VrooBlog

VrooBlog

Archiwum bloga na Październik 2005.

Google Earth czyli myszką po planecie

środa, 5 października 2005 22:47

Zdjęcia satelitarne z Google Maps pewnie widziało już wielu z Was. Niezależnie czy się podobało, czy nie, musicie obejrzeć Google Earth, czyli następny etap.

Które dziecko PRL-u nie bawiło się kiedyś w wędrówki palcem po mapie? I kto nie marzył, żeby sobie po ziemi polatać, obejrzeć różne ciekawe miejsca. No to teraz jest możliwe. Ściągasz na swój dysk program Google Earth, instalujesz, uruchamiasz… i przed sobą widzisz kolorową ziemię :) Klikam dwukrotnie na jakąś część, przybliżam się! Widzę coraz wyraźniejsze kontury brzegów, koryta rzek, wreszcie aglomeracje miejskie i siatki pól. Niesamowite wrażenie, szczególnie gdy włączę pełny ekran i zgaszę światło…. :) A to jeszcze nie koniec. Obraz można obracać, można też zmienić nachylenie, przez co uzyskujemy wrażenie trójwymiarowości. Fajnie jest tak przelecieć nad Tatrami w kierunku Krakowa… (A w Krakowie widać stragany na rynku) :-)

Nie wszystko jest doskonałe, niektóre miejsca wyglądają dosyć nienaturalnie… ale i tak szczęka momentami opada. Co jeszcze przygotuje nam Google?

Trzy uwagi:
1. Nie przerażajcie się wymaganiami technicznymi, mój Celeron 1Ghz i karta graficzna 16MB (wstyd!) śmigały ładnie. Ale szybkie łącze się przyda, przy moim prawie-1MBit czasami trzeba czekać aż szczegóły się dociągną…
2. Google Earth jest dokładniejsze niż Google Maps, m.in. zobaczyłem tu swój blok. :-)
3. Na zdjęcia w dużych miastach można nałożyć siatkę ulic, w Warszawie jest całkiem kompletna. Wyszukiwania ulic jednak nie umiem uruchomić.

Kupowanie monitora, część II, czyli dlaczego nie kupiłem LCD?

wtorek, 4 października 2005 16:32

1. To mit, że LCD jest lepsze dla oczu. Problem z ustawieniami jasności. LCD jest bardzo wrażliwe na światło z otoczenia i jeśli raz jest jasno, raz ciemno, trudno sobie z tym poradzić. W moim laptopie często nie udaje mi się ustawić jasności, tak żeby nie bolały. Tymczasem monitory CRT mają już tak wyśrubowane normy promieniowania, że nie ma obawy. Wzrok mi się pogorszył w liceum od czytania po nocach, nie na studiach od internetu po nocach. :)

2. LCD gorzej odwzorowuje kolory. Może wyświetlić mniejszą liczbę kolorów (262tys.), a kolory zniekształca przy zmianie jasności. Szczególnie gdy zmniejszymy jasność do minimum (jedyne wyjście gdy w pokoju jest ciemno), na ekranie robi się szaroburo. W mojej pracy, gdzie miewam często do czynienia z grafiką i kolorami nie moge sobie na to pozwolić. Tymczasem monitory CRT firmy NEC mają specjalny tryb sRGB, gdzie kolory są takie jakie być powinny. W połączeniu z moim staruszkiem Matroxem G400 wyglądają cudownie! :)

2a. Na LCD nie istnieje kolor czarny. :) Jest najwyżej ciemno szary.

3. Dobre LCD nadal są drogie. Jeśli mam wydać 1500zł na dobry monitor LCD i 500 na dobry monitor CRT, wybór jest dla mnie jeden.

Właściwie jedynymi zaletami LCD, drogi Musie, są:
1. mniejsze gabaryty.
2. idealna geometria obrazu, ale większość CRT da się ustawić pod tym względem.

A czemu nie długi?

sobota, 1 października 2005 23:34

Nie, nie jestem trendy. Nowy przekład Nowego Testamentu zamówiłem z Edycji Św. Pawła już 2 tygodnie temu. Dostałem od nich wcześniej zachęcającą ulotkę – jako były klient. (Polecam w ogóle ich księgarnię, przesyłka za darmo).

Wydanie bardzo funkcjonalne. Mnóstwo komentarzy, przypisów, cieszę się, że do rozgryzienia, jak to bywa w Piśmie Świętym zostaje treść, nie forma. Polecam, jeśli ktoś ma potrzebę zakupienia NT. :)

Ale oczywiście znalazł się dziennikarz, którzy wyniuchał sensację, wysmażył newsa, który to nius wzbudził potężne narzekania na pewnym forum katolickim. Tak to bywa. Nawet wyjaśnienie, ze w oryginale było o długach, nie o winach, nie przekona zapalonych obrońców tradycji.

ps. Prawie nieużywany Wróbel znów do wzięcia. Marjo się bawi na weselu, ja gram w ogame, popijam piwo i plotkuję z kolegami. Na gg.

Zahaczka

1 października 2005 23:23

Schemat wygląda tak. Przegrywam czy kupuję płytę, którą ktoś mi polecił, że warto. Pierwsze przesłuchanie nie wzbudza entuzjazmu, drugie – jeśli do niego dojdzie – również. No i płyta trafia na stosik, gdzieś w kącie. Dzisiaj sięgnąłem do płyt, które nagrał mi znajomy … w sierpniu 2003. Druga lub trzecia liga progrocka początku lat 70. Zespoły takie jak East of Eden, Pawlov’s Dog, Greenslade, PFM. Prawie już zapomniane.

No i po 2 latach brzmi to świetnie!! Czy zmieniły mi się gusta? A może jednak to jedno, dwa przesłuchania sprzed lat pozostały w podświadomości, no i teraz wysłały komunikat „o, to już znam”. Całkiem sporo płyt polubiłem już w ten sposób. Jeden, dwa przesłuchania, długa przerwa i – ooo, czemu nie wróciłem do tego wcześniej??!


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: