VrooBlog

VrooBlog

Sierpień miesiącem trzeźwości, czyli o tym że Episkopat Polski nie myśli

poniedziałek, 2 sierpnia 2010 12:53

Zresztą jak może myśleć? Wszak to ciało złożone z biskupów w większości pamiętających Władysława Gomułkę, może tylko pochylać się z troską, nauczać, dziękować i podkreślać swoją pamięć.

Będąc skromną owieczką w trzodzie polskiego katolicyzmu, odniosę się do kuriozalnej inicjatywy „Sierpień – miesiącem trzeźwości”. Ogłaszana jest co roku i promowana (jeśli można tak powiedzieć) listem pasterskim, w tym roku „Abstynencja darem miłości”.

Idea jest taka: sierpień to miesiąc urlopów, wakacji, nie wypijaj dwóch piw przy wieczornym grillu, tylko ofiaruj to wyrzeczenie za tych, którzy alkoholu nadużywają.

No dobra, zaczynamy z grubej rury:

Pozostając w tej szczególnej atmosferze, w sierpniu wspominamy bohaterskie córki i bohaterskich synów naszej ojczyzny, którzy stawili opór inwazji bolszewickiej w 1920 roku, walczyli w powstaniu warszawskim, a także uczestniczyli w wydarzeniach sierpniowych 1980 r. Wspominamy ludzi służących Bogu i naszej ojczyźnie zgodnie z wymaganiami czasów, w których żyli. Pamięć i szacunek dla ich poświęcania skłoniły przed laty Episkopat Polski do ustanowienia sierpnia miesiącem abstynencji.

To jest typowe myślenie martyrologiczne. Coś, gdzieś, kiedyś wydarzyło się tragicznego – to po wsze czasy trzeba się umartwiać, zamiast się cieszyć, że poświęcenie ludzi z 1920, 1944 i 1980 się udało, że mamy wolną Polskę, w której mogę wypić toast za dobrą przyszłość.

Zachęta Kościoła do abstynencji często wzbudza kontrowersje i sprzeciw. Wynika to z niezrozumienia, czym jest abstynencja i jak wielką wartość niesie. W wymiarze religijnym abstynencja jest wynagrodzeniem Bogu za grzechy związane z alkoholizmem.

Czyli jeżeli jacyś ludzie nadużywają jakiegoś dobra – bo alkohol jest dobrem stworzonym dla człowieka, to wynagrodzeniem będzie rezygnacja z tego dobra? Czy to nie jest tak, że wtedy grzesznicy szantażują wiernych bo sami używając czegoś, zmuszają ich do rezygnacji? Czy rodzaj grzechu determinuje sposób wyrzeczenia?

Ciekawe, że Kościół nie idzie dalej. Wiele osób się objada (grzech) – może miesiąc dodatkowego postu jako wynagrodzenie? Wiele osób okrada państwo (grzech) płacąc niższe podatki, może płaćmy wyższe podatki? Wiele osób czyta niewłaściwe książki (grzech), to może nie czytajmy wcale książek?

No, w tym ostatnim się zapędziłem, ale to tak wygląda.

Ludzie walczący z alkoholizmem mają specyficzną, czarno-białą wizję świata, z dwoma skrajnościami: albo alkoholizm (czy nadużywanie), albo abstynencja.

Jak tacy abstynenci interpretują Biblię? Pamiętacie cud w Kanie Galilejskiej? Jezus przemienia wodę w wino i robi to dosyć hurtowo, bo stągwie kamienne do rytualnych obmyć były duże. Oczywiście wino z czasów biblijnych nie przypomina tego które dziś pijemy, było znacznie słabsze, żeby się upić, trzeba go było wypić sporo. No, ale w Internetowym Serwisie Abstyntenta czytamy:

Sugerowanie, że Chrystus objawił swoją boskość przez cudowne stworzenie ok. 480-720 litrów odurzającego wina dla pijanych gości weselnych (wśród których znajdowali się Jego uczniowie i matka ubolewająca, że skończył się alkohol, i prosząca Jezusa, aby dostarczył pijanym już weselnikom więcej wina) i że miało to ogromne znacznie dla Jego mesjańskiej misji, świadczy o braku szacunku dla Jego osoby.

I wniosek, że …  może to wino było bezalkoholowe? Tak to obsesja potrafi doprowadzić do własnych interpretacji.

Wracamy do listu.

Abstynenci dają piękne, odważne świadectwo, że życie bez alkoholu jest szczęśliwe i wartościowe. Pokazują, że picie nie daje takich korzyści i przyjemności, jakie obiecują reklamy. Uczą, że alkohol nie jest cudownym lekiem na problemy i złe samopoczucie. Abstynent stawia przed innymi pozytywne wyzwanie: mobilizuje do zastanowienia się nad postawami wobec alkoholu.

Nie są to rzeczy, z którymi bym się nie zgodził. Życie bez alkoholu może być szczęśliwe i wartościowe, podobnie jak życie bez innych rzeczy. Problem tego listu i sporej części ruchu abstynenckiego jest taki, że nie odpowiadają na pytanie „co zamiast?”. Jeśli modelem rozrywki przeciętnego polskiego faceta jest nawalanie się w trupa, a modelem rozwiązywania problemów jest tłumienie smutków w alkoholu, to nie wystarczy odstawić picie, trzeba zmienić oba te modele. Co Kościół uczy na ten temat? Niewiele:

Uczmy młodych, że przeżywanie przełomowych i radosnych chwil, odpoczynek oraz świętowanie sukcesów i osiągnięć, mogą być wyjątkowe bez alkoholu.

Pięknie i słusznie. Tylko, że Kościół nie pokazuje jak to robić. Pamiętam jak przy pierwszej komunii od wszystkich wyciągano przyrzeczenie zachowania abstynencji do 18 roku życia. Oczywistą sprawą jest, że większość go nie dotrzymała, zresztą mało kto pamiętał. Ale to jest charakterystyczne działanie moralistów – zakazać i nie pokazać alternatywy.

Do tego mamy ciekawą rozbieżność. Niby picie alkoholu nie jest grzechem (nadużywanie jest). Niby abstynencja to wybór dobrowolny. Ale pod koniec listu czytamy:

Trzeba ograniczyć ilość punktów sprzedaży, a także zakazać handlu alkoholem na stacjach paliw oraz między godziną 22 wieczorem a 8 rano. Trzeba też wprowadzić całkowity zakaz reklamy alkoholu.

Czyli tę dobrowolność ma ułatwić zakaz sprzedaży alkoholu? Ktoś tu wyraźnie na głowę upadł. Alkoholik (czy osoba ze skłonnością) sobie poradzi, będzie robiła zapasy, a zwykli ludzie znowu będą narzekali, że „Kościół znowu się wtrąca”.

Brak komentarzy (na razie)

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: