VrooBlog

VrooBlog

(nie)codziennegocjacje

poniedziałek, 28 czerwca 2004 13:13

…..wstaję o piątej rano powodowany poczuciem obowiązku, ze obiecałem skończyć pewien program przed godziną dziesiątą. Mój organizm wita mnie stanowczym protestem. Ma swoje powody, położyłem się zaledwie 3 godziny temu. Przestawiam budzik o 10 minut do przodu. Może zmądrzeje? Ponownie włącza się White Stripes, wreszcie dowlekam się do wieży, wyłączam ją i postanawiam walczyć. Idę do umywalki, po drodze włączając komputer. Siadam przed komputerem, otwieram kod nad którym pracowałem wczoraj. Całe szczęście że napisałem sobie na kartce (mam przed oczami) co jest do zrobienia, bo tego wysiłku intelektualnego bym już nie przeżył. Zaczynam pracę.

Jednak moje ciało, jak porządny związek zawodowy nie poddaje się nigdy. Wychodzę do kuchni po kubek na wodę mineralną. W drodze zatrzymuję się w ubikacji i czuję, że za 2 minuty nie wstanę, bo będę spał. Zaczynamy negocjacje więc. Jakich argumentów użyć? 99% procent mnie krzyczy że popełniam zbrodnię na sobie, że mam natychmiast wracać do łóżka bez względu na konsekwencje. Racjonalne 1% argumentuje, ze nie ulegnie populistycznemu dyktatowi. Ale co moze zaoferować? Wyjdę potem na rower na pół dnia? Obejrzę sobie zaległe koncerty (właśnie przysłano mi z Anglii DVD „Yes Acoustic”, które mam zrecenzować…) Albo zadzwonię do DJ-a żeby spędzić wieczór na wędrówce przez staromiłośniańskie pola i piciu wina? Nie… Cholera, ciało przyjmie jedyny argument: zrobię to i pójdę spać. Cut that shit and do the thing. Dobra, jak najszybciej kończmy.

Podobnie jak rząd robi w konia związki zawodowe, tak samo udaje mi się z organizmem. Skończyłem o godzinie 10, wyszedłem do sklepu po bułeczki i gazetę, zrobiłem sobie śniadanie… I już mi się nie chce spać. :-) Ale jutro taki numer już nie przejdzie (podpowiada chwilowo spacyfikowana opozycja)

Komentarze

Śledź komentarze do tego artykułu: format RSS

  1. Szara

    Nie można Ci się wpisać do księgi gości – popraw skrypt, bo coś nie działa jak powinno.

    Tu zostawiam ślad swojej bytności z zapytaniem – jak wpadłeś na mnie?

    ;-)

  2. Vroobelek

    No ładnie :-) Adresu do strony domowej (i bloga) jeszcze nikomu nie podaję, co jak widzę Ci nie przeszkadzało w dotarciu do niej. Pewnie śledzisz strony linkujące do Twojej?

    Księga gości nie działa, bo jeszcze jej nie ma… :-P Myślę, że w weekend nareszcie uruchomię ostateczną wersję całego serwisu i rozpuszczę wici.

Zostaw komentarz

W komentarzu można (choć nie trzeba) używać podstawowych znaczników XHTML.


Jak stąd uciec?

Najedź kursorem nad linka aby przeczytać opis...

Moje - prywatne: