VrooBlog

VrooBlog

Archiwum bloga na Październik 2006.

Firefox II

środa, 25 października 2006 21:42

Króciutko. Wczoraj ukazała się nowa wersja Firefoksa. Parę dni temu Microsoft wypuścił rewolucyjne wydanie IE 7. Jeśli nadal używasz Internet Explorera 6, zastanów się nad sobą. :P

A jeśli ktoś chce wiedzieć więcej o ruchach na rynku przeglądarek, zapraszam na bloga zawodowego.

Przytulanie w Polsce

wtorek, 24 października 2006 23:11

Wyglądało mniej więcej tak:

Warszawa, film z okolic metra centrum i warszawskiej starówki, w sumie niewiele widać.

Tutaj Kraków, przez dużą część filmu idą, ale w końcu kogoś przytulą. :)

A tutaj Toruń, chyba najsympatyczniej.

Zdjęcia z innych miast i relacje znajdziecie na JoeMonster. Średnio mi się podoba, że w akcję np. w Warszawie zaangażowali się działacze gejowscy. Nie mają się do kogo przytulić?

A jednak wolę czwartą RP

24 października 2006 11:11

Komentarz, który za chwilę zacytuję nie mógłby się ukazać jeszcze parę lat temu. Co najwyżej w jakimś marginalnym piśmie, w Gazecie Polskiej czy Naszym Dzienniku. I zgodnie byłby przez wszystkie „mainstreamowe” media wyśmiany jako przykład spiskowej teorii dziejów.

A tymczasem to komentarz redakcyjny w Rzeczpospolitej, czyli jednej z najpoważniejszych polskich gazet.

Wielu komentatorów kpiło z hasła IV Rzeczypospolitej. Rzeczywiście, wydawało się, że dopuszczenie do władzy polityków Samoobrony i LPR kompromituje każdą poważną próbę reformy państwa. Do tego doszła jeszcze tak często widoczna małostkowość i egoizm polityków PiS oraz zapiekłość liderów PO. Jednym słowem zamiast troski o dobro wspólne widać było wyłącznie awanturę. A jednak ten pesymizm był przedwczesny.

Jesteśmy bowiem świadkami nie obumierania idei IV RP, ale raczej agonii III Rzeczypospolitej. Kończy się czas ludzi odpowiedzialnych za funkcjonowanie PRL. Dobiegają kresu kariery byłych oficerów komunistycznych służb i ich agentów. Dzięki kolejnym dokumentom wychodzącym na jaw z szaf i biurek można zobaczyć, na czym polegał zawarty przy Okrągłym Stole układ z komunistami. Można wreszcie oszacować cenę kompromisu i jego niszczący wpływ na polskie życie publiczne.

Pokazują to właśnie losy owych drugoplanowych postaci o nieznanych szerzej nazwiskach. Jedni zajmowali wysokie stanowiska w służbach PRL, inni byli tylko agentami, ale to dzięki tym niejasnym związkom doskonale poradzili sobie w III RP. Trafili do biznesu, do mediów, wreszcie, jak Roman Kurnik, szef kadr w Służbie Bezpieczeństwa, a po 1989 roku dyrektor kadr w Komendzie Głównej Policji, pozostali w dotychczasowym miejscu pracy. Mogli spokojnie działać i robić karierę. Sądzili, że są bezpieczni, bo system władzy, powstały wskutek porozumienia części solidarnościowych elit i komunistów, zdawał się szczelny.

Wygląda na to, że się przeliczyli. Raport o działalności WSI, dokumenty z szafy Lesiaka, śledztwo w sprawie Mazura – procesu ujawniania informacji o wpływie ludzi związanych z komunistycznym reżimem na życie publiczne w Polsce nie da się zatrzymać. Pojawia się tym samym pytanie o moralną i polityczną odpowiedzialnośćtych wszystkich polityków i intelektualistów, którzy uniemożliwili przeprowadzenie rozliczeń i wciąż starają się zahamować ten proces. Którzy mylili miłosierdzie z bezkarnością i demokrację z kontrolą życia publicznego przez służby specjalne. Tym razem nie można pozwolić na amnezję.

Mnie też się nie podoba twarz Leppera, czy coraz bardziej egzotyczne pomysły rodziny Giertychów. Trudno mi popierać kompletną inercję tego rządu w sprawach gospodarczych i marnotrawienie moich pieniędzy. Tym bardziej, że przed chwilą znowu zrobiłem przelew do Urzędu Skarbowego, za który mógłbym sobie polecieć do Nowej Zelandii i zacząć nowe życie. Nie ulega jednak wątpliwości, że w ostatnim roku dowiedzieliśmy się więcej o mechanizmach działania naszego państwa niż przez ostatnie 15 lat.

Tradycyjne media, które wmawiały nam jedyną interpretację rzeczywistości tracą na znaczeniu. Weźmy sprawę byłego SB-ka w telewizji TVN. Gdy napisała o tym Gazeta Polska, wszyscy potępili ją w czambuł. Jednak parę dni potem, na blogu Bogusława Chraboty (jednego z redaktorów Polsatu) pojawiły się wypowiedzi osób znanych w medialnym światku, którzy widzieli dokumenty potwierdzające wersję Gazety Polskiej. No i parę dni temu takie dokumenty ujawniło Życie Warszawy. To co starano się szybko zamieść pod dywan, wychodzi na światło dzienne.

Sprawę blogowego przecieku relacjonowała np. Kataryna.

Media się nie poddają. Pamięta ktoś jeszcze pijanego Kwaśniewskiego w Charkowie? Link do Youtube, jakby co. Przez parę dni po incydencie w mediach panowała cisza. Tomasz Lis w swoich wspomnieniach „Nie tylko Fakty” przyznaje, że szefostwo TVN po prostu zabroniło im ten temat poruszać. Jedna stacja radiowa się wyłamała: polska sekcja BBC, niezależna od tutejszych układów. Dopiero potem następne, gdy już nie można było tematu pominąć.

A porównajmy sobie wpadki prezydenta Kartofla. Jeśli za późno poda rękę niemieckiej pani kanclerz, następnego dnia zdjęcie trafi na pierwszą stronę Wyborczej. Wciąż ten sam komunikat, że obecny prezydent to kompletny jałop, a poprzedni, ha – mąż stanu. Taaaa. Zwykle byłych prezydentów zaprasza się na wykłady, dostają stanowiska w instytucjach międzynarodowych, grzeją się w ciepełku swojej sławy. Ala Kwaśniewskiego nie zaprasza nikt, zaszył się gdzieś i nie wychyla nosa.

Nowoczesna ewolucja

24 października 2006 08:28

Z politycznego bloga Czarneckiego:

Ożywienie w badaniach nad realnością teorii Darwina. Pojawiła się znienacka teoria, że tak naprawdę wszyscy pochodzimy od … KACZKI. Jeśli teoria ta będzie potwierdzona, wówczas możemy przyjąć (z dużym prawdopodobieństwem), iż wszyscy jesteśmy szlachetnie urodzeni…

Komentując ostatnie wypowiedzi polityków nt. teorii ewolucji można mieć nadzieję, że jeszcze zabiorą się za kolejne problemy naukowe, takie jak teoria bezrobocia, obliczanie dalszych miejsc liczby pi, poszukiwanie liczb pierwszych. Tyle jeszcze jest do odkrycia. A Giertychów mało.

Przytulenie jest za darmo!

wtorek, 17 października 2006 11:06

Wszystko zaczęło się rok temu. Pewien młody człowiek wyszedł na ulice Sydney z transparentem „Free Hugs”. Że przytuli się do każdej chętnej na to osoby. Spotkał ludzi, którzy go sfilmowali, napisali muzykę, i puścili w świat nagranie. Wkrótce znalazł naśladowców w innych miastach Australii, w Kanadzie i na Tajwanie.

Gorąco zachęcam do obejrzenia filmu.

(Niestety YouTube usunęło oryginalny film, ale można poszukać innych na hasło „free hugs„)

W dzisiejszych czasach odsuwamy się od siebie, boimy dotyku. Media nas karmią określeniem „zły dotyk”, chęć fizycznej bliskości wydaje się być podejrzana. A już dwóch obejmujących się facetów na pewno napotka na złośliwe uśmieszki.

A Ty?
Czy przytulasz się do kogokolwiek?
Czy przytulił(a)byś się do obcej osoby?

Jak to w życiu

niedziela, 15 października 2006 20:52

Lista kontaktów na gadu-gadu: uśmieszek obok smuteczku

Kilka pikseli, tyle emocji.

Nie takie bogactwo straszne

15 października 2006 14:09

Nic na to nie poradzę. Więcej na tym blogu będzie przemyśleń związanych z religią i lekturą Pisma Świętego.

W dzisiejszej Ewangelii znana wszystkim opowieść o bogatym człowieku.

Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe.

Przyznam, kiedyś „uwierała” mi ta wypowiedź Jezusa. Bo można z niej wysnuć, że chrześcijaństwo to taka religia dla biedaków i nieudaczników. Skoro jesteś bogaty, już jesteś podejrzany, a bramy niebios dla ciebie zamknięte. Prawie jak komuniźmie. Bić w kapitalistów i kułaków, wszyscy mieć będą mało, będzie dobrze, bo po równo.

A tu chodzi o zupełnie inną rzecz. Facet przychodzi do Jezusa i chce się pochwalić: tak przestrzegam wszystkiego, przy okazji dorobiłem się majątku, co u Żydów było dowodem błogosławieństwa Bożego.

On miał już dobrze ustawione życie. Odkrył wartość dekalogu, na wierności przykazaniom budował przyszłość i cieszył się błogosławieństwem Boga na ziemi. Był bogaty. Wierność przykazaniom miała mu zapewnić zbawienie. Przyszedł do Jezusa tylko dlatego, by uzyskać pieczątkę pod własną koncepcją życia doczesnego i wiecznego. On już wszystko wiedział. On nie zamierzał nic zmieniać. (komentarz z serwisu Mateusz)

Jezus wcale nie wymaga od każdego rozdawania majątku. W końcu wśród jego uczniów byli też ludzie bogaci, jak Józef z Arymatei, członek Sanhedrynu. Podobnie jeśli chodzi o późniejszych opiekunów gmin chrześcijańskich. Z Dziejów Apostolskich i listów św. Pawła dowiadujemy się, że byli nimi często członkowie tamtejszych elit i ludzie wpływowi.

Ale tutaj pada pytanie o priorytety. Skoro ten człowiek chce być zbawiony, co jest dla niego ważniejsze? „Nie można służyć Bogu i mamonie” w innym miejscu czytamy. Nie żyjemy po to, by gromadzić bogactwa, a one same niewiele nam pomogą jeśli nie będziemy „ubodzy w duchu” jak mówi znane błogosławieństwo.

Człowiek z dzisiejszej Ewangelii nie wyobrażał sobie innego punktu spojrzenia na jego życie. Od razu uciekł, nawet nie zapytał o co chodzi.


Myśl z dzisiejszego kazania: „ubogi” nie oznacza „biedny”. Ludzie biedni materialnie mogą być tak owładnięci chęcią posiadania, że ubogimi wcale nie są. I rozdanie im „majątku” da tylko tyle, że staną się kopiami tego bogatego, „no teraz już mamy wszystko”.

Jeszcze inna myśl. To chyba Dale Carnegie zacytował jednego ze słynnych amerykańskich przemysłowców: „Zabierzcie nam nasze fabryki, zabierzcie pieniądze, zabierzcie to co mamy. W ciągu czterech lat my to wszystko odbudujemy.” Bogactwo i powodzenie nie musi otępiać i pogrążać w samozadowoleniu.

Kapuściński dostanie Nobla?

czwartek, 12 października 2006 08:59

Raczej nie. Pisarze wskazywani przez prasę zwykle nie dostają, a szwedzka Akademia rozdaje te nagrody wg bardzo dziwnego klucza, promując nawet grafomanów takich jak Dario Fo.

Coraz bardziej zdaję sobie z tego sprawę, że Ryszard Kapuściński to reporter unikalny.

Nie interesuje go polityka, jako dziedzina, w której można działać czy na coś wpływać. Jak łatwo jest pisząc o „trzecim świecie” sprawić, że tekst stanie się głosem w dyskusji politycznej. Jednak nie. Kapuścińskiemu daleko od lewicowej agitacji. Pozostaje zawsze obserwatorem. Co najwyżej stara się apelować do sumień zapatrzonych w siebie społeczeństw zachodu.

Jeżeli ktoś zasiada do sutego obiadu i ogląda w tym samym czasie sceny z sahelu, a tam umierających ludzi, to usypia swe sumienie. Przekonałem się, do czego jesteśmy doprowadzeni, kiedy w 1993 roku wraz z panią Ogata z United Nation Commission for Refugees polecieliśmy do uchodźców na granicy Sudanu i Etiopii – do 300 000 umierających młodych ludzi (starcami byli tam trzydziestolatkowie). Ludzi obdartych, nędznych, znajdujących się w straszliwych, malarycznych warunkach. Z tej makabry wyruszyliśmy do Addis Abeby i właściwie tego samego dnia odlecieliśmy do Rzymu. Wieczorem poszedłem na pełen roześmianych ludzi Piazza Navona w Rzymie, a tam – zabawa, restauracje, doskonałe jedzenie, ciepła noc, i wtedy – gdy uświadomiłem sobie ten kontrast – rozpłakałem się, co mi się rzadko zdarza.

Wówczas też właśnie uprzytomniłem sobie, jak bardzo nieprzekazywalne jest moje doświadczenie.

Próbuje zawsze zrozumieć, stawia się w sytuacji drugiej osoby. Szuka wyjaśnienia. Pyta. Co z tą drugą połową świata, co z tymi, którzy mieli mniej szans, którzy nie chcą uczestniczyć w wyścigu szczurów? Kto pomyśli o nich, o wykorzystaniu ich potencjału?

Głos Ameryki podał, że w Stanach wynaleziono szczepionkę przeciw malarii. Na świecie przybędzie nowych zasobów energii, które dotąd pochłaniała malaria. Energii komu potrzebnej?

Skąd ta wrażliwość? Może dlatego, że urodził się też w polskim „trzecim świecie”, czyli w Pińsku na Białorusi. A dzieciństwo przeżył w biedzie radzieckiej okupacji.

Mama całymi dniami stała w oknie. Stała nieruchoma, mogła nie ruszać się godzinami. W domu było jeszcze trochę kaszy i mąki. Czasem jedliśmy kaszę, czasem mama piekła na kuchni placki z mąki. Zauważyłem, że sama nic nie je, a kiedy myśmy jedli, odwracała się, żeby nie patrzeć, albo wychodziła do drugiego pokoju. Mówiła — przynieście trochę chrustu. Chodziliśmy po okolicy wygrzebując spod śniegu suche badyle i patyki. Być może nie miała już siły wychodzić sama, a trzeba było choć trochę palić, bo zamarzaliśmy na sople. Wieczorami siedzieliśmy w ciemnościach trzęsąc się z zimna i ze strachu, czekając na wywózkę.

[…]

Kiedyś powiedział mi, że na ulicy Zawalnej mają sprzedawać cukierki i jeżeli chcę, możemy razem stanąć w kolejce. Był to piękny gest, że mi powiedział o tych cukierkach, bo dawno już o słodyczach przestaliśmy marzyć. Mama zgodziła się i poszliśmy z Orionem na Zawalną. Było ciemno i padał śnieg. Przed sklepem stała już długa kolejka dzieci, ciągnąca się wzdłuż kilku domów. Sklep był zamknięty drewnianymi okiennicami. Dzieci stojące na początku kolejki powiedziały, że sklep będzie otwarty dopiero jutro i że trzeba stać całą noc. Strapieni wróciliśmy na swoje miejsce, na koniec kolejki. Ale nowe dzieci ciągle przybywały, kolejka rosła w nieskończoność.

[…]

Jeszcze ciemnym rankiem przyszły dwie zawinięte w grube chusty kobiety i zaczęły otwierać sklep. W kolejkę wstąpiło życie. Śniliśmy góry cukierków, wspaniałe czekoladowe pałace. Śniliśmy królewny z marcepana i paziów z piernika. Nasza wyobraźnia płonęła, wszystko się w niej iskrzyło, promieniało. W końcu drzwi sklepu otwarły się i kolejka ruszyła. Wszyscy napierali, żeby rozgrzać się i coś kupić. Ale w sklepie nie było ani cukierków, ani czekoladowych pałaców. Kobiety sprzedawały puste puszki po landrynkach. Po jednej dla każdego. Były to okrągłe, duże puszki, które miały na ścianach namalowane kolorowe, buńczuczne koguty i polski napis — E. Wedel.

To, co u Kapuścińskiego wiąże się z jego osobistym doświadczeniem oddziaływuje najmocniej. Media, pisał wielokrotnie w „Lapidariach” i „Autoportrecie reportera” nas usypiają, dają łatwą i prostą odpowiedź na wszystko. Króluje uogólnienie i agencyjna skrótowość. Tymczasem świat nie jest tak prosty, jakbyśmy tego chcieli.

Uczy też tolerancji. Nie takiej jaką rozumie współczesna lewica, że „wszystko wolno bliźniemu twemu, pod warunkiem że należy do mniejszości”. Uczy pochylenia się nad drugim człowiekiem, wsłuchania się w to co ma do powiedzenia. Unika szufladkowania, przypomina, że każdy z nas jest wartościowy i każdemu warto poświęcić chwilę uwagi.

Czy potrafimy do dostrzec? Czy potrafimy się czegoś z książek Kapuścińskiego nauczyć?

Czy za 15 lat zostanę Kaczyńskim?

niedziela, 8 października 2006 21:20

Ujawnione niedawno dokumenty świadczą o tym, że Jarosława Kaczyńskiego szpiegował w latach 90-ych Urząd Ochrony Państwa. Czego dowiadujemy się o tym polityku?

– Umie skupiać się na rzeczach konkretnych, nie bawić w szlachetne ogólniki, co go dodatnio wyróżnia na tle większości polskich polityków.

– Do słabych punktów Kaczyńskiego należy jego chłód w kontaktach osobistych, brak bezpośredniości, źle odbierane w społeczeństwie takim jak polskie.

– Jest starym kawalerem. Mieszka z rodzicami w 3-pokojowym mieszkaniu na I piętrze 3-kondygnacyjnego domu. Matka J. Kaczyńskiego tak wyjaśniła, dlaczego się nie ożenił: „Myślę, że już spotkał kobietę swego życia. Miało to miejsce w latach siedemdziesiątych. Był mocno zaangażowany. Ona twierdziła, że rzucił ją dla KOR-u (Komitetu Obrony Robotników). Wyszła już za mąż. Na ten temat nie rozmawiamy. Jest między nami taka umowa”.

– J. Kaczyński nie ma samochodu, nie ma też prawa jazdy. Nie przywiązuje wagi do ubioru. Zdaniem matki Kaczyńskiego: „Kupowanie z nim ubrań to prawdziwa udręka. Sam sobie niczego nie kupi”. Nie uprawia żadnego sportu, choć się sportem interesuje. Z alkoholów lubi wina i piwo.

– Najlepiej odpoczywa, gdy czyta lub słucha muzyki. Z książek czyta głównie książki socjologiczne, psychologiczne, historyczne i religioznawcze, bardzo mało beletrystyki.

Link na WP.

Co się sprzedaje

sobota, 7 października 2006 09:14

Warszawski Traffic, pierwsze piętro, dział z książką religijną:
„Jan Paweł II” – dwa duże regały wypełnione albumami, przemówieniami, biografiami.
„Pismo święte” – jeden regał, tam atlasy, ilustracje, streszczenia, nawet słowniczek hebrajsko-polski – i uwaga: JEDNO pełne wydanie Nowego Testamentu, ŻADNEGO pełnego wydania Starego Testamentu.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: