg – to chyba indywidualne. Mi nie wyrabiają np. łydki, wiem że ludzie mają problemy np. z bólem piszczeli. Większe problemy przy długim bieganiu mam nie tyle z nogami, co np. z bólem pleców, gdzieś w okolicach łopatek – prawdopodobnie mam złą postawę, albo za bardzo obciążam kręgosłup.

  7. VrooBlog » Vroo biega – część IV: pierwsze zawody

    […] trzecia część mojej biegowej epopei skończyła się w listopadzie ubiegłego […]

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: