VrooBlog

VrooBlog

Dzieci niebios

niedziela, 28 lutego 2010 17:33

Dzieci niebios - plakat filmu

Są i inne światy. Te, w których zagubione buty oznaczają całe życie.

Konstrukcja filmu jest najprostsza z możliwych. I łatwa do wyobrażenia. Przecież bardzo podobną historię, w której dwóch braci wymieniało się butami i chodziło na zmianę do szkoły opowiadała mi moja babcia. Takie były realia życia przedwojennych wsi w Polsce B.

Tę inność w „Dzieciach niebios” widzimy na dwa sposoby. Po pierwsze z perspektywy dziecka, po drugie – z perspektywy biedaka w dzisiejszych czasach.

Patrzymy na świat z dziecięcą logiką. Zdajemy sobie sprawę, że ojca jest pewnie stać na buty, a nagrodę za pierwsze miejsce można sprzedać, ale nie ma to w tym momencie najmniejszego znaczenia. Bo skąd ma o tym wiedzieć dziewięciolatek?

A pogoń za zgubioną tenisówką? Może i efekciarskie, ale ileż w tym autentycznych emocji i determinacji dzieciaka, któremu zawalił się świat? Każdy kto był dzieckiem (a kto nie był!?)  przypomni sobie doskonale momenty, w których zdawało się, że już nic gorszego nie może się zdarzyć. Dzisiaj się z tego śmiejemy.

Konfrontację biedy z bogactwem pokazano w sposób olśniewający. Gdy mały bohater ze swoim ojcem wyjeżdzają ze swojej ubogiej dzielnicy i ruszają w świat autostrad, biurowców, ekskluzywnych willi. Nagle orientujemy się, że to XXI wiek. Że Teheran to nowoczesna metropolia. Nie ma tu podtekstu ideologicznego (w domyśle: lewicowego).  Przypominają mi się włoskie czarno-białe filmy z lat 50. Wielki świat. Wyzysk, bogactwo, bieda – i dziecko rzucone w ten wir „walki klasowej” – bo wtedy film stanowił narzędzie walki propagandowej. Masy robotnicze chodziły do kina, komuniści walczyli o zwycięstwo w wyborach.

Nie, film nie epatuje różnicami ekonomicznymi i nie każe nam współczuć biednym z powodu ich ubóstwa. Po prostu pokazuje inny świat, w którym bohaterowie czują się niepewni i przytłoczeni. A widz razem z nimi.

Gdzieś zupełnie umyka fakt, że „Dzieci niebios” to film irański. Że niby islam, fanatyzm, ucisk kobiet. Religia pojawia się gdzieś na marginesie, ot gdy widzimy ojca bohatera, który przygotowuje się do święta.

Cieszę się, że mogłem zobaczyć ten film i że są kina, które takie starocie przypominają.

Film „Dzieci niebios” obejrzany w kinie Luna  na początku 2005. Napisałem wtedy recenzję na bloga i zapomniałem o niej na pięć lat. :-)

Brak komentarzy (na razie)

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: