VrooBlog

VrooBlog

Sens muzyki, notka bez sensu

poniedziałek, 9 maja 2005 10:38

„…to studium smutku, rezygnacji, bezsilnej złości” – czytam w jednej z recenzji na Screenagers.pl. Dziesiątki płyt, które mają „eksplorować tę ciemniejszą stronę duszy”, które mają zdołować, przycisnąć do ziemi.

Po co? Po co męczyć się słuchając zgorzkniałych frustratów, którzy tylko pieprzyć potrafią jaki świat jest zły?

Świętokradztwem jest dla mnie porównywanie the Mars Volta do Yes. Bo długie i skomplikowane kompozycje? Bo wokalista się wydziera? W Mars Volta nie słyszę nadziei, spokoju, światła, tego co w Yes wyczuwa się od razu.

Muzyka to dla mnie kontakt z niebem. Ze światem odległym. Jeśli nawet rzuca o ziemię to w jakimś celu. Aby napełnić energią, a nie wyssać jej resztki.

Wolę już takie recenzje.

Jeśli ta na wskroś oryginalna muzyka może się z czymś kojarzyć, to z ogrodem, który zwiedzając odczuwamy coraz to inne zapachy i słyszymy śpiew osobliwych ptaków. Zdarza się, że przebiegnie jakiś dziwny stwór, który może nawet wystraszyć. Dominują jednak uczucia przyjemne, a chwilami wręcz rozkoszne, jakie niektórzy z nas mają nadzieję przeżyć dostawszy się do raju. Przed końcem naszej wędrówki po tym cudownym ogrodzie natrafiamy na mroczne miejsce. Przez chwilę ogarnia nas głęboki smutek, ale Ogrodnik wyprowadza nas szybko na słoneczną polanę, z którą kojarzyć się może optymistyczny i efektowny finał IV Symfonii.

(Tadeusz Kaczyński o IV Symfonii Lutosławskiego)

Ostatnio rzuciłem się na parę nowych płyt:

Morcheeba – the Antidote (2005)
Nowa wokalistka, ale melodie rozwalają jak zwykle… Tym razem związki z triphopem (i innymi -hopami) są już tylko symboliczne. Miejscami przebija David Byrne, albo Minimum Vital, albo muzyka lat 60…. Od 2 dni płyta przesłuchana przynajmniej 10 razy.

Decemberists – Picaresque (2005)
Śmieszne. Nie mam pojęcia co to za gatunek. Fani Waterboys, którzy słuchali sporo Genesis? Kowbojskie rytmy, aby do przodu, ale skrzypce, klawisze, dbanie o ornamenty. Płyta roku to nie będzie, ale słucha się wyśmienicie.

Green Day – American Idiot (2004)
Ten niby punkowy zespół zbliża się coraz bardziej do the Who. Niby nadal „3 akordy, darcie mordy”, ale wciąga i bynajmniej nie nudzi…

Feeder – Pushing the Senses (2005)
Kolejni od pięknych piosenek. Chyba przerzucę się na britrock. :-)

Kalevala – A Finnish Progressive Rock Epic (2003)
Kilkanaście progresywnych grup, których nazwy nic mi nie mówią zabrało się za narodowe dzieło Finlandii. Nic odkrywczego, ale wiadomo, że muzyka, którą się gdzieś już słyszało będzie się podobać :-)

James Labrie – Elements of Persuasion (2005)
Hmmm to mogłaby być nowa płyta Dream Theater. A tylko solowa wokalisty. To co uwielbiam czyli Metallikowe brzmienie z wyraźnym akcentem roku 2005 czyli sporymi dodatkami elektroniki.

Archive – You All Look The Same To Me (2002)
Kolega przegrał mi ponad rok temu i … nie zwróciłem zupełnie uwagi jaka to perła. Tak to jest z wielkimi płytami. Podchodzą podstępnie, dają się zanurzyć … i nie wypuszczają aż po godzinie. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że przecież „Again” było sporym przebojem – z tym, że na płycie ma bagatela – 16 minut. :) Lubię takie niespodzianki.

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. Ozzie

    wczoraj miałam podobną notkę, ale o Scorpionsach i o tym jak na nich trafiłam :] Pozdrawiam :)

  2. zielona herbata

    A więc tak:

    Porównywnać Mars Volta do Yes nie da się z żadnej strony. Całkiem różny poziom. Kiedy za 30 lat Yes będzie żyło, Mars Volta dołączy do innych zapomnianych zespołów z plakietką „nowa rockowa rewolucja”.

    Marcheeba – słyszałam – dość dawno – kilka utworów. Trzy może, cztery. Po następnych kilku może się przekonam. Ciężko mi uwierzyć w grupy z wokalistką w składzie. Chyba, że Blackmore’s Night i gdzieś tam Nightwish. Takie seksistowskie upodobanioa muzyczne.

    Decemberists – nawet z nazwy nie znam.

    Green Day – czy wciąga i nie nudzi? Na początku na pewno. Ale przesłuchaj sobie wszystkie płyty. Od pierwszej grają tak samo i to samo. Głos, instrumenty, tematy. A co do wydzierania się. Gdyby to odjąć Green Day stałoby się popowym niewypałem. Taką ma słodką barwę głosu, że musi się czasem wydrzeć.

    Feeder – no coś pięknego :)Szczególnie płytka Bitter Glass. No coś pięknego.

    Kalevala – i kolejny, o którym nie mam pojęcia.

    James Labrie – skoro porównujesz do DT to trzeba posłuchać :)

    Archive – może nie jeden z moich ulubionych zespołów, ale lubię. Momentami mniej, momentami bardziej.

    To na tyle ;-)

  3. Vroobelek

    Herbatko coraz bardziej Cię lubię :-))

    Co do Green Day może więc warto poprzestać na jednej płycie i nie martwić się że na innych jest tak samo? ;-))

  4. silverleaf

    Nie wyobrażam sobie fanów Waterboys co słuchali Genesis ;) Ale ja wcale nie kojarzę Waterboys z kowbojskimi rytmami – to że popełnili ze 2 takie folkowe płyty, moim zdaniem najmniej udane, to o niczym nie swiadczy :)

  5. nightwish

    Hej,fajny blog!! Zapraszam do obejrzenia mojego na stronie http://www.nightwish-forever.mylog.pl

  6. olka

    ja tam lubie green day maja w sobie coś co mnie do nich przyciąga od 10 lat… odczepcie sie!!

  7. Weronika Green_Punk

    Green Day ma swój charakter i styl, uważam że to najlepsza kapela punk rockowa na świecie. Oni są ZAWODOWCAMI… Którzy tworzą extra muzykę z niepowtarzalnym brzmieniem. Kocham ich od dawna i z każdym dniem coraz bardziej (i nigdy nie przestanę).

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: