VrooBlog

VrooBlog

Archiwum bloga na Lipiec 2008.

Co z vrooblogiem po mojej śmierci?

niedziela, 27 lipca 2008 00:30

Temat brzmi trochę dramatycznie, ale przedstawia interesujący problem, który dyskutowany jest na forum GoldenLine.

Aktywny w internecie człowiek umiera. Zostają po nim blogi, profile w portalach społecznościowych. Marta Klimowicz pisze:

Nie mogłam nie pomyśleć o tym, co dzieje się z całym naszym sieciowym bagażem, kiedy umieramy. Dawniej nie było takich problemów, długi i niepotrzebne graty dziedziczyły po prostu odpowiednie osoby. Na nie spadał również ciężar informowania znajomych o śmierci, ewentualne zgłaszanie do urzędów etc. Dziś jednak powszechnie wiedziemy swoje życia również w internecie, zawierając tam znajomości, gromadząc kontakty, pisząc blogi, publikując wiersze etc., wytwarzając coraz większą liczbę słabych więzi.

Czy blog zniknie z internetu z tak prozaicznego powodu, jak ten, że skończy się abonament za hosting i domenę? Czy nikt też nie poinformuje o tej śmierci na blogu, a przypadkowi czytelnicy będą się zastanawiać: „czemu on nie pisze?”… Wszystkie hasła oraz informacje o serwerach mam zapisane w jakiejś formie w komputerze, więc to kwestia tego by ktoś tymi sprawami się zainteresował. Zresztą hasła to kwestia wtórna – jestem pewien że przy takich przypadkach dałoby się uzyskać dostęp. O ile miałby kto to zrobić.

Gdybym w jakiś sposób spodziewał się tej śmierci to pewnie bym kogoś poprosił choćby o umieszczenie informacji o moim odejściu, może i załatwiłbym przedłużenie domen, hostingów itd. A może bym też uznał, że wobec wieczności blogi to mało istotna sprawa.

W przypadku śmierci nagłej, a taka w okresie swojej blogowej kariery raz o mało mi się nie zdarzyła – wszystko po jakimś czasie zniknie. Choć jeśli któryś z czytelników uznałby to za potrzebne, uruchomiłby stronę z mirrorem.

Coś jeszcze. Maksyma „non omnis moriar” ma chyba jednak dzięki Internetowi większą szansę realizacji niż kiedykolwiek. Co pozostawało po człowieku, który zmarł sto lat temu? Jeśli nie tworzył, nia piastował żadnego stanowiska, nie zapisał się w pamięci zbiorowej – nie był nigdzie uwieczniony. Pamiętała go tylko najbliższa rodzina, lecz z trwalszych śladów pozostawał nagrobek, może jakieś listy. Wiek XX przyniósł fotografie, które pozwoliły zatrzymać wspomnienia. Teraz można zatrzymać to co ta osoba robiła, pisała, mówiła – także w przypadku szarego człowieka, który zostawia swoje ślady w sieci.

Swoją drogą – różne sieciowe archiwa, jak cache Google i serwis Web Archive już teraz pomagają odzyskać to czego już nie ma. Podejrzewam, że w przyszłości zostanie to jeszcze bardziej rozwinięte – czytelnik internetu będzie mógł cofnąć się do każdej jego chwili w przeszłości i bez problemu czytać strony sprzed 10 lat…

VrooBlip

poniedziałek, 21 lipca 2008 19:41

VrooBlip

Dałem się złapać. Od paru tygodni używam Blipa i cierpi na tym m.in. ten blog, bo łatwiej często jest wrzucić dwa zdania tam niż całą notkę tu.

Czym jest blip? Powiedziałbym, że to opisy na GG które widzi pół świata, coś między mikroblogiem, czatem, no i powiadamiaczem. Więcej na prezentacji:

view presentation (tags: pomoc blip)

Przekonały mnie do blipa tagi – czyli możliwość śledzenia wszystkich opisów na dany temat. Na przykład do tagu #warszawa zaglądać warto aby śledzić, w której dzielnicy już pada, a w której jeszcze nie. :-) Albo aby obejrzeć najnowsze zdjęcia z różnych miejsc. Taki trochę kanał na ircu, choć oczywiście to nie to.

A oto mój bliplogkokpit na blipie. Jeśli ktoś się nie boi, że go wciągnie, to zapraszam. :-) A jeśli nie chcecie tam zachodzić, w prawej kolumnie od paru dni są najnowsze wieści z mojego Blipa.

Zaczynam lubić Itunes

wtorek, 15 lipca 2008 09:56

Czego by o programie Itunes nie powiedzieć, nie jest to idealny odtwarzacz muzyki.

Bo co powiecie o programie, który ma absolutnie gdzieś lokalizację waszych plików i to że zrobilście sobie pieczołowicie strukturę folderów z muzyką? Albo o programie, który nie potrafi odświeżyć tagów z pliku jeśli je zmienię? Co więcej, nie potrafi nawet zauważyć że w folderze który był do programu dodany pojawiły się kolejne pliki – trzeba do tego osobnej aplikacji! No tak, bo to program projektowany dla jabłuszkowców, którzy nie muszą wiedzieć nic więcej poza kupowaniem muzyki w sklepie Itunes, swoją drogą niedostępnym dla Polaków.

A jednak parę funkcji sprawia, że do Itunes się przyzwyczajam i przede wszystkim słucha mi się z tego lepiej muzyki niż np. w Foobarze (który dotąd był moim odtwarzaczem nr 1). Chodzi o funkcję „Smart list” pozwalającą na błyskawiczne stworzenie playlist z muzyką z danego okresu.

  • Tylko rock progresywny.
  • Tylko lata 80.
  • Tylko utwory z roku 2008.
  • Tylko kawałki z Listy przebojów Trójki z mojego ulubionego okresu.
  • Tylko najczęściej słuchane utwory z ubiegłego tygodnia.

W połączeniu z funkcją „shuffle” – czyli odtwarzaniem losowym Itunes zamienia się w doskonałą, bo własną stację radiową.

Kategorie: Muzyka
2 komentarze

Najważniejszy jest podobno spokój

wtorek, 8 lipca 2008 01:30

Nie boję się nie pytam cię
te moje skromne nie-po-ko-je
i nie jest tak że chciałbym biec
i nie jest tak że chciałbym polec

Na kartach wciąż wirują złe
niepoczytalne łzy urojeń
lecz chciałbym nie bać się już nie
i ostatecznie uspokoić

Już nadszedł czas już widzę jak
mych myśli nici zawieszone
załamią się pokruszą by
zaginąć w świecie bez ukojeń

(18 czerwca 2008)

Flirt z optymizmem

piątek, 4 lipca 2008 22:00

Są takie momenty, gdy wszyscy napotkani ludzie będą się uśmiechali.

Gdy nie będzie sceptyków. Gdy wszyscy przyjemnie zaskoczeni będą rozglądali się wokoło i pytali czy to nie sen. :-)

Takie właśnie było dziś moje – i nie tylko moje zetknięcie z nowym pociągiem Kolei Mazowieckich o nazwie Stadler FLIRT. Dwa pierwsze pociągi już jeżdżą na warszawskich torach, a reszta montowana jest w Siedlcach. Dziś przypadkowo przejechałem się między Ochotą i Wschodnią.

Z zewnątrz – masywne, kanciaste pudło pociągu nie robi rewelacyjnego wrażenia.

Ale w środku…

Te „nowoczesne” pociągi pospieszne, które jeżdżą z Warszawy do Łodzi to tramwaj w porównaniu z Flirtem. Nie mówiąc o warszawskiej SKM-ce, która choć z pozoru nowoczesna, zbudowana została w oparciu o wózki (podwozia) starych EN57 sprzed 40 lat.

W środku dość wygodne, szerokie fotele, sporo miejsca na nogi (w przeciwieństwie do pociągów Warszawa-Łódź), klimatyzacja, ale przede wszystkim CICHO! Pociągi jadące przez warszawski tunel średnicowy zwykle tłuką się i trzęsą – tutaj cichutko i płynnie. Niesamowite wrażenie – jedyne z czym mogę porównywać to bezprzedziałowe wagony Intercity na trasie Warszawa-Poznań/Wrocław. A to przecież tylko pociąg podmiejski…

Reakcje wsiadających ludzi były różne.

Kolega, z którym wsiadałem tak oniemiał, że zapytał konduktorki „czy na pewno mogę jechać z kartą miejską?” Sama konduktorka była też wyraźnie zadowolona – zwykle przecież pasazerowie narzekają. Ludzie w ogóle nie kojarzyli tego z pociągami KM, które są zwykle hałaśliwe, ciasne i brudne, myśleli, że to może nowa SKM-ka. :-) Ktoś inny zauważył, że kabina dla maszynisty przypomina bardziej kabinę pilota.

Wiem, że to na razie tylko kilka takich pociągów, że to ogromne publiczne pieniądze, że w Austrii takie pociągi nie są niczym dziwnym – ale mimo wszystko spora radocha, że Flirta zobaczyłem w Warszawie.

Jak rozmawiać z trudnymi ludźmi?

środa, 2 lipca 2008 21:43

Jak rozmawiać z ludźmi trudnymi w trudnych sytuacjach? Ja mówię jedno, on mówi drugie, ja go nie rozumiem, on mnie nie rozumie, ja chcę go zrozumieć, on nie chce.

Można oponować. Mówić: Nie, nie masz racji. Nie, to nie tak. Nie, nie wypowiadaj się gdy nie masz pojecia na ten temat. Nie, to TY raczej mnie posłuchaj. Da to jakiś skutek? Jeśli nie mamy bezpośredniego wpływu na tę osobę, to średni.

Ale można wszędzie tam gdzie mówisz NIE, mówić TAK. Czy to oznacza potulne zgadzanie się na wszelkie głupoty, które usłyszę? Jasne że nie. Ale powiedzenie TAK służy jako bufor. Pozwolę ci się wygadać, nie będę odbijał natychmiast. Tak, słucham cię. Tak, no w zasadzie rozumiem co masz na myśli choć tutaj bym polemizował. A potem sam się wypowiem. Skoro i tak rozwiązanie, które proponuję musi być wdrożone, bo innego sposobu nie ma – to po co się denerwować. Wreszcie, może nie odpowiadając natychmiast zacznę cię słuchać i w jakiejś sprawie naprawdę się zgodzimy?

***

Dzisiaj byłem świadkiem rozmowy między pewnym sympatycznym programistą i innym równie sympatycznym pracownikiem kadry kierowniczej, której temperatura przewyższyła pracującą na wysokich obrotach klimę. :-) Różne epitety padały, z trudem mi oraz drugiemu koledze udało się utrzymać panów na bezpieczną odległość od siebie. Może gdyby obaj nie byli tak przeczuleni na swoim punkcie i nie odbijali natychmiast piłeczki to rozmowa nie byłaby tak gorąca?


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: