VrooBlog

VrooBlog

Archiwum bloga na Sierpień 2008.

Analfabetyzm wordowy

piątek, 22 sierpnia 2008 08:34

„Obsługa komputera: Word, Excel – bardzo dobrze”. Tak wygląda 80% CV ludzi aplikujących na stanowiska biurowe. Niestety w większości przypadków ta „obsługa” ogranicza się do umiejętności włączenia obu programów.

Na przykład znajomość stylów. Nie wyobrażam sobie pisania większych tekstów – takich powyżej 50 stron, bez używania stylów i wiedzy jak ich używać. Dla większości społeczeństwa wiedza ta ogranicza się do zaznaczenia że coś jest nagłówkiem lub nie. To, że można na przykład zmienić style każdego z nagłówków, że można je numerować, że można np. wymuszać przełamanie strony – jest dla większości autorów prac magisterskich wiedzą tajemną. W efekcie powstają może i dokumenty mądre, ale niechlujne. Jeszcze gorzej w pracy. Czytam rozmaite opracowania, analizy, audyty, które do mnie trafiają i widać, że autor nijak nie zatroszczył się, aby to miało jakiś wygląd. NIe chciał? Nie miał czasu? Nie umiał? No raczej to ostatnie.

Czy powinni uczyć tego w szkole? Oczywiście. Zajęcia „z worda” ma już teraz prawie każdy – ale potem idą na studia czy do pracy i zapominają. A uczyć się? Worda? Przecież to podobno oczywiste?

O pracy, szacunku i pieniądzach

środa, 20 sierpnia 2008 00:10

Czytam „Atlas zbuntowany”, rewelacyjną powieść Ayn Rand. Może nie tyle powieść, co fabularyzowany traktat ekonomiczno-filozoficzny będący bezwarunkowym opiewaniem idei wolności i kapitalizmu. Brzmi niezbyt atrakcyjnie? Niezbyt, ale w ostatnich 2 tygodniach poświęcam tej książce (jest ogromna, 1100 stron) każdą wolną chwilę i nie mogę się oderwać. Z jakiegoś badania przeprowadzonego w Stanach wynika, że tamtejsi czytelnicy stawiają „Atlasa” na drugim miejscu wśród książek, które zmieniły ich życie. Po Biblii. A dodać trzeba, że nauki Rand (sławiącej egoizm w skrajnej postaci) z Biblią niekoniecznie dają się pogodzić. ;-)

Osią książki są losy Dagny Taggart, współwłaścicielki i wiceprezesa firmy kolejowej. Widzimy ją w nierównej walce z absurdami amerykańskiego społeczeństwa, które zmierza prostą drogą do socjalizmu. Rand opisując relacje między bohaterami książki bardzo wysoko stawia ich stosunek do tego co osiągają zawodowo. Jeśli tylko bohater jest rzetelny w swojej pracy i kocha ją, ma na przykład prawo zarabiać tyle ile się da, jest również nienaganny pod innymi względami. Cukierkowe to i przerysowane, ale w tej książce ma sens.

Zacząłem się zastanawiać nad moim stosunkiem do ludzi, z którymi przychodzi mi pracować, a z racji wybranego zawodu przewijam się przez rozmaite firmy. Kogo szanuję, kogo ignoruję?

Szanuję chyba przede wszystkim ludzi, którzy robią coś lepiej ode mnie. :-) Tylko stykanie z nimi jest mnie w stanie czegoś nauczyć. Począwszy od tych, którzy są niemal ideałami, do takich, których podziwiam za jakiś wycinek, a za inne niekoniecznie. To ostatnie bywa trudne. Jeśli ktoś wyłącznie coś ode mnie potrzebuje, jeśli tylko ode mnie chce się uczyć, jak ja mam się uczyć? Czasami się udaje.

Podobnie jak Rand uważam, że dobry specjalista w dowolnej dziedzinie zasługuje na dobre pieniądze. Jeśli widzę porządną robotę, nie zdziwi mnie to, że ktoś zarabia na przykład parę razy więcej ode mnie – a takie sytuacje się zdarzały. Zresztą dlaczego miałbym komukolwiek zazdrościć? Umawiam się na jakąś stawkę i ona ma mnie zadowolić. Jeśli przesadzam (w jedną lub drugą stronę), to mogę tylko siebie winić.

Byłem zawsze przeciwnikiem tajności zarobków w firmach. Dlaczego w Stanach można powiedzieć jasno, że to a to stanowisko oznacza np. 80-90 tysięcy dolarów rocznie, a u nas nawet przybliżone widełki są ściśle tajne? Efektem tego jest, że jeśli nie znasz swojej wartości rynkowej, to będziesz pracował za np. półtora tysiąca zamiast czterech. Albo pięć tysięcy zamiast piętnastu. :-) Jeśli się dowiesz, a dowiedzieć się nie tak trudno (czynnik ludzki w systemach informatycznych najczęściej zawodzi), to pewnie frustracja jakaś jest. Przynajmniej widełki powinny być znane, choć to nie powinno ograniczać zarobków w górę.

No jasne, ktoś powie – mogę szanować kogoś kto zarabia więcej, ale jest naprawdę dobry. A co z ignorantami i obibokami, których w polskich firmach nie brakuje? Podpieranie się kim innym, gierki personalne i udawanie wielkiej aktywności. Miałbym na takie osoby jedną odpowiedź – one są na swoich warunkach, ja jestem na swoich. Jeśli to nie moja firma, to zatrudnianie debili jest problemem właścicieli, a nie moim. Jeśli z kimś takim muszę współpracować, staram się mimo wszystko nie pokazywać co myślę, ale operować faktami. Jeśli mnie nawet za to ktoś nie polubi, jego sprawa. Mamy robotę do zrobienia i nie musimy się lubić.

Na pewno pracuje się lepiej z ludźmi, którzy nie obmawiają cię za plecami, którzy chcą się swoją pracą (o ile coś robią) dzielić, a nie ukrywają jej, abyś przypadkiem czegoś się od nich nie nauczył. Jeśli pracuje się „w zespole” a i tak każdy wszystko robi osobno, to po co ten zespół? Kto komu mydli oczy? Po co ta farsa?

Stoję znów przed pewnymi decyzjami zawodowymi. Na różnych szalach stoją wygoda, pieniądze, możliwość uczenia się, ryzyko. Mieszam nimi i patrzę na jakim poziomie się wyrównają.

Kolejne kwiatki z Google

środa, 6 sierpnia 2008 22:23

Czyli – co ludzie wpisywali w wyszukiwarkach aby trafić na VrooBloga. Pierwsza część była dwa lata temu.

  • dawno nie mialem takiego doła (ja też)
  • tak kocham chlopaka ze niemoge sobie z tym poradzic (ach…)
  • czy segregacja śmieci ma związek z ekologią (radziecki)
  • kto zna kogo w bulgari (logika Google mnie zadziwia)
  • mózg w pralce zdjecia (brrr….)
  • kocham go ale będzie lepiej jak się rozstaniemy (słusznie, skoro masz takie dylematy)
  • maz nie ma orgazmu (współczuję)
  • mieszkamy od siebie bardzo daleko czy moze przetrwac taki zwiazek (nie)
  • seks analny a dziewictwo (ktoś ma bardzo poważny problem)
  • przepis na sledzie takie jak w ikei (śledzi nie mam, ale chyba o zupie cebulowej pisałem)
  • zarobki pilota f-16 (brawo!)
  • byłem chlopakiem i teraz kobieta chce zebym był przyjacielem i mowi ze mam szanse na nowo sie nim stac (urzekła nas twoja historia…)
  • dlaczego były chłopak po 7 latach bycia razem nie umie patrzeć mi w oczy (pewnie ma już dość)
  • jak mam wiedziec kiedy kobieta ma orgazm (zapytać?)
  • jak nauczyć mężczyznę rozmawiać? (nie da się)
  • magdalena sroda to biedna kobieta (zgadzam się)
  • obrazki gołych pań (a fe świntuchu)
  • od parówek sie tyje? (a nie?)
  • piekne zdanie na rozstanie (sprawdź w goglach)
  • smutne złe i mroczne wierszyki oraz opisy na gg (kategoria „Wiersze” się kłania)
  • związek sztuką kompromisu (zgadzam się)
  • śmieszne rzeczy, które polacy wpisują w google (proszę bardzo)

Przeglądając te tysiące zapytań można dojść do wniosku, że do Google młodzi Polacy zwracają się głównie w sprawach seksu i uczuć. Fascynujący materiał dla socjologów. :-]


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: